About:Disney

  • wpisów
    5
  • komentarzy
    18
  • wyświetleń
    486

O blogu

Ogólny blog utrzymany w tematyce Disney'owskim

Wpisy na tym blogu

Kabson

Pora na kolejnego newsa, który zachwyci numizmatyków. A raczej tę część, która nie wie co począć z pieniędzmi…

507_859_916.jpg

Jest to limitowana (ba, jakby mogło być inaczej…) moneta wydana w Nowej Zelandii na której widnieje urocza Roszpunka z filmu „Zaplątani” . Moneta wykonana jest z 24 karatowego złota a jej wartość rynkowa wynosi 600$. W przeliczeniu na naszą walutę, łącznie z przesyłką za jedną monetę zapłacimy ok 2,5 tysiąca złotych !

 

Gdy zdecydujemy się na zakup, monetę otrzymamy w ładnym pudełku oraz z certyfikatem autentyczności.

Jakby tego było mało, Roszpunka to nie jedyna moneta dostępna w kolekcji Disney Princess Coin Collection, do „wyboru” mamy również inne księżniczki Disney’a:

2017-01-05_16h34_54%2Bkopia.jpg

Jak widzicie prócz złotych monet (wydanych w ilości 1000 sztuk) możemy jeszcze zaopatrzyć się w ich srebrne odpowiedniki (80$ sztuka/ wybito 10 tyś. egzemplarzy)

Trochę matematyki, żeby Wam się zrobiło słabo:

Aby to wszystko skompletować potrzebujemy:

6600$ na złote egzemplarze + 880$ na srebrne monety, co daje nam 7480$ (kosztów przesyłki nawet nie liczę…). Kurs USD to jakieś ~4,20 zł, wiec na na całą kolekcję trzeba wydać najmniej 31416 złotych.

Mam nerkę na sprzedaż…

Kabson

W życiu każdego fana przychodzi okres, że chce wiedzieć coraz więcej o swoim przedmiocie kultu. Disney od lat wychodzi do takich ludzi z inicjatywą wydając bardzo kolorowe „Artbooki” – czyli książki zawierające bardzo dużo ilustracji i wcale nie mniej informacji o świecie przedstawionym w danym filmie. Jak z pewnością wiecie, jako fan „Wielkiej Z” nie mogłem przegapić edycji wdanej na potrzeby fanów tejże produkcji.

Format książki jest zbliżony do kwadratu: (228.6mm (dł) x 279.4mm) czyli nie różni się niczym od innych wydań tej serii. W tym momencie muszę wam wspomnieć o tym, że każdy Artbook ma zupełnie inny grzbiet, niż te widoczne na zdjęciach. Aby ograniczyć koszty produkcji tych „encyklopedii” każda z nich jest co prawda wydana w twardej oprawie, jednak to co widzicie zazwyczaj na zdjęciach to tylko okładka. „Goły” Artbook zawsze jest jednokolorowy i ma przetłoczenie z logo filmu, z którego pochodzi:

20170110_130847_HDR%2Bkopia.jpg

Nie jest to co prawda wada książeczki, ale jakoś większość recenzentów pomija ten fakt. Do wykonania całości naprawdę nie można się przyczepić, materiał z jakiego została wykonana książka jest najwyższej jakości i od razu widać, że jest to przedmiot stricte kolekcjonerski.

Kilka zdań wcześniej nazwałem Artbooki „encyklopediami” – zrobiłem to celowo, gdyż dokładnie tym jest każda te „cudo”. Książka podzielona jest na kilka rozdziałów, z których dobitnie dowiadujemy się, że Zootopia przedstawiona w filmie to jedynie przysłowiowy wierzchołek góry lodowej. Świat przedstawiony w książce jest znacznie większy od tego, do czego przyzwyczaił nas film.

20170110_130956_HDR-kopia.jpg

 
 
Niewątpliwie jest to zasługa twórców  filmu, gdyż jak wiecie jego scenariusz był kilkukrotnie zmieniany więc te „przebudowy” pozostawiły po sobie wiele ciekawych informacji np. na temat niewykorzystanych lokacji i postaci w filmie. Moim zdaniem najfajniejszymi rozdziałami są te z głównymi postaciami oraz prezentacja dzielnic miasta. Dzięki „Art of…” przekonacie się, jak szczegółowo odwzorowano skomplikowaną strukturę miasta które pozwala żyć ssakom o różnej wielkości. Pomyślano nawet o podziemnych przejściach dla najmniejszych mieszkańców:

 

scr_10743296.png

Z wielu ilustracji zawartych w artbooku możemy dowiedzieć się wielu ciekawych informacji i tak np.

Judy miała nosić grzywkę oraz mieć inny kolor oczów:

2017-01-10_13h52_12.jpg

Scena początkowa filmu miała odbywać się w szkole, a nie na festynie:

2017-01-10_13h57_13.jpg

Jest też kilka artów z niewykorzystanego zakończenia filmu (czyżby prazootopia? )

2017-01-10_13h59_20.jpg

Na samym początku zapomniałem wspomnieć, że artbooki dostępne w europie wydawane są wyłącznie w języku angielskim – moim zdaniem nie jest to ich wada, gdyż nasi tłumacze mają jakąś tendencję do dziwnego przekręcania wielu rzeczy (kojoty, kojoty…).

W chwili obecnej „Art of Zootopia” to wydatek około 20 funtów. Łącznie z przesyłką do Polski powinniście się wyrobić na granicy 130-150 złotych. Nie jest to mało, jednak po pierwsze książka jest warta swojej ceny, a dwa kupując ją od reseller’a z Allegro zapłacicie nawet 200…

 

Kabson

Król Lew to kolejna platformówka, którą zaprezentuję Wam na tym blogu. Gra została wydana w 1994 roku na niemal wszystkie ówczesne platformy do grania jednak w trakcie ich testowania stwierdziłem, że zajmę się wersją na mało popularną konsolę Super Nintendo.

Grafika w grze stoi na najwyższym poziomie – w grze wykorzystano wielopoziomowe tła, zaś nad designem całości czuwało studio Mouse House co zaowocowało naprawdę rzetelnym odwzorowaniem otoczenia po którym porusza się Simba. Fajnym elementem rozgrywki jest fakt, że nasz bohater „rośnie” przez kilka pierwszych etapów w grze. Na pierwszym poziomie sterujemy malutkim kociakiem, który po kilkudziesięciu minutach grania wyrasta nam na ogromne kocisko. Dźwięk w grze jak na produkcje Disneya przystało, jest bardzo dobry i pomimo zapętleń stara się nie męczyć gracza a to udaje się tylko niewielu tytułom na tej konsolce. Nagrodą na zakończenie każdego z poziomów jest króciutka animacja dzięki której możemy uświadomić sobie, w której części fabuły filmu jesteśmy.

Gra posiada 10 dość rozbudowanych poziomów po których sobie pobiegamy szukając dodatkowych żyć czy też bonusów stale zwiększających poziom życia naszego bohatera. Cieszy fakt, że na kilku etapach natrafiamy na logiczne zagadki, nad którymi trzeba się trochę pogłowić aby przejść dalej.

Niestety musimy przejść do odpowiedzi na pytanie „a jak się w to gra?” a tutaj nie jest już tak różowo.

Pomimo, że nasz bohater posiada dość rozbudowany i dobrze animowany zestaw ruchów tak naprawdę sterowanie w grze woła o pomstę do nieba. Wydaje mi się, że problem tkwi w detekcji relacji pomiędzy Simbą a platformami. Sterując naszą postacią często skaczemy za wcześnie co owocuje nieoczekiwanym „lotem” w przepaść i jeżeli pod nami nic nie ma tracimy cenne życia. Równie mMęczącym elementem rozgrywki jest też ryk naszego lwa który potrzebuje czasu, aby się regenerować więc często musimy robimy robić sobie przerwy jeżeli „nie trafimy” w przeciwnika, bądź gra tego nie odnotuje. Kolejną bolączką tytułu jest poziom trudności który wzrasta nierówno. O ile pierwszy etap w grze jest naprawdę banalny, tak już początek drugiego poziomu „Can’t Wait to be King” po dzień dzisiejszy śni mi się po nocach. Może i z wiekiem zgrabiały mi palce, jednak pisząc ten artykuł nie ukończyłem nawet połowy tej gry – po prostu musiałem odpuścić z powodu zbyt frustrującego sterowania. A musicie wiedzieć, że grając na emulatorze i tak miałem łatwiej za pomocą dostępnej funkcji szybkiego zapisu rozgrywki…

To jest właściwe cały „Lion King” gra mogłaby być tak samo świetna jak recenzowany wcześniej Aladdin, jednak z powodu tragicznego sterowania gra jest tylko „dobra”.

Poniżej udostępniam Wam mój gameplay, z pierwszego etapu

 

Kabson

Czas ponownie napisać coś o BH6. Tym razem miały to być ciekawostki ogólne, jednak w trakcie składania wszystkiego w całość uznałem, że na pierwszy ogień pójdzie nie kto inny a Baymax – gdyż jest to, wbrew pozorom naprawdę ciekawa postać.

#1 „Prawdziwy” Baymax

Nie wiem czy wiecie, ale cały film BH6 wzorowany jest na serii komiksów Marvel’a. Disney jednak ma to do siebie, że często lubi nieco „przekręcać” opowiedziane wcześniej historie (o tym napiszemy zupełnie inny artykuł – wiedzieliście, że w oryginale np. Pinokio zabija świerszcza Jimmy‚ego ? ;-))

Takie „ugłaskanie” postaci przytrafiło się również temu bohaterowi –  w komiksie nie wygląda zupełnie na kogoś, do kogo chcielibyście się przytulić:

baymax_orgin.png

#2 Baymax i jego lizaki

lolipop.jpg

Gdy Hiro po raz pierwszy spotyka Baymaxa, ten daje mu lizaka na pocieszenie. Mógłbym napisać, że właściwie nie wiadomo skąd go bierze… ale ta scena ma trochę „głębszy” przekaz. W mangowej wersji BH6 Tadashi „często i gęsto” wstawia się za Hiro (który notabene jest tam znacznie młodszy…) po czym zawsze daje mu lizaka na otarcie łez.

#3 Najważniejsze jest to, by się nie poddawać.

Tadashi potrzebował aż 84 prób aby dopracować Baymax’a. To się nazywa anielska cierpliwość.

#4 Giętka szyja

Big_Hero_6_2014_Bluray_1080p_DTS-HD-7_1_x264-Grym-0-47-37-752%2Bkopia.jpg

Baymax potrafi obrócić swoją głowę o 180 stopni nie nabawiając się tym samym bólów karku.

#5 Błąd czy celowe działanie ?

bh6tada.jpg

Baymax powinien zareagować na frazę „I am satisfied with my care” dezaktywując swoje funkcje. Jednak gdy „odtwarzany” Tadashi wypowiada te słowa, odtwarzanie filmu urywa się nie wyłączając Baymax’a. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że wyłączyć może go jedynie osoba, która wcześniej go aktywowała.

#6 Ucięty wątek.

W pierwszej wersji scenariusza to Hiro miał zbudować Baymaxa po śmierci Tadashi’ego aby ukoić ból po jego stracie – dokładnie jak to zrobił w komiksie.

#7 Skąd oni znają Baymax’a ?

baymax_222.jpg

Reszta „ekipy” zdaje się znać Baymax’a, jednak Tadashi nigdy nie przedstawił prototypu swoim znajomym. Przynajmniej w ostatecznej wersji filmu, gdyż początkowo miał go zaprezentować podczas wystawy:

Big-Hero-6-Merchandise-big-hero-6-37325641-500-266.jpg

Jednak i ten wątek ucięto…

#8 Charakterek, zaraz… skąd my go znamy ?

A_totoro.jpg

Don Hall oraz Chris Williams (główne osoby odpowiedzialne za Disney’s BH6) przyznali, że „projektując” ciepły charakter Baymaxa wzorowali się  Totoro z filmu „Mój sąsiad Totoro”

To by było na tyle w kwestii tego „baloniastego”, w kolejnym artykule prawdopodobnie zajmiemy się resztą tego pokręconego zespołu.

 

Kabson

Przedstawiam Wam 10 ciekawostek związanych z tym filmem. Miłej lektury !

#1

„Twarz” Baymax’a wzorowana jest na tradycyjnych japońskich dzwonkach zwanych „Suzu”

suzu-505-12-300x300.jpg

#2

Pomimo, że Big Hero 6 jest pierwszym owocem współpracy pomiędzy Walt Disney Company a Marvel Comics świat przedstawiony w animacji nie jest oficjalnie universum Marvela.

3#

Trwają prace nad serialem Big Hero 6, który ma mieć premierę jeszcze w 2017 roku.

#4

Odpowiedzialny za design postaci Jim Kim w jednym z wywiadów powiedział, że celowo wprowadzono „wielokulturowość” głównych bohaterów aby każdy widz był w stanie utożsamić się z którąś z postaci. I tak, Hiro i Tadashi są pochodzenia japońsko-amerykańskiego, Gogo Tomago jest koreanką, Honey Lemon latynoską, Wasabi afro-amerykaninem zaś Fred jest rasy kaukasiej – czyli swojak

#5

Big Hero 6 jest siódmym filmem stworzonym przy wykorzsytaniu CGI, oraz 13 filmem Disney’a nie będącym musicalem.

#6

silver_samurai-kopia.jpg

W związku z problemami związanymi z prawami autorskimi, w filmie nie pojawiły się dwie bardzo ważne w komiksach BH6 postacie: Silver Samurai oraz Sunfire.

#7

outybi9zysvvlgldjlij.jpg

Nawet jeżeli połączymy światy z Tangled, Wreck-it Ralph oraz Frozen „do kupy” to tak miasto San Fransokyo jest od nich znacznie większe.

#8

San Fransokyo jest umieszczone w alternatywnej rzeczywistości w której San Francisco zostało doszczętnie zniszczone w 1906 roku, a następnie odbudowane przez japońskich imigrantów. Dlatego też całe miasto wygląda jak połączenie kultur japońskiej i amerykańskiej.

#9

Tak wielkie miasto musi mieć swoich mieszkańców. Aby „zaludnić” tak wielką przestrzeń na potrzeby filmu stworzono nowy program “Denizen Factory” który niemal w „locie” potrafi stworzyć oraz animować postacie trzecioplanowe.

#10

kien1-300x228.jpg

Tworząc animację mikrobotów, animatorzy wzorowali się na… roju mrówek.

To by było na tyle, więcej ciekawostek wkrótce…