Wyszukaj: Wyświetlanie wyników dla tagów 'fanowskie opowiadanie' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Podstawy
    • Przywitaj się
    • Spotkania
  • Zootopia
    • Newsy
    • Ogólnie o filmie
    • Postacie
    • Teorie na temat filmu
    • Gadżety
    • Ciekawostki
    • Twórcy
  • Fan Content
    • ZOOmiksy
    • Fan Art
    • Fan Fiction
    • Fandom
    • OC i Zoosony
    • Inne
  • @Disney
    • Forum ogólne
    • Disney Channel
    • Nie tylko Zootopia...
  • For Glorious Zootopia
    • Forum
    • Konkursy
    • Blog
    • For Glorious Fanbase
  • Hydepark
    • Filmy i seriale
    • Czytelnia
    • Muzyka
    • Gry komputerowe, konsole i planszowe.
    • Off-Topic
    • Wysypisko...

Blogi

  • Mary Place
  • Allariańska Republika pod uczciwą dyktaturą Viraxa, tylko że na forum
  • Suchary Nicka
  • About:Disney

Kategorie

  • Zootopia
  • @Disney
  • Śmieszne
  • Muzyka
  • Pozostałe

Znaleziono 1 wynik

  1. Link do oryginału mojego opowiadania: https://www.fanfiction.net/s/12733137/1/ZwierzogródZootopia-Arternatywna-kontynuacja Opowiadanie (12+). Prolog. Na odludziu stała chata. Pełniła ona funkcje przydrożnego Baru. Stara droga, już właściwie jest tylko jakąś mieszaniną bez ładu, kamyczków i małych ziarenek piasku błyszczący jak szczerozłoty denar. Zielony dywan otaczał wszystko dookoła. Łącznie z małymi wypukłościami na horyzoncie. Nieliczne były występujące w tle słupy odziane w zielone drobne listki oraz białe i szare skały. Małe łzy, jakby aniołów, powoli opadały na wszystko co było pod nimi. Niebo świeciło smutkiem przybierając szare pomarszczone stroje. Obok baru stał ceglany mały domek opasany szarym kamienistym murkiem. Stara drewniana chatka była tuż przy drodze. Żółte światło buchało ze środka. W środku dwa cienie grały razem z tą poświatą. Gdyby wejść do środka... W środku był młody Lis, a po jego prawej wysoki borsuk. Siedzieli przy ladzie. Nad lisem znajdowała się półka. Z kolei obok borsuka można ujrzeć jedwabną nić małego pajęczaka. Dziwne, że tak małe stworzonko może być mistrzem w szyciu tak wspaniałych siateczek. To jest poprostu cudne ... - Nick, opowiedz mi o tym Szaraku. - Michael, co tu gadać. Poznałem ją niecałe dwa lata temu ... Nick na chwilę się tu zatrzymał. Rozmowa o tym temacie nie sprawiała mu jak widać przyjemności. Bez sensu spoglądał w szklankę, w której niegdyś była przeźroczysta, wonna ciecz. Chwycił szklankę w łapę i uniósł lekko nad stołem. Przekręcał ją bacznie obserwując jej wnętrze. Drugą łapę położył na półce. Popatrzył na butelki, które na niej się znajdowały. 1900, 1932, 1890, 2001, 1978, 1990; to tylko nieliczne liczby znajdujące się na butelkach. Co one oznaczają? W dzisiejszym świecie liczbą określa się prawie wszystko. Mówimy mam 12 lat, wstałem o czwartej rano, mój numerek to 27. Jest to dobra metoda, ale czy dziecinna prostota nie była by lepsza. Ludzie nie są numerami, a to czy ktoś ma 10 lat nie oznacza, że jest młody. Może być nawet starszy od kogoś kto ma 14 lat. Za bardzo wszystko katalogujemy. Zapominamy o tym, że nawet dwa kamienie leżące obok siebie i wyglądające tak samo to i tak inne kamienie. - Nick, ale ja wiem, kiedy ją poznałeś. Ja do cholery pytam jak !? - Michael, to jest za ciężki temat do ... Borsuk stanowczo i głośno mu przerwał, ale mimo tego, że głośno to dość uprzejmie. - Stary gadasz o niej cały czas, a ja nic o niej nie wiem! Po za tym, że to fioletowo oki królik o ładnym zapachu. To nie uczciwe wobec mnie! Michael chciał coś powiedzieć na końcu, ale Lis mu przerwał głośno. Głosem stłumionym jakby przez chrypkę. - Wiem to! Wiem, że pierdole o niej 24 na dobę. Wiem. To nieuczciwe wobec ciebie, ale do nie jest dla mnie łatwe. Musisz zaakceptować to, że jest to dla mnie trudny temat do rozmowy. Ostatnia sytuacja zmieniła go nieco. Pod czaszką Nicka kryły się problemy i dylematy, trudy podjęcia wyboru. Próbował o tym zapomnieć poprzez żarty, ale wspomnienia, których się wyrzekamy stają się naszymi koszmarami. On najwyraźniej o tym nie wiedział. Przez to jego dusza była miotana i zgniatana jakby przeżywała męki piekielne. - Mów w końcu. - Słuchaj, bo powtarzać nie będę! Byłem drobnym krętaczem. Karo ... Judy mnie na tym przyłapała i wykorzystała do rozwiązania pewnej zagadki. Bo widzisz, w Zwierzogrodzie mamy podział na drapieżniki i roślinożerców. Tych pierwszych jest 10%. Wtedy burmistrzem była Panna Swinton. Gruba i całkiem wkurzającą świnia. Dosłownie świnia. - Dlaczego była taka zła? - Ssaku, ty gazet nie czytasz? - Wiesz, że jestem prostym stworzeniem. - Uhhh, No to ta cała Swinton wprowadziła zakaz przemieszczania się drapieżnikom po ulicach od 22:00. Inaczej jak kogoś przyłapali zakładano mu obroże. Raziły prądem. Prąd był tak silny i przenikliwy, że czuło się go, jak przechodził każdy nerwem przez ciało. Na całym ciele od szyi po stopy rozchodził się stopniowo. Jakby twoje ciało płonęło ale od środka. Raziło tylko gdy jest się pod wpływem silnych emocji. Od Złości po Miłość. Musisz się zachowywać jak Zombie bez uczuć. I nie ważne, że na zegarze miejskim, który jest bardzo dokładny, mamy 22:00. [cenzura], które pilnowały tego pseudo porządku na zegarkach mogły mieć 22:01! Wiem, ponieważ przyjaciel mi opowiadał. Przeżył to na własnym ciele. Jeszcze go pobili, by mieć większe wynagrodzenie. By potem powiedzieć, że się opierał i był agresywny. Przebywał dwa dni w szpitalu po pobiciu. Potem odsiedział w areszcie dwa dni, a na koniec zapłacił wysoką kare i jeszcze musiał nosić te obroże dwa tygodnie na szyi. Do dziś skarży się na ból pleców. A gdyby to drapieżnik zrobił tak roślinożercy nawet jeśli było by to słuszne to pewnie konsekwencje otrzymałby drapieżnik. Po traktowani jesteśmy jak gorsza kasta. - Aż taki tam macie rygor? - To jeszcze nie wszystko mój średnio wykształcony przyjacielu. Michael mocno się oburzył. Zmarszczył czoło tak mocno, że jego twarz chwilowo przypominała jakby zdjąć ją ze starca. Michael wychował się w rodzinie pochodzenia Cygańskiego. Byli Ateistami i to strasznie twardo w tym stojącymi. Nienawidzili Boga za cierpienie jakiego doznali. Nienawidzili również Michaela, bo był nieplanowanym dzieckiem. W wieku lat 12 uciekł od rodziców. Coś w nim pękło gdy zniszczyli jego pamiątki po babci. Po ucieczce z domu kupił za pieniądze zabrane rodzicom przyczepkę i małego Jeepa. Aktualnie wędruje i sprzedaje własnoręczne wyroby. Nie jest cyganem, ale postanowił wieść proste życie koczownika. Z czasem spotkał starszego mężczyznę. Jedyna jak do tych czas osoba jaka się nim zaopiekowała. Naprawdę święty ssak. Nauczył Michaela kilku modlitw. Tak właśnie on poznał Boga. Dzięki temu lepiej poradził sobie trudami życia... Albo po prostu miał szczęście? Różne ssaki na te kwestie inaczej spoglądają. Każdy decyduje sam co o tym uważa. Cienie stoją po obu stronach i po obu stronach można dojrzeć prawdy. - Phi! Myślisz, że życie w Bogactwie z kimś kto cię nienawidzi to przyjemność? - Żartuje. Wybacz. Śmiech Nicka przy tym słowie był cichy, ale wyjątkowo złośliwy i szpetny. Ale Michael nie gniewał się, bo znali się z Nickiem już od pewnego czasu. Połączyła ich przyjaźń. Często sobie pozwalali na dokuczanie sobie. W końcu Nick uratował mu życie. Swoją pomocą i Borsuk wynagrodził ten czyn swojemu wybawcy. Kto się lubi ten się czubi. - Byłem raz światkiem jak młodą wilczycę pobito, bo sprzedała jajka metr za blisko od supermarketu. - Mówisz o strasznych tragediach i dziwach! Źle o policji mówisz, a sam do niej należałeś. Na te słowa Nick się oburzył, ale zmienił to w żart. Sięgnął po szklankę nad jego głową i poprosił właściciela o dokładkę napoju, który omamił już wiele stworzeń. Dla którego nawet niektórzy mogą zabić. Na szczęście Nick znał umiar. - No pan widocznie za dużo wypił. Polecam położyć się w swojej przyczepie. Mam coś zamówić? Coś na kaca tak profilaktycznie? - Nick! Nie drażnij mnie ... - Dobra wybacz mi. Zaiste tylko twój majestat mnie miażdży. I nie tylko majestat, ale również i ciało. - Prze... Przestań. Wlazłem Ci na nogę, ale jest cała. Zaśmiał się do głośno, że właściciel aż podskoczył, zostając wyrwanym z głębokiego rozmyślania. Nick też zaczął się śmiać. Drgania spowodowały wzburzenie na tafli napoju w szklance obok. Nawiązywali oni do śmiesznej sytuacji jaka miała wcześniej miejsce. Nick otarł kropelkę wypływającą z jego zielonego oka. Była to jego pierwsza od wielu dni łza ze śmiechu, a nie z bólu. Znaczyło do niby mało, ale było to dla niego coś wielkiego. Nie do uwierzenia, że po tym wszystkim Nick jeszcze się uśmiechnie. A jednak warto było czekać na tą chwilę. Jedna drobna słona łza, a znaczy tak wiele. - W Zwierzogrodzie mamy Policję i Straż miejską. Policji daje się duże zlecenia. Straż miejska pilnuje ładu w mniejszych sprawach. Burmistrz stworzyła ją z powodu spadku jej popularności i poparcia. Panuje ogólne przekonanie, że jesteśmy jacyś gorsi, bo jemy mięso. Jeden z naukowców stracił posadę gdy powiedział, że dzięki jedzeniu mięsa, drapieżniki mają lepsze umiejętności możliwości intelektualne. Co ciekawe naukowiec nie był drapieżnikiem. Był żyrafą. - Co dalej z tym Królikiem, bo trochę odbiegasz od tematu. - W zagadce chodziło o to,że drapieżniki zaczęły robić się dzikie. Doszliśmy do wniosku, że wszystko to wina burmistrz, która mogłaby przegrać wybory na kolejną kadencję. Zamierzała pozbawić drapieżniki praw wyborczych, a potem całkowicie usunąć je z miasta. Nie ważne czy miałby to być wysoki urzędnik czy też ktoś pełniący na przykład zawód lekarza czy też strażaka. Chociaż tych pierwszych było mało to lekarze drapieżnicy to 78% o ile dobrze pamiętam. Gdyby jej się udało to bez tych 10% głosów przeciw niej mogła by nie wygrać, a 10% głosów na jej rywali to dość dużo. Udało się w końcu nam udowodnić jej winę, a ja zostałem policjantem. Wszystko było dobrze do czasu gdy... Rozmowę przerwał przeszywający pisk czarnych jak węgiel opon...