Wyszukaj: Wyświetlanie wyników dla tagów 'lion king' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Podstawy
    • Przywitaj się
    • Spotkania
  • Zootopia
    • Newsy
    • Ogólnie o filmie
    • Postacie
    • Teorie na temat filmu
    • Gadżety
    • Ciekawostki
    • Twórcy
  • Fan Content
    • ZOOmiksy
    • Fan Art
    • Fan Fiction
    • Fandom
    • OC i Zoosony
    • Inne
  • @Disney
    • Forum ogólne
    • Disney Channel
    • Nie tylko Zootopia...
  • For Glorious Zootopia
    • Forum
    • Konkursy
    • Blog
    • For Glorious Fanbase
  • Hydepark
    • Filmy i seriale
    • Czytelnia
    • Muzyka
    • Gry komputerowe, konsole i planszowe.
    • Off-Topic
    • Wysypisko...

Blogi

  • Mary Place
  • Allariańska Republika pod uczciwą dyktaturą Viraxa, tylko że na forum
  • Suchary Nicka
  • About:Disney

Kategorie

  • Zootopia
  • @Disney
  • Śmieszne
  • Muzyka
  • Pozostałe

Znaleziono 2 wyniki

  1. Król Lew to kolejna platformówka, którą zaprezentuję Wam na tym blogu. Gra została wydana w 1994 roku na niemal wszystkie ówczesne platformy do grania jednak w trakcie ich testowania stwierdziłem, że zajmę się wersją na mało popularną konsolę Super Nintendo. Grafika w grze stoi na najwyższym poziomie – w grze wykorzystano wielopoziomowe tła, zaś nad designem całości czuwało studio Mouse House co zaowocowało naprawdę rzetelnym odwzorowaniem otoczenia po którym porusza się Simba. Fajnym elementem rozgrywki jest fakt, że nasz bohater „rośnie” przez kilka pierwszych etapów w grze. Na pierwszym poziomie sterujemy malutkim kociakiem, który po kilkudziesięciu minutach grania wyrasta nam na ogromne kocisko. Dźwięk w grze jak na produkcje Disneya przystało, jest bardzo dobry i pomimo zapętleń stara się nie męczyć gracza a to udaje się tylko niewielu tytułom na tej konsolce. Nagrodą na zakończenie każdego z poziomów jest króciutka animacja dzięki której możemy uświadomić sobie, w której części fabuły filmu jesteśmy. Gra posiada 10 dość rozbudowanych poziomów po których sobie pobiegamy szukając dodatkowych żyć czy też bonusów stale zwiększających poziom życia naszego bohatera. Cieszy fakt, że na kilku etapach natrafiamy na logiczne zagadki, nad którymi trzeba się trochę pogłowić aby przejść dalej. Niestety musimy przejść do odpowiedzi na pytanie „a jak się w to gra?” a tutaj nie jest już tak różowo. Pomimo, że nasz bohater posiada dość rozbudowany i dobrze animowany zestaw ruchów tak naprawdę sterowanie w grze woła o pomstę do nieba. Wydaje mi się, że problem tkwi w detekcji relacji pomiędzy Simbą a platformami. Sterując naszą postacią często skaczemy za wcześnie co owocuje nieoczekiwanym „lotem” w przepaść i jeżeli pod nami nic nie ma tracimy cenne życia. Równie mMęczącym elementem rozgrywki jest też ryk naszego lwa który potrzebuje czasu, aby się regenerować więc często musimy robimy robić sobie przerwy jeżeli „nie trafimy” w przeciwnika, bądź gra tego nie odnotuje. Kolejną bolączką tytułu jest poziom trudności który wzrasta nierówno. O ile pierwszy etap w grze jest naprawdę banalny, tak już początek drugiego poziomu „Can’t Wait to be King” po dzień dzisiejszy śni mi się po nocach. Może i z wiekiem zgrabiały mi palce, jednak pisząc ten artykuł nie ukończyłem nawet połowy tej gry – po prostu musiałem odpuścić z powodu zbyt frustrującego sterowania. A musicie wiedzieć, że grając na emulatorze i tak miałem łatwiej za pomocą dostępnej funkcji szybkiego zapisu rozgrywki… To jest właściwe cały „Lion King” gra mogłaby być tak samo świetna jak recenzowany wcześniej Aladdin, jednak z powodu tragicznego sterowania gra jest tylko „dobra”. Poniżej udostępniam Wam mój gameplay, z pierwszego etapu
  2. Miałam pisać o Zootopi ale… mam dla Was coś znacznie bardziej kontrowersyjnego Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, że pierwsza część filmu Król Lew ma już ponad 25 lat ! Zgaduję, że większość z was albo nie oglądała tego filmu albo po prostu o nim zapomniała. W każdym bądź razie polecam nadrobić zaległości, gdyż to nadal świetna animacja na nudne zimowe wieczory. Ale ja nie o tym… Zamiast zachwalać tę klasyczną animację opowiem Wam o tym, jak bardzo (podejrzanie bardzo….) ten film jest podobny do serialu, który leciał sobie w latach 60 ubiegłego wieku, a mianowicie do „Kimba Biały Lew” (jap. ジャングル大帝). No dobrze ale o co te wielkie halo ? Otóż zarówno Simba jak i Kimba są lwami, ponadto ich ojciec jest królem dżungli. Trochę ciężko wyobrazić sobie inną „fuchę” dla lwa, prawda ? Już imię głównego bohatera jest łudząco podobne do Simby i powinno zapalić nam czerwoną „lampkę” nad naszymi głowami. Ale to nie koniec podobieństw. A co powiecie na fakt, że niektóre wydarzenia w obu filmach są bardzo podobne ? Np. Simba oraz Kimba tracą swoich ojców w trakcie zasadzki ? W trakcie tych scen jest, co prawda kilka różnic (ojciec Kimby został zastrzelony, a Mufasa stratowany) ale oba te zdarzenia dzieją się w kanionie… Dalsza część historii również jest podobna, obaj bohaterowie gubią się i zgadnijcie kto wskazuje im drogę do domu? Jak widzicie, w samym scenariuszu jest naprawdę wiele podobieństw, więc teraz pytanie za 100 punktów – kto rości sobie prawo do tronu, gdy Simba/Kimba zaginął ? Scar ? nieee… poznajcie Claw’a – lwa, który stracił oko w trakcie jednej z walk… Oczywiście, sam Claw nie dałby rady sam obalić aktualnie panujących. Pomogły mu: …hieny, które wprost uwielbiają „nabijać się ze wszystkiego”. Simba (Kimba – naprawdę pisząc to, dostaję oczopląsu…) może jednak liczyć na pomoc towarzyszy: W dobrym filmie nie powinno zabraknąć wątku miłosnego, racja ? Koniec filmu jest niemal identyczny, Simba pokonuje swojego rywala w walce i następuje długo oczekiwany happy end: No dobrze, ale co na te zarzuty odpowiedziała wytwórnia ? Otóż… wg. oficjalnej wersji nie wiedzieli o tej (kultowej!!!) serii… co jest baaaardzo dziwne, bo jak wytłumaczycie to: bądź to: Zbieg okoliczności, przypadek ? Nie sądzę… Jak widzicie, zebrałam tutaj naprawdę sporo obciążających dowodów na to, że Disney skopiowało część fabuły „Kimba…” i nie mi osądzać ile w tej teorii jest racji… Jedno jest pewne. Disney bardzo często kopiuje wątki fabularne z bajek/baśni i nie powinni się tego wstydzić. Moim zdaniem wzorowanie się na „lepszych” to nic złego, wszak uczeń uczy się od mistrza… Jednak przyznanie się do własnych błędów to już cięższa sztuka… Na zakończenie mojego wywodu. Ten fakt nie umknął nawet popularnemu serialowi The Simpsons, w którym Mufasa „omyłkowo” nazywa swojego syna: A co Wy o tym sądzicie ?