Brind

rozdział 3: ,,Golden Tower"

No dobra, dzisiaj będą dalej śledztwa, ale następny rozdział będzie już pełny akcji, obiecuję :)

 

 

 

 

-Przyjedziemy po odprawie, dasz nam wtedy wszystkie poszlaki.

-W porządku Hops, ale nie wleczcie się bo za godzinę kończę na dzisiaj. Miałem już dość roboty tej

nocy i nie chce mi się męczyć z waszą sprawą.

Technik odwrócił się i odszedł w stronę wyjścia, a funkcjonariusze dalej stali w holu.

-Lepiej już chodźmy Judy bo się spóźnimy.

-Co?

Judy spojrzała na lisa.

-Chodźmy, bo się spóźnimy.

-Dobra, jasne. Jeszcze nie piłam dzisiaj kawy, to pewnie dlatego.

Kiedy weszli do sali odpraw znajdowali się tam już prawie wszyscy policjanci. Partnerzy wskoczyli na

swoje krzesło w pierwszym rzędzie, koledzy w tym czasie robili to co zwykle, czyli rozmawiali, siłowali

się na rękę albo robili sobie kawały, jednym zdaniem, dzień jak co dzień.

-Baczność!

Drzwi gwałtownie się otworzyły i wszedł przez nie komendant przy akompaniamencie uderzeń w blat

i innych głośnych odgłosów.

-Cisza! Cisza!

W sali zrobiło się cicho i wszyscy znowu zajęli swoje miejsca.

-Mamy na tapecie kilka spraw, pierwsza to kradzież samochodu w Saharze, a przydział do tego

zadania dostaną Misiura i Trąbalski. Po drugie, przemytnicy orzechów, czyli robota pod przykrywką

dla Hipolita, Kojoto i Rogalskiego. Ci którzy prowadzą już jakąś sprawę zostają, a reszta na patrol.

Ruchy!

Wszyscy, oprócz dwójki policjantów wstali, szybko odebrali swoje przydziały i wyszli zostawiając szefa

z Judy i Nickiem.

-Tylko wy coś prowadzicie?

-Na to wygląda.

-To było pytanie retoryczne Hops. Tak czy inaczej wiecie za co ścigacie uciekiniera z hotelu?

-Na razie wiemy tylko, że uciekał przed nami i doprowadził do dwóch wypadków.

-Jest również podejrzany o próbę zabicia pewnego jaguara i prawdopodobnie właśnie dlatego przed

wami uciekał.

- jaguara? Podejrzany to też jaguar.

- Może to był ktoś z rodziny, albo należał do mafii- zaproponował Nick

Bogo wstał i powiedział:

- Dobrze, tak więc zajmijcie się tą sprawą, a Clawhauser da wam pełne akta poszkodowanego-

- Tak jest! – odpowiedzieli zgodnie partnerzy i wybiegli jak inni. Doszli do biurka dyspozytora i po raz

kolejny przywitali się z gepardem zaczynającym kolejne pudełko słodkości

- Cześć ponownie Pazurek, masz może akta tego jaguara z hotelu?

- Ak Yk

- Przełknij i dopiero wtedy mów- poradził lis. Dyspozytor przeżuł, połknął i powiedział

-Tak, Nick.

Pochylił się i po chwili wyjął teczkę z jedną kartką

- Proszę, wasz jaguar – mówiąc to sięgał po kolejnego pączka

- Dzięki pazurek, zabierzemy to do auta, nie masz nic przeciwko?

- Nie, Nick

- Dzięki, choć Judy.

- Miłego dnia Pazurian.

- Dzięki Judy, nawzajem.

Szybko wybiegli na parking i weszli do policyjnego sedana zaparkowanego tuż przy wejściu.

Jego wnętrze nie należało do najczystszych, po podłodze walały się okruszki i papierki, a w stojakach

stały puste kubki po kawie.

- Chyba już wiem dlaczego szef dał nam ten wóz- Judy podniosła z obrzydzeniem zgniłą skórkę po

bananie i wrzuciła do najbliższego śmietnika.

- Kto jeździł tym samochodem?

- Nie wiem króliczku, ale chyba musimy już jechać.

- Racja- Judy przekręciła kluczyki i z piskiem opon ruszyli w stronę laboratorium policyjnego,

oczywiście niemal natychmiast stając w korku.

- Mam niejasne wrażenie, że trzeba było pojechać metrem – powiedziała Judy patrząc na

ogryzek pod pedałami.

 

 

 

 

 

Laboratorium było białym, dwupiętrowym budynkiem z niewielkim parkingiem od frontu, małymi

drzwiami dla personelu i dwoma większymi do garażu. Policjanci wjechali przez bramę i stanęli na

jednym z miejsc parkingowych. Judy wyjęła kluczyki i wyskoczyła z radiowozu.

- Jak dobrze odetchnąć znowu świeżym powietrzem.

Mówiąc to wzięła oddech i po chwili głośno wypuściła.

- Tobie przynajmniej okno się otwierało.

Nick wyszedł z auta w dużo gorszym humorze niż jego partnerka.

- Wygląda na to, że poprzedni właściciele nie dbali o jego sprawność techniczną, ani tym bardziej

czystość.

Na te słowa lekko się wzdrygnął z obrzydzenia.

- Nic na to nie poradzimy, lepiej chodźmy bo technik nam zwieje do domu.

Judy pełna entuzjazmu odeszła w stronę białego budynku, Nick natomiast westchnął i powolnym

krokiem poszedł za przyjaciółkom.

W garażu zastali dwoje ssaków w białych strojach. Jednemu było widać tylko stopy kiedy gmerał w

resztkach policyjnego SUV’a rozbitego przez funkcjonariuszy parę dni wcześniej, natomiast przy

biurku z komputerem siedziała antylopa która rano przyszła do komisariatu.

- Dzień dobry ponownie, Adaksie.

Technik odwrócił się w stronę machającej do niego zajączki i odpowiedział:

- W ostatniej chwili Hops. Za pięć minut by mnie już tu nie było. Podejdźcie do komputera, wszystko

wam wyjaśnię.

Oboje podeszli do biurka i wdrapali się na krzesło które zwykle zajmował drugi pracownik, leżący w

tym momencie pod radiowozem.

- No dobrze Mousstein, co udało ci się znaleźć?

- Po pierwsze, nie nazywaj mnie tak Wilde, a po drugie zbadałem ten włos który przywieźliście, wyniki

mam tutaj.

Podał im kartkę na której widniało zdjęcie czarnego jaguara. Policjantka wzięła ją i zaczęła czytać.

- John Blackfur, urodzony w Zwierzogrodzie, wiek trzydzieści dwa, karany za oszustwa podatkowe,

hm, brzmi znajomo.

Judy spojrzała na Nicka zza kartki.

- Po prostu czytaj dalej.

-No to był jeszcze oskarżony o rozbój i atak na funkcjonariuszy, dostał za to tylko dziesięć lat, od

dwóch lat pracuje jako ochroniarz Foxa Goldena. Wiecie kto to ten Golden?

Technik spojrzał na nią jakby się dziwił, że o nim nie słyszała.

- Zajmuje się budową biurowców, ale to nie są jakieś małe projekty z przedmieść czy nawet nie z

Sawanny Głównej, on działa w Downtown, zbudował najwyższy wieżowiec w Zwierzogrodzie, Golden

Tower, jeżeli jechałaś kiedyś do miasta pociągiem musiałaś zauważyć ten drapacz chmur. Ma tam

swoje biura, całkiem często też go widać w telewizji.

- Czyli prawdopodobnie złożymy mu wizytę, co nie Nick?

- Pewnie tak, ale nie ma może tutaj rodziny?

Judy spojrzała ponownie na dane podejrzanego.

- Wszyscy krewni albo już nie żyją, albo mieszkają w innych miastach.

- Czyli jedziemy do Goldena. Do zobaczenia Moussteinie!

Adaks tylko westchnął i wrócił do zamykania komputera.

 

 

 

Golden Tower faktycznie zasługiwało na swoją nazwę. Był to niezwykle monumentalny budynek.

Posiadał kilkadziesiąt kondygnacji wyłożonych szkłem i panelami w kolorze złota. Z daleka mógł

przypominać strzelisty, złoty głaz górujący nad całym miastem. Jego frontowe wejście posiadało

szerokie szklane drzwi, z sięgającą drugiego piętra szklaną elewacją i równie wysokie kolumny, nad

którymi znajdowała się wykuta w kamieniu nazwa wieżowca. Przed budynkiem znajdował się

wyłożony marmurem plac z wspaniałą białą fontanną, stylizowanymi na stare latarniami w czarnym

kolorze, a nawet na ławki i śmietniki patrzyło się z przyjemnością. Jedyne czego mogło brakować to

drzew.

Funkcjonariusze wysiedli z wozu i weszli na skwer przed budowlą.

- Jedno musimy mu przyznać karota, ma gość rozmach.

- Albo megalomanie.

Weszli do holu, równie monumentalnego co wejście. Kamienny sufit znajdował się na wysokości

drugiego piętra, podłoga była natomiast wyłożona marmurem a ściany zdobionym drewnem, po

środku stała recepcja nad którą zwisał wielki zegar.

- Patrząc tak na to wejście mam wrażenie, że raczej to drugie, pewnie to na dodatek jest mysz.

- Nie karota, on nie jest myszą.

- To kim?

Nick uśmiechnął się i odpowiedział.

- Zobaczysz jak wejdziemy do jego biura.

Stanęli przed recepcją prowadzoną przez rysia ubranego w czarny garnitur z białą koszulą i

zawodowym uśmiechem.

- Dzień dobry, czym mogę służyć?

- Posterunkowa Judy Hops i mój partner posterunkowy Wilde, chcielibyśmy porozmawiać z panem

Goldenem, jeśli by to było możliwe, natychmiast.

Kotowi nieco zrzedła mina ale podniósł słuchawkę i przez chwilę z kimś rozmawiał, a kiedy ją odłożył

Powiedział:

- Ostatnie piętro, drugie drzwi na prawo, pan Golden będzie tam na państwa czekał.

- Dziękujemy bardzo. Idziemy Nick.

Odeszli w stronę wind które znajdowały się na drugim końcu budynku, ich wnętrze było wyłożone

drewnem, a przyciski pomalowane na złoto. Judy wcisnęła guzik z numerem czterdzieści pięć, drzwi

się zamknęły i ruszyli w górę. Kiedy byli na miejscu ujrzeli korytarz mniej reprezentacyjny

niż hol główny, ściany pomalowano na biało, z rzędami drewnianych drzwi, a na jego

końcu znajdowało się duże okno. Policjanci podeszli do drugiego wejścia na prawo i zapukali do

drzwi.

-Proszę wejść.

Nick otworzył drzwi za którymi znajdowało się biurko, a obok niego następne drzwi.

- Państwo z policji?

Za biurkiem siedział borsuk, prawdopodobnie pracujący jako sekretarz.

- Tak, funkcjonariuszka Hops i mój partner, posterunkowy Wilde, czy pan Golden mógłby nam

poświęcić moment?

Borsuk podniósł telefon powiedział do niego:

- Policjanci już przyszli, pozwolić im wejść? Dobrze.

Borsuk odłożył słuchawkę i zwrócił się do gości.

- proszę, mogą państwo wejść.

Otworzyli drzwi i weszli do jasnego pomieszczenia z ścianą przeznaczoną w całości przez okno

Przed którym stało ciemne biurko.

- No dobra, muszę przyznać Nick, że gość ma imię adekwatne do gatunku.

Przed nimi siedział lis w czarnym garniturze, białej koszuli i granatowym krawacie.

- Dzień dobry, posterunkowy Wilde i moja partnerka posterunkowa Hops, chcielibyśmy zadać panu

kilka pytań.

- Całkiem sporo o was słyszałem, proszę usiąść.

Funkcjonariusze usiedli i Judy zadała pierwsze pytanie.

- Czy zna pan może Johna Blackfura?

- Nie kojarzę.

- Pański szef ochrony.

- Nie znam imion większości swoich pracowników.

- Rok temu dał mu pan nagrodę za zatrzymanie złodzieja w tym biurowcu.

- Tak, już sobie przypominam.

- Możemy wiedzieć w jakich godzinach pracuje?

- Mogę sprawdzić w komputerze.

Lis zaczął stukać w klawiaturę, a Judy westchnęła, nie lubiła sztywności jaka panowała w takich

miejscach. W końcu biznesmen odwrócił monitor w ich stronę.

- To wszystkie dane tego ochroniarza, muszę was jednak zmartwić ponieważ jest w tym momencie na

urlopie.

- To by dużo wyjaśniało, moglibyśmy prosić o wydrukowanie tej strony?

Golden podniósł słuchawkę i zamienił parę słów z sekretarzem.

- Adam da wam ją jak będziecie wychodzić.

- Tak w zasadzie to nie mamy już więcej pytań.

- Oczywiście pani Hops

Wstali, pożegnali się i wyszli do gabinetu sekretarza który podał im kartkę z danymi podejrzanego.

Kiedy byli już w windzie Judy zagadała.

- Wreszcie wyszliśmy, nie wiem dlaczego, ale nie cierpię tej atmosfery.

- Ja też nie przepadam, ale muszę przyznać, że całkiem nieźle wymyśliłaś z tą nagrodą, nic takiego nie

było.

- Teraz przynajmniej wiemy, że facet nie mówił nam wszystkiego co wiedział.

- Za to ja zgarnąłem takie coś.

Pokazał jej zaproszenie na konferencję.

- I co z tego?

- To z tego, że oni coś kombinują, a ja chce wiedzieć co.

- Chcesz się włamać?

- Przecież dostałem zaproszenie, z podpisem i pieczątką.

- A skąd wiesz czy on ma cokolwiek wspólnego z tą sprawą?

- Jego szef ochrony dostaje urlop akurat dokładnie w dniu popełnienia przestępstwa, jakimś cudem

dostaje się do pilnie strzeżonego budynku, a potem udaje, że go nie pamięta mimo, że parę

dni wcześniej dawał mu urlop. To chyba jednak jest bardzo podejrzane. I na dodatek udawał, że niby

dał mu jakąś nagrodę bo nie chciał żebyśmy coś podejrzewali.

- No dobra, jaki jest plan?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ciąg dalszy nastąpi już w następnym tygodniu :)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz