Brind

Rozdział czwarty ,,Willa"

Oto i czwarty rozdział który jeszcze bardziej skomplikuje śledztwo, życzę miłego czytania jjmp

 

 

 

 

 

Partnerzy zjechali windą na parter i wyszli przed budynek, wszystko wydawało się w porządku gdyby nie biało żółty wóz stojący przed radiowozem i kręcące się obok niego zwierzęta w żółtych mundurach.

-Nick, czy to jest straż miejska?

-Tak i wygląda mi na to, że coś przeskrobałaś.

Lis odwrócił się w stronę króliczki, ta jednak już szła w innym kierunku niż początkowo zamierzali.

-A ty gdzie się wybierasz karota?

-Na posterunek wracamy metrem, przynajmniej nie będzie tak śmierdziało.

Policjant uśmiechnął się i mruknął do siebie.

-Te króliki, pewnie na chodniku stanęła.

Funkcjonariusze zeszli na przystanek podziemnej kolejki i wsiedli do wagonu linii A w którym ze względu na godziny szczytu panował ogromny tłok.

-No, króliczku, skoro jestem już uwięziony pomiędzy nogą, a poręczą, powiedz dlaczego zostawiliśmy nasz radiowóz.

-Nie wrzuciłam nic do parkometru.

-To się dopiero nazywa ironia losu, zaczynałaś wlepiając innym mandaty za parkometry, a kończysz jako jedna z nich.

Rudzielec zachichotał, a Judy nie powiedziała już nic więcej aż do stacji na której mieli wyjść. Plac główny o tej porze był pełny ssaków wędrujących do pracy lub kończących nocne zmiany. Przyjaciele przedarli się do drzwi komendy i Nick zaczął wyjaśniać dokładniej swój plan.

-Dzisiaj kończymy służbę o drugiej, ja muszę jeszcze wysprzątać budynek więc przyjdź do mnie około dwudziestej, konferencja zaczyna się o dwudziestej trzeciej więc raczej zdążymy, a jak będę wychodzić to wyproszę od Pazurka jakiś nieoznakowany radiowóz.

-Spoko, ale teraz chyba trzeba zawiadomić szefa co zrobiliśmy z radiowozem.

 

 

 

 

 

Judy wróciła do mieszkania o trzeciej, położyła się na łóżku, nastawiła budzik i nie zważając na krzyki sąsiadów zza ściany zasnęła. O szóstej obudziła się, wypiła kawę, a potem wyszła na przystanek autobusowy do którego zbliżał się akurat jej autobus. Kiedy dojechała do kamienicy w której mieszkał jej przyjaciel zauważyła stojącego na ulicy czarnego SUV-a.

-Czyli już wróciłeś.

Zamruczała do siebie i weszła na klatkę schodową. Będąc na czwartym piętrze zadzwoniła do jednych z drzwi i po chwili otworzyły się ukazując lisa w białej koszuli, granatowym garniturze i takim samym krawacie oraz z czarnymi spodniami.

-Co ty się tak wystroiłeś lisku?

-Jeśli myślałaś, że to dla ciebie to muszę cię zawieść, chciałem się po prostu upodobnić do strażników z willi którzy na szczęście w większości ,jeśli nie wszyscy, są lisami. Poza tym chyba nie spodziewasz się, że wpuszczą mnie w zwykłym ubraniu.

-No tak, ale skoro oglądałeś już jego dom to chyba wiesz też czego będziemy w ogóle szukać.

-Przez chwilę posłucham konferencji, a potem upodobniony do jego strażników dostanę się do biura i sprawdzę co ma w komputerze.

-Nie wydaje mi się żeby dostanie się do biura mogło być aż tak proste, no i co zrobisz jeśli okaże się, że ma hasło?

Lis uśmiechnął się i powiedział:

-Na taką sytuację podepnę do komputera mojego znajomego hakera, dla niego to będzie bugburger z masłem.

-W takiej sytuacji co ja będę robić?

Nick uśmiechnął się chytrze i podszedł do szafy wyjmując z niej czarny strój.

-Ty, moja droga, będziesz kierowcą.

Mówiąc to rzucił jej czapkę szofera.

-Co!? Dlaczego ja mam to robić!?

-Z bólem w sercu muszę przyznać, że jesteś jednym z najlepszych kierowców jakich spotkałem i na wypadek jakiegoś nieporozumienia tobie będzie najłatwiej nas uratować.

-No dobrze, ale kupujesz mi jutro kawę na komisariacie.

-Masz to jak w banku.

 

 

 

 

Czarny SUV zbliżał się zaśnieżonymi drogami przedmieść Tundrówki do ogromnej willi. Przed podjazdem znajdowała się brama której strzegło kilku lisich strażników. Samochód podjechał do niej i Judy opuściła szybę.

-Poproszę zaproszenia.

Króliczka wręczyła karteczkę, a tamten po szybkim spojrzeniu oddał ją i pokazał gestem, że mogą wjeżdżać. Wdepnęła lekko gaz i powoli zbliżali się do okazałego budynku, miał on biały kolor, wiele okien oraz dwa skrzydła ogromnych, drewnianych drzwi wejściowych nad którymi znajdował się balkon podpierany dwoma bogato zdobionymi kolumnami. Na podjeździe kręciło się kilku kolejnych strażników w granatowych marynarkach.

-Skoro jesteśmy już na miejscu to mogę poznać tożsamość tego hakera?

-Dowiesz się w swoim czasie szoferze, czyli jeszcze nie teraz.

-Eee, to nie brzmiało tajemniczo.

W tym momencie jeden ze służących otworzył drzwi. Lis wyszedł na podjazd, oświetlony licznymi lampami natomiast otwarte drzwi ukazywały długi hol pełny zwierząt ubranych w najdroższe garnitury. Po niewielkich mostkach przy ścianach wędrowały myszy natomiast pomiędzy nimi było na tyle miejsca, że bez problemu mogły zmieścić się tam dwa słonie. Nick doszedł do końca korytarza gdzie znajdowało się kolejne wejście tym razem prowadzące na ogromną sale konferencyjną zajętą w większości licznymi krzesłami. Lis usiadł na jednym z wolnych miejsc blisko drzwi dokładnie w momencie kiedy na drugim końcu sali wyświetlono na białej ścianie prezentacje, a obok niej z mikrofonem w ręku stanął Fox Golden.

-Witam państwa na konferencji. Przedstawię wam teraz osobę którą nasza firma zasponsoruje w najbliższych wyborach na burmistrza Zwierzogrodu. Będzie nim pan Adam Blackfur.

Nick otworzył szerzej oczy. Nazwisko było takie jak ich poszukiwanego ochroniarza. Lis jeszcze bardziej osłupiał kiedy mikrofon przejął czarny jaguar. Nie był to z pewnością ten sam ssak którego szukali ale był na tyle podobny, że prawdopodobnie są braćmi.

-Coś mi tu śmierdzi.

Mruknął do siebie i postanowił zostać jeszcze chwile, ale w dalszej części konferencji nic ciekawego się już nie działo. Nick wstał i dyskretnie wyszedł na opustoszały korytarz zmierzając do schodów, przemknął się obok strażników obok których nie wyróżniał się prawie niczym, aż doszedł do drzwi prywatnego biura, rozejrzał się po korytarzu i nacisnął klamkę. Drzwi, ku zaskoczeniu Nicka nie były zamknięte, lis szybko wszedł i zamknął je za sobą. Gabinet był wyłożony boazerią, w każdym rogu stała doniczka z paprotkami a pośrodku znajdowało się drewniane, zdobione biurko z komputerem do którego szybko podszedł i sięgnął do kieszeni marynarki.

-No dobra Jeff, teraz twoja kolej.

Mówiąc to podłączył do komputera pendrive, a na biurko położył… mysz. Miała na sobie zielony sweter, brązowe spodnie i okulary na nosie.

-Nigdy więcej nie zamierzam siedzieć w twojej kieszeni, to straszne miejsce, mógłbyś tam czasami odkurzyć.

-To nie moje, wypożyczyłem to na jedną noc, ale sądzę, że powinniśmy się sprężać.

Jeff podszedł do komputera.

-Jest pewien powód dla którego nie przejdę zabezpieczeń tego komputera.

Nick otworzył szerzej oczy.

-Co? Dlaczego!?

Mysz westchnęła i pokazała palcem na urządzenie.

-Jest wyłączony.

Lis lekko sfrustrowany wcisnął przycisk i najechał myszką na konto Goldena.

-Hasło, tak jak myślałem. Oddalę się teraz i nie będę przeszkadzał.

Nick wyszedł przez drzwi i rozglądnął się po korytarzu na którym wciąż nikogo nie było, zamknął za sobą i stanął na warcie, zza drzwi rozlegało się ciche stukanie o klawiaturę kiedy Jeff przeskakiwał z klawisza na klawisz. Kilka minut później rozległo się ciche pukanie w blat, Nick otworzył drzwi i podszedł do biurka.

-Znalazłeś coś?

-Dokumenty dotyczące warunków współpracy przy wyborach, kilka punktów może być ciekawych dla policji.

-Wielkie dzięki stary, kiedyś ci się odwdzięczę, ale teraz musisz wrócić do marynarki.

-Nie cierpię kieszeni, a zwłaszcza twojej.

Wdrapał się jednak i wsunął do niej. Dokładnie w tym momencie ktoś nacisnął klamkę, a Nick szybko wyskoczył przez okno na dach samochodu, nie dość jednak szybko ponieważ strażnik zdążył zauważyć ogon znikający za oknem.

-Do wszystkich, na terenie znajduje się intruz! Rudy lis, prawdopodobnie ucieka w stronę bramy!

Nick biegł w stronę parkingu na którym stał radiowóz, kiedy już prawię dobiegł na miejsce rozległy się za nim strzały z karabinów maszynowych.

-Nie jest dobrze, nie spodziewałem się, że są uzbrojeni.

Z kieszeni dobył się zduszony głos.

-Zamiast gadać lepiej przyśpiesz! Nie zamierzam gnieść się tutaj dłużej!

Nick wybiegł zza krzaków wprost na parking i zaczął szukać wzrokiem SUV-a, szybko go zauważył i w tym momencie rozległy się kolejne strzały, a jedna z kul świsnęła niebezpiecznie blisko. Dobiegł do auta, otworzył drzwi i wsiadł na przednie siedzenie.

-Co się stało Nick? Dlaczego do ciebie strzelają?

-Nie pytaj karota tylko jedź do bramy!

Króliczka przekręciła kluczyk, wcisnęła gaz i staranowała krzaki przez które wiodła najkrótsza droga do bramy, przy okazji rozganiając pogoń która uskoczyła przed ogromnym wozem i po chwili wjechali na podjazd. Skrzydła bramy wjazdowej zaczęły się powoli zamykać więc Judy wcisnęła do końca gaz i wyminęła się z nią na centymetry.

-A nie mówiłem, że lepiej będzie jak ty poprowadzisz?

-Nie cukruj mi tu lisku, tylko powiedz czy coś znalazłeś.

-Ja nic, tylko kolega.

-A gdzie ten kolega jest teraz?

W tym momencie z marynarki Nicka dobiegło lekkie kaszlnięcie.

-Nie wierzę, schowałeś kolegę w kieszeni?

-Eee, tak, ale nie miałem innego pomysłu. Dobra Jeff, możesz wyjść.

Mysz wygramoliła się z wnętrza ubrania.

-Jak miałem nie kaszleć kiedy tam zalega tyle kurzu? Przy okazji mam nadzieje, że zabrałeś pendriva.

-Bezpiecznie ukryty w prawej kieszeni.

SUV zaczął się wspinać na niewielki pagórek pokryty śniegiem i z domami po obu stronach drogi, kiedy prawie dotarł na szczyt prawe lusterko pękło. Nick szybko się odwrócił i zobaczył trzy czarne wozy, takie same jak ten który ścigali w Saharze. Z okna jednego z nich wystawała lufa pistoletu, a chwile później kolejna kula odbiła się od karoserii.

-Gaz do dechy karota!

Judy która na chwile osłupiała na widok ścigających ich samochodów otrząsnęła się i przyśpieszyła znikając pościgowi za wzgórzem. Szybko zjechali z pagórka, lis odwrócił się i zauważył, że pościg dotarł już na szczytu.

-Musimy ich zgubić, tylko jak, nie ma tu zbyt wielu skrzyżowań. Może ty masz jakiś pomysł Jeff?

-niedaleko stąd jest autostrada na estakadzie, szybko nią dotrzemy do centrum Tundrówki gdzie łatwo ich zgubimy.

-Nie ma to jak znajomy z głową na karku.

Judy dała następny bieg i wyminęła dostawczaka . W tym momencie w oczy rzuciła im się estakada górująca nad tutejszą zabudową. Czarny radiowóz przejechał niczym cień dystans dzielący go od drogi i skręcił na wjazd, jednak pościg nie odpuszczał i deptał uciekinierom po piętach. Judy wdepnęła pedał gazu tak głęboko jak tylko się dało, wepchnęła się na trzeci pas i zaczęła wymijać kolejne wozy. pogoń w tym czasie zajęła dwa pasy zajeżdżając drogę kilku samochodom które straciły panowanie nad kierownicą i doprowadziły do wypadku tarasującego całą szerokość jezdni. Z ścigającego ich SUV-a wychylił się czarny jaguar z karabinem maszynowym i posłał w nich serie zbijając tylną szybę i jeden z bocznych kierunkowskazów.

-Szybciej karota!

-Robię co w mojej mocy! Jesteśmy już blisko śródmieścia, na najbliższym zjeździe skręcam.

Jeden z ścigających ich pojazdów znalazł się dokładnie obok nich, a z opuszczającej się szyby wychynęła lufa pistoletu. Króliczka skręciła kierownice i uderzyła w bok pojazdu, a jego kierowca wypuścił trzymaną w ręku broń na asfalt. Jeszcze jedno uderzenie, Judy lekko zwolniła żeby przód ich wozu znalazł się na wysokości bagażnika SUV-a i znowu uderzyła tym razem posyłając przeciwnika na barierki energochłonne.

-Tu jest zjazd, karota!

Judy zjechała z trzeciego pasa dokładnie na rampę do śródmieścia i zjechali na czteropasmową drogę pomiędzy wieżowcami zasypanymi śniegiem, jednak dwa pozostałe wozy także zjechały i przy okazji zmusiły TIR-a do gwałtownego hamowania, a Judy gwałtownie skręciła w jedną z bocznych uliczek i przyśpieszyła zmierzając w stronę najbliższego skrzyżowania znajdującego się za przejazdem kolejowym, pogoń nie zamierzała odpuszczać i również wjechała w tą niewielką ulicę otoczoną ceglanymi ścianami zabudowań Tundrówki.

-Teraz dopiero mamy problem Nick.

Lis przez większość czasu zwrócony w stronę pościgu teraz odwrócił się do przodu i od razu zrozumiał o co chodzi. Światła przy przejeździe kolejowym zaczęły mrugać zwiastując przyjazd pociągu.

-Oj nie dobrze, co robimy karotka?

Judy nie odpowiedziała tylko przyśpieszyła.

-Ty chyba nie myślisz żeby…

-Tak, właśnie o tym myślę.

-Chcesz nas pozabijać!? Nie zdążymy przed tym pociągiem!

W tym momencie to dyskusji włączył się Jeff.

-Zazwyczaj nie przerywam ale jeśli tamte jaguary nas dorwą to dadzą nam kulkę w łeb, natomiast szanse na przeżycie próbując przejechać przez przejazd są minimalnie większe.

-Dwa do jednego złotko, tak więc jedziemy.

Króliczka przyspieszyła, a czerwone światełka ostrzegawcze były coraz bliżej, w karoserie znowu uderzyła seria z karabinu, do przejazdu zostało pięćdziesiąt metrów, trzydzieści, dziesięć, poczuli nagle jak wóz podskoczył na torach, usłyszeli przeciągły gwizd potężnego pociągu towarowego i znaleźli się po drugiej stronie, przy okazji słysząc jeszcze huk kiedy ścigające ich wozy uderzyły w wagony z węglem.

CIĄG DALSZY NASTĄPI

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Robi się coraz ciekawiej. Czekam na ciąg dalszy.

PS. Pościgi!

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ach clifhangery jak ja je lubię :D

Fajnie się czytało i pościgi ! Czekam na więcej

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

OJ! Działo się! No naprawdę wyszło świetnie. Brawo ty!

Czekam na kolejną część.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje, nie spodziewałem się takich entuzjastycznych komentarzy :D

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz