Wolf

Sprawa wagi osobistej rozdział I

Witam. Przedstawiam wam swój Pierwszy w życiu napisany fanfic, czy tez jaka kolwiek opowieść. Główny bohater to nieco moja Zoosna, lekko oczywiście przeinterpretowana na potrzeby opowieści. Nie wiem czy uda mi się napisać tego więcej, ponieważ nie znam swoich możliwości jako pisarza. Powiedzcie mi co o tym sądzicie i czy jest sens pisać dalej. Cała opowieść, chce by była utrzymana w lekko mrocznych, klimatach i opisywać bardziej mroczną część miasta. Początek jest sielankowy, dalej będę się starał rozkręcić akcję. Tekstu jest na razie mało, całośc napisałem w kilkanaście-siąt minut. I nie, główna postać nie będzie taka badassowa jak się może z poczatku wydawać (taki lekki spojlerek żebyście nie myśleli, że ja tu drugiego Szwarcenegera kreuje).

 

cover+spo.png

 

Wolf.

 

Sprawa wagi osobistej. Fanfic Project

 

Rozdział I: Nowa robota.  

Godzina 5:00. Budzik koło ucha przeszywa moją głowę monotonną elektroniczną melodią, a każda jego nutka jest niczym uderzenie młotem.  Spałem może z godzinę. Całą noc nie mogłem zasnąć dręczony przez demony przeszłości. Powoli siadam na starym tapczanie a deski pode mną skrzypią, jakby całość miała się zaraz rozpaść w drzazgi. Rozglądam się po swoim nowym mieszkaniu: to stara klitka pięć na trzy metra z obrypanymi ścianami i zniszczonym parkietem. Lepsze to niż karton w dokach, choć muszę znaleźć jakieś lepsze lokum. Niebo już lekko rozświetlone, mimo słońce wciąż się skrywa daleko za horyzontem. Do pokoju wpada łuna lekko pomarańczowego światła ze starej ulicznej latarni, a uchylone okno wpuszcza strugę chłodnego rześkiego powietrza. Pełźnie niczym wąż, powoli i nisko, owija się wokół moich nóg. Jest całkiem przyjemnie. Chwilę siedzę unieruchomiony w błogostanie, lecz szybko myśli znów uderzają do głowy. Porucznik Jason Kriger, zasłużony oficer komórki antyterrorystycznej służb federalnych, współtwórca najskuteczniejszego oddziału uderzeniowego w historii tej organizacji… przeniesiony do policji za odmowę wykonania bezsensownego rozkazu narażającego życie oddziału i wielu cywilów. Rozwiązałem sprawę po swojemu i mimo, że akcja się udała bez rozlewu krwi, to dowódca przecież nie mógł znieść takiej zniewagi. Do tego musiał na jakieś stanowisko upchnąć swojego synka. Teraz już nikt nie stanie mu na drodze. Może i lepiej, że mnie stamtąd przenieśli, bo nie chciałbym patrzeć na to pokractwo. Godzina 5:30, znowu zatopiłem się we własnych myślach. Czas iść do pracy. Rozliczanie swoich ludzi z mandatów za parkometry to też niezła fucha, nie? Zakładam swój służbowy garnitur federalnych, chyba już po raz ostatni. Jak robić pierwsze wejście to z klasą.                

Komisariat ZPD Zwierzogród, śródmieście.

Poranek na komisariacie tradycyjnie spokojny i sielankowy. Clawhauser  właśnie  wcina swojego piątego donuta  na śniadanie a jak zwykle wesoła Judy przebiega pełna energii między dwoma sekretarkami niosącymi sterty papierów do komendanta Bogo. Nick spóźniony o kwadrans trzymając zakupioną w pobliskim barze kawę, spokojnym krokiem udaje się do szatni przebrać się w mundur.

W Sali odpraw cały oddział czeka już na poranną odprawę dowódcy. W pomieszczeniu jak zwykle zgiełk, lecz tym razem dominują rozmowy o nowym przełożonym, który ma się za chwilę pojawić.               

- Słyszałem, że to jakiś świr. Ponoć służył w siłach specjalnych i mu odbiło. Dlatego go tu przysłali.

- Co za bzdury opowiadasz, nikogo ze specilsów by do nas nie zesłali. Pewnie służył wcześniej na przedmieściach i dostał awans.

- Mówią, że to gość z federalnych….

- Ha ha, Wataha to żeś dowalił. Niby czemu mieli by przysyłać do nas federalnych.

- Może to ten sławny tygrys z ZSPF*? Ponoć gościu sam jeden powalił Małego Jima.

- Małego Jima? To był ten słoń ważący prawie 8 ton? Ten od przemytników amfy? Wpadł do zamarzniętego jeziora jak uciekał przez Tundurówkę. Dźwigiem go wyciągać musieli ...

Nick i Judy siedzą razem na krześle przy pierwszej ławce. Judy uważnie przysłuchuje się rozmowom, a Nick wydaje się całkowicie nimi nie interesować.

- BAAACZNOŚĆ!!! - rozlega się w sali głośny rozkaz. Drzwi się otwierają i wśród wojennych okrzyków i rytmicznych uderzeń o stoły wchodzi komendant Bogo.

 - Cisza!!! Cisza powiedziałem!!! Nie mamy dziś całego dnia. Za piętnaście minut muszę się zjawić w urzędzie miasta. Od dzisiaj mamy w komisariacie nowego oficera. Porucznika Jasona Krigera. Przedstawi wam dzisiejsze rozkazy.  Miłego dnia.

 Bogo zabiera policyjną kurtkę z fotela i wychodzi. Chwilę potem drzwi ponownie się otwierają. Cała sala zamiera z wzrokiem wpatrzonym w prostokątny otwór w ścianie.  Wchodzi przez nie wilk, ubrany w elegancki czarny garnitur. Ma Białą gęstą sierść przełamaną pręgami w kolorze stali. Wyglądem przypomina wilki żyjące na dalekiej północy, choć zwraca na siebie uwagę nieco zbyt bujny, wręcz lisi ogon. Wstępuje na środek sali i taksuje spojrzeniem w niej zebranych.

- Witam. Jestem porucznik Jason Kriger. Od dzisiaj będę dowódcą waszego oddziału. Wszelkie skargi,  wnioski i meldunki proszę kierować bezpośrednio do mnie. Głos ma niski, monotonny, a jego pysk wyraża spokój i pewność siebie. Jak na wilka jest niski, lecz dobrze zbudowany. Oczy ma niebieskie, a pod tym prawym daje się zauważyć krótką bliznę. Nawet Nick czuje do niego respekt i powstrzymuje się od kąśliwych komentarzy.

- Mam nadzieje, że nasza współpraca będzie przebiegać pomyślnie i w dobrej atmosferze. Dodatkowo czeka nas pewne trudne zadanie. Władze federalne poleciły mi przeprowadzenie rekonesansu i dochodzenia w bardzo delikatnej sprawie. Przydadzą mi się do tego dobrzy gliniarze.  Będę przyglądał się wam się dokładnie przez najbliższe kilka dni i podam więcej szczegółów. Na chwilę obecną mam dla was rozkazy dzienne przygotowane przez komendanta.

Wręczył wszystkim karty z wytycznymi na dzisiejszy dzień i każdy rozszedł się w swoim kierunku odbyć kolejny dzień służby.

*ZSPF - Zootopia Special Pollice Forces

Edytowane przez Wolf
poprawiona wersja opowiadania.
0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Naprawdę fajnie się czyta. Chętnie dowiem się co będzie dalej.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Przeczytałem. Jak na debiut nie jest najgorzej.

Wychodzę z założenia, że rzeczowa krytyka nikomu nie zaszkodziła, więc napiszę, co mi się w tym tekście nie podoba. Jedziemy.

 

23 godziny temu, Wolf napisał:

Powoli siadam na łóżku, a raczej wiekowym tapczanie.

Po prostu: "siadam na wiekowym tapczanie".

22 godziny temu, Wolf napisał:

łuna lekko pomarańczowego światła ze starej gazowej latarni

Trochę mi zgrzyta ta gazowa latarnia. Obecnie to rzecz dość rzadko spotykana i utrzymywana głównie ze względów prestiżowych, głównie w historycznych regionach miast. A to trochę nie pasuje mi do taniej klitki trzy na pięć. Chociaż może się czepiam.

22 godziny temu, Wolf napisał:

zasłużony oficer służb federalnych komórki antyterrorystycznej

Z szyku zdania wynika, że istnieje sobie jakaś komórka terrorystyczna i ona ma federalną służbę. Nie odwrotnie aby?

22 godziny temu, Wolf napisał:

zdegradowany i zesłany do policji

Zesłany do policji – czyli jednostka AT, w której służył, nie wchodzi w struktury policji. Zapamiętajmy.

22 godziny temu, Wolf napisał:

donnut’a  

Donuta.

22 godziny temu, Wolf napisał:

W Sali odpraw cały oddział czeka już na poranną odprawę dowódcy.

"Czeka na odprawę" albo "czeka na dowódcę". Odprawa dowódcy to by było coś zupełnie innego.

22 godziny temu, Wolf napisał:

Dla tego go tu przysłali.

Dlatego.

22 godziny temu, Wolf napisał:

Nick i Judy siedzieli razem na krześle przy pierwszej ławce.

Wcześniej była narracja w czasie teraźniejszym ("wcina", "przebiega", "udaje się"), a teraz sobie przeskakujesz do czasu przeszłego ("siedzieli"). Tak to nie ma. Albo rybka albo akwarium. Zdecyduj się na jeden i się go trzymaj.

 

22 godziny temu, Wolf napisał:

Judy uważnie przysłuchiwała się rozmową,

Rozmowom. Celownik liczby mnogiej – komu? czemu? – rozmowom.

22 godziny temu, Wolf napisał:

Za 15 minut muszę się zjawić w urzędzie miasta.

Generalnie w tekstach liczebniki zapisuje się słownie: piętnaście.

22 godziny temu, Wolf napisał:

Jego jasna biało szara sierści oraz oczy o niesamowicie głębokim błękitnym kolorze wskazują,  że prawdopodobnie pochodzi z północy.

Ała.

Po pierwsze: nie używaj jakichś dziwnych określeń na kolory. Wystarczyłoby w zupełności „szarobiała” albo „jasnoszara”. Czytelnik i tak go sobie wyobrazi, a tak przeładowujesz opis przymiotnikami.

Po drugie: znowu przeskoczyłeś z czasu przeszłego na teraźniejszy.

Po trzecie: czy istnieje związek między pochodzeniem a kolorem oczu? Tak z ciekawości pytam.

22 godziny temu, Wolf napisał:

Niższy wzrost, czarne łapy i długi bujny ogon kwestionowały nieco  przynależność do tej rasy. 

Przecież wilki mają długie, bujne ogony, nie wiem, co w tym dziwnego?

22 godziny temu, Wolf napisał:

- Witam. Jestem Porucznik Jason Kriger. Od dzisiaj będę waszym głównym przełożonym od działań w terenie.

Chwila, moment. Napisałeś, że ten facet służył był w jakimś AT – które było, skoro go stamtąd wywalili, całkowicie inną strukturą – więc stopień porucznika, który tam zdobył, ma się nijak do jego stopnia w policji. Powinien zaczynać od samego dołu. A zresztą, skoro go wyrzucili, to już by raczej nie zrobił kariery w instytucjach rządowych. A już na pewno nie zostałby na dzień dobry dowódcą. Swoją drogą, to nie jest przesadnie wysoki stopień. Zastępca Bogo miałby być ledwie poruczniczyną? Oj, coś mi się widzi, że on wskoczył na to stanowisko przez znajomości. A tak pogardzał nepotyzmem...

22 godziny temu, Wolf napisał:

Jego postura, głos i delikatnie zarysowana blizna pod prawym okiem powodowała, że nawet Nick czuł do niego respekt i powstrzymał się od kąśliwych komentarzy.

Nie kumam. To on był w końcu niski jak na wilka czy imponował posturą?

22 godziny temu, Wolf napisał:

- Czeka nas pewne trudne zadanie. Z ramienia władz federalnych zostałem tu skierowany do przeprowadzenia rekonesansu i dochodzenia w bardzo delikatnej sprawie. Przydadzą mi się do tego dobrzy gliniarze.  Będę przyglądał się wam się dokładnie przez najbliższe kilka dni i wdrożę później głębiej w tę sprawę. Na chwilę obecną mam dla was rozkazy dzienne przygotowane przez komendanta.

Nic już nie rozumiem. Najpierw pisałeś, że go stamtąd wywalili, a teraz, że go tu przysłali, by wykonał jakąś top secret misję, a jeszcze w międzyczasie pisałeś, że on jest tutaj tylko rozliczać policjantów z mandatów. Zdecyduj no się.

 

Dobra, już kończę. Ogólnie w pierwszej kolejności do poprawki masz tak:

Przede wszystkim przemyśl sobie, jak się ma ZPD do antyterrorystów, jaka właściwie jest przeszłość tego Krigera i co on tam w ogóle robi. Bo ja już zgłupiałem :(

Po drugie w narracji masz pomieszany czas teraźniejszy i przeszły. Grzech gorszy niż dłubać w nosie podczas hymnu. Ustal sobie jeden i się go trzymaj.

 

To na razie tyle z mojej strony. Żeby nie było: nie piszę tego, żeby Ci dopieprzyć, tylko po to, żeby pomóc Ci ulepszyć warsztat. Widzę, że jesteś zielony w temacie i przyda Ci się parę rad, jak robić to dobrze. Nie zniechęcaj się i pisz dalej, bo widzę, że masz jakiś pomysł i starasz się go nam sprzedać. Czekam na następną część :)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

No i właśnie o to mi chodziło. Rzeczowa, szczera recenzja. Nigdy nie czułem się dobry z pisania własnej ,,prozy" i ten fanfic ma na celu właśnie poprawę mojego warsztatu, więc dziękuję za ściśle techniczną odpowiedź. Co do paru wyjaśnień.

Co do komórki służb antyterrorystycznej, chodzi mi o to, że Służby federalne zajmują się dość szeroką działalnością obronnościową kraju, a wymieniony bohater służył w oddziale stricte przeznaczonym do zwalczania przejawów działań terrorystycznych.

Co do ,,odprawy dowódcy" to jest to powiedzenie którego osobiście używamy praktycznie w naszej robocie. (obecnie służę w wojsku choć jeszcze niezawodowo)

Co do przynależności do policji, owszem federalni a policja to 2 różne organizacje, natomiast uznałem, że istnieje możliwość przenosin pomiędzy tymi dwoma organizacjami podobnie jak obecnie istnieje możliwość przenosin pomiędzy wojskiem a policją. I nie, bohater nie ma być zastępcą komendanta a jego podwładnym. W służbach mundurowych istnieje coś takiego jak droga służbowa. Czyli pewna grupa ludzi podlega pewnemu ich bezpośredniemu przełożonemu który podlega swojemu bezpośredniemu przełożonemu i składa mu meldunki z działania podległej mu grupie ludzi (tak w dużym skrócie). Czyli Ukazany bohater jest jakoby łącznikiem między posterunkowymi działającymi w terenie a komendantem komisariatu, Jest oficerem, lecz oficerem młodszym. (w wojsku byłby odpowiednikiem dowódcy plutonu, ew. dowódcy kompanii, a Bogo byłby dowódcą jednostki, więc teoretycznie między Bogo a Jasonem powinien być nawet jeszcze jeden przełożony który zbierał by informacje ze wszystkich kompanii. Fakt, nie jestem pewien, jak to dokładnie działa w policji, ale zgaduje, że system jest podobny do tego funkcjonującego w wojsku. Szczerze byłem zaskoczony oglądając Zootopie, że Bogo będąc komendantem osobiście wręcza rozkazy zwykłym posterunkowym. Od tego powinni być właśnie oficerowie młodsi (zasada zachowania drogi służbowej).

Co do tego tajnego zadania, będzie to wyjaśnione w dalszych częściach opowiadania o ile uda mi się je sensownie napisać.

Co do postury to był dobrze zbudowany, lecz nieco niższy od reszty wilków. Pisząc to wzorowałem się na swoim byłym już dowódcy plutonu, który mimo że był kurduplem, to swoją posturą, wyglądem i sposobem wypowiedzi budził większy respekt niż reszta oficerów nawet wyższych rangą których miałem okazje spotkać.

Co do technicznych uwag, zgadzam się z nimi w 100%. Zawsze miałem problem chociażby z mieszaniem czasów. Musze się tego oduczyć.

Co do ogona, chodziło mi o to, że ma zbyt bujny ogon jak na wilka. Również kto się jeszcze nie domyślił o co chodzi, będzie to wyjaśnione w dalszej części opowiadania.

Co do lampy gazowej, uznałem to za relikt czasów, gdy zootopia była jeszcze w budowie i po prostu została tam wciąż jeszcze nie zamieniona na jej nowocześniejsze odpowiedniki.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

 

45 minut temu, Wolf napisał:

 

Co do komórki służb antyterrorystycznej, chodzi mi o to, że Służby federalne zajmują się dość szeroką działalnością obronnościową kraju, a wymieniony bohater służył w oddziale stricte przeznaczonym do zwalczania przejawów działań terrorystycznych.

Dokładnie o to mi chodziło! Czyli zamiast "oficer służb federalnych komórki antyterrorystycznej" powinno być: "oficer komórki antyterrorystycznej służb federalnych". I tyle.

46 minut temu, Wolf napisał:

 

Co do ,,odprawy dowódcy" to jest to powiedzenie którego osobiście używamy praktycznie w naszej robocie. (obecnie służę w wojsku choć jeszcze niezawodowo)

To zwracam honor w takim razie. Po prostu wyrażenie "odprawa dowódcy" ma mniej więcej tyle sensu co "zebranie dowódcy" (już prędzej pasowałoby "odprawa u dowódcy", patrząc z punktu widzenia poprawności językowej). No ale jeśli tak "się mówi", to zostaw. Slang rządzi się swoimi prawami.

49 minut temu, Wolf napisał:

Co do przynależności do policji, owszem federalni a policja to 2 różne organizacje, natomiast uznałem, że istnieje możliwość przenosin pomiędzy tymi dwoma organizacjami podobnie jak obecnie istnieje możliwość przenosin pomiędzy wojskiem a policją.

Ach! Czyli go przenieśli, nie wywalili. To już by miało więcej sensu. Ale to trzeba było napisać. Stąd, że go, jak sam napisałeś, wyrzucili (czyli toczyło się przeciw niemu postępowanie dowodowe, był jakiś sąd wojskowy, zwolnienie dyscyplinarne, czy jak to tam wygląda), wywnioskowałem, że facet nie powinien już zrobić kariery w instytucji państwowej. Niekaralność i takie tam.

51 minut temu, Wolf napisał:

I nie, bohater nie ma być zastępcą komendanta a jego podwładnym. W służbach mundurowych istnieje coś takiego jak droga służbowa. Czyli pewna grupa ludzi podlega pewnemu ich bezpośredniemu przełożonemu który podlega swojemu bezpośredniemu przełożonemu i składa mu meldunki z działania podległej mu grupie ludzi (tak w dużym skrócie). Czyli Ukazany bohater jest jakoby łącznikiem między posterunkowymi działającymi w terenie a komendantem komisariatu, Jest oficerem, lecz oficerem młodszym. (w wojsku byłby odpowiednikiem dowódcy plutonu, ew. dowódcy kompanii, a Bogo byłby dowódcą jednostki, więc teoretycznie między Bogo a Jasonem powinien być nawet jeszcze jeden przełożony który zbierał by informacje ze wszystkich kompanii. Fakt, nie jestem pewien, jak to dokładnie działa w policji, ale zgaduje, że system jest podobny do tego funkcjonującego w wojsku. Szczerze byłem zaskoczony oglądając Zootopie, że Bogo będąc komendantem osobiście wręcza rozkazy zwykłym posterunkowym. Od tego powinni być właśnie oficerowie młodsi (zasada zachowania drogi służbowej).

Weeeź... W ogóle "Zootopia" strasznie spłaszcza te kwestie i traktuje je po macoszemu. Okazuje się na przykład, że w wielomilionowej metropolii na jednej zmianie służy jakoś tak kilkudziesięciu gliniarzy, że „czterogwiazdkowy” Bogo osobiście przydziela poszczególnym policjantom zadania, a gdy trzeba to i osobiście jeździ do wezwań (scena z jaguarem), że Clawhauser oprócz bycia jakąś taką recepcją/informacją odpowiada też za łączność (w rzeczywistości na dyspozytorni siedzi przecież kupa luda 24/7), etc. No można by mnożyć takie duperele. Okropnie to uprościli :(

52 minuty temu, Wolf napisał:

 

Co do postury to był dobrze zbudowany, lecz nieco niższy od reszty wilków. Pisząc to wzorowałem się na swoim byłym już dowódcy plutonu, który mimo że był kurduplem, to swoją posturą, wyglądem i sposobem wypowiedzi budził większy respekt niż reszta oficerów nawet wyższych rangą których miałem okazje spotkać.

Znam ten typ. Ale czy to nie jest czasem tak, że tacy ludzie swoim zachowaniem budzą szacunek mimo że nie imponują posturą? Hm? ;)

53 minuty temu, Wolf napisał:

 

Co do lampy gazowej, uznałem to za relikt czasów, gdy zootopia była jeszcze w budowie i po prostu została tam wciąż jeszcze nie zamieniona na jej nowocześniejsze odpowiedniki.

Ależ oczywiście! Ja nie o tym. Ja miałem na myśli, że oświetlenie gazowe, relikt XIX wieku, spotyka się dzisiaj głównie tam, gdzie jest jakaś historyczna zabudowa (np. starówki miast), a co za tym idzie – wysokie czynsze. A nora Krigera raczej mi nie pasuje do takiej okolicy. Ale to już detal, szczegół bez znaczenia.

 

 

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, Jan van Dzban napisał:

Znam ten typ. Ale czy to nie jest czasem tak, że tacy ludzie swoim zachowaniem budzą szacunek mimo że nie imponują posturą? Hm? ;)

 

Owszem, bywa tak. Natomiast koleś na którym się wzorowałem, to był właśnie taki mały ale dobrze zbudowany kurdupel, z którym nawet dużo wyżsi i masywniejsi mieli by poważne opory by się z nim skonfrontować.

 

 

 

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W końcu znalazłem czas na przeczytanie. Fajnie mi się czytało, szczekam na więcej. 

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Po konsultacji z @Jan van Dzban, któremu dziękuję za fachowa pomoc i szczerą recenzję, wstawiłem nieco poprawioną wersie opowiadania. Nad kolejną częścią zapewne zejdzie mi trochę czasu, zwłaszcza, że muszę nieco popracować nad swoim warsztatem :P.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Fajnie, że poprawiłeś, czekam  z niecierpliwością na następną część.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz