Polineks

Polineksowa twórczość fanfikowa

68 postów w tym temacie

Już jest pierwsza część mojego fika. jjmp Mam nadzieje że warto było czekać. >^-^<

 

PODZIĘKOWANIA

 

Na wstępie chciałem podziękować paru osobom. Pierwszą z nich jest mój serdeczny przyjaciel Hubert, który pomógł i znacząco przyśpieszył pracę nad tym fikiem. Dziękuję mu za pomysł i rady. Chciałem także podziękować forumowiczom, którzy czekali na pierwszą część. To wy sprawialiście, że nie rzuciłem tego pomysłu i zrobiłem pierwszy krok. I oczywiście twórcą filmu. Dzięki temu, że go stworzyli ja mogłem coś napisać.

Oby się spodobało, ale jestem otwarty na krytykę, byle kulturalną.

Życzę miłej lektury.

 

Sprawa I

 

Złodziej płyt

 

Nad zwierzęcą metropolią stało już południe. Bardzo ciepłe, a słońce swoimi promieniami penetrowało każdy zakamarek tego miasta. Mimo to na ulicach panował wielki ruch. Przechodnie ochoczo korzystali z usług sprzedawców lodów i zimnych napojów, a co po niektórzy biegiem zmierzali z jednego kawałka cienia do drugiego. Patrząc na budynki mieszkalne czy urzędowe można było spostrzec większość okien pootwieranych by trochę świeżego powietrza wpuścić do środka i móc nim pooddychać. Co prawda taki zaduch nie dla każdego był na łapę, zwłaszcza dla mieszkańców Tundurówki, ale i tak szło sobie z tym poradzić. Wyżej wspomniana dzielnica w takie właśnie dni była najbardziej oblegana. Zwierzęta tam lgnęły by zaznać odrobiny chłodu. Jednak nie każdy mógł się tam schronić przed upałem, niektórzy niestety musieli tego dnia siedzieć w biurze i tęsknym wzrokiem patrzeć przez okna na toczące się za nimi życie. Tak jak nasi bohaterowie dla których niestety patrol byłby lepszym rozwiązaniem aniżeli kolejny dzień przed komputerem czy przy raportach.

Judy i Nick, bo o nich mowa. Od nie dawna partnerzy (oczywiście zawodowi by nie było niedomówień), od dłuższego czasu najlepsi przyjaciele teraz zastanawiali się kiedy przytrafi im się jakaś grubsza sprawa. Nie ma co ukrywać, że kolejne dni spędzone na patrolach czy pisaniu raportów mogą królika czy lisa nużyć. Na szczęście dla nich to się niedługo miało zmienić.

Na posterunek policji numer jeden w centrum Sawanny Głównej dobiegła kolejna informacja o tym że złodziej płyt zaatakował. Od jakiegoś trzech tygodni sklepy muzyczne drżały, gdyż w okolicach pojawił się złodziejaszek, który obierał je sobie za cele narażając je na duże straty. O dziwo w większości muzyką, którą ginęła w największym nakładzie był francuskojęzyczny rap. Co prawda wzbudziło to podejrzenia pewnego funkcjonariusza, ale uważał je za nieprawidłowe.

Tak czy inaczej po południu, gdy już duża część policjantów odliczała minuty do fajrantu Nick podszedł do swojej partnerki.

-Jak tam raporty, marchewa? - zapytał ze swoim uśmiechem.

-A jakoś. Same się nie napiszą, choć u ciebie to kto wie jak jest.

-Uuu. Ktoś dziś nie w humorze. Trapi cię ta sprawa kradzieży?

-A żebyś wiedział. Tam biega na wolności złodziejaszek, a ja muszę wypełniać jakieś dokumenty. - w jej głosie było słychać irytację – Dlaczego Bogo nie chce bym się w to angażowała?

-Może uważa, że są dla ciebie stworzone poważniejsze sprawy? - odpowiedział próbując ją jakoś uspokoić – A tak z ciekawości masz może jakieś podejrzenia?

-Czy ja wiem. Nie za bardzo. Na razie wiem, że celem są sklepy na śródmieściu. A ty masz jakieś podejrzenia? - zapytała powoli kończąc swój raport.

-Mam pewne podejrzenia, ale jakoś w nie nie mogę uwierzyć. - mówiąc to jego uśmiech znikł z twarzy.

-Chodzi o Finnicka? - zapytała przejęta jednocześnie stawiając ostatnią kropkę.

-No niestety, ale nie wierzę w jego winę.

-Dopóki go nie złapano to może być ktokolwiek, więc spokojnie to nie musi być wcale on. - odpowiedziała z uśmiechem.

Uśmiech ten musiał być zaraźliwy, gdyż od razu przeszedł na Nicka. Mimo to w jego głowie trwała wojna myśli analizująca wszystkie za i przeciw.

W końcu nadszedł wieczór i para przyjaciół ruszyła w drogę do swoich miejsc zamieszkania dyskutując przy tym na najróżniejsze tematy nie związane z pracą. W końcu doszło do momentu w którym musieli się rozdzielić. Judy wchodząc do swojego bloku zawołała jeszcze do Nicka:

-Dobranoc! Do jutra, tylko żebyś się nie spóźnił. - ostatnie słowa wypowiedziała z charakterystycznym uśmieszkiem i układając łapkę w pistolecik.

-Spokojnie szefowo. Nie ma takiej opcji. Dobrej nocy życzę. - zasalutował i poszedł w swoją stronę.

Idąc tak ulicami oświetlonymi jedynie przydrożnymi latarniami i światłem Księżyca układał sobie wszystko w głowie na temat „płytowego złodziejaszka”. Chodząc tak pogrążony we własnych myślach nie spostrzegł kiedy doszedł pod swój adres. Jak dotąd nic go tak nie zajmowało a to przez to, że tym razem mogło to dotyczyć jego co tu nie mówić przyjaciela. Wchodząc do swojego mieszkania zamknął za sobą drzwi i zaczął obserwować przez jedno ze swoich okien nocne życie miasta. Nie myślał jeszcze o śnie tylko o tym co wydarzyło się odkąd poznał Judy. Jak z lisiego cwaniaka i żyjącego z drobnych przekrętów zwierzaka stał się stróżem prawa. Tego to na pewno nie spodziewał się zwłaszcza po przykrych doświadczeniach dzieciństwa. Te wspomnienia właśnie wyrwały go z zamyślenia i sprawiły że jeszcze raz spojrzał na Zwierzogród po czym zamknął okno i poszedł spać.

 

***

 

Następnego dnia Nick dziarsko ruszył do pracy po drodze zbierając Judy w miejscu gdzie wczoraj się rozstali.

-Widzisz mówiłem, że nie zaśpię. - zagadał na wstępie ze swoim uroczym uśmiechem.

-No brawo ty. Choć ten jeden raz. - odpowiedziała śmiejąc się przy tym.

-Tak brawo ja, ale bądźmy szczerzy. Znacznie częściej to ty zasypiasz. - odgryzł się jej.

W tak przyjemnej atmosferze ruszyli w kierunku ich celu podróży. Dochodząc na miejsce spostrzegli wielkie poruszenie na posterunku. Postanowili o to od razu zapytać Pazuriana, który witał wszystkich swoim uśmiechem od ucha do ucha.

-Co to za zbieganina? Co się stało? - spytała na wstępie Judy otyłego geparda.

-Witaj! A no wiesz, wczoraj koło północy na gorącym uczynku złapano naszego złodzieja płyt. - odpowiedział z nieschodzącym uśmiechem.

-Coś ty?! - zawołali królik i lis.

-Kto nim jest? - zapytał podekscytowany Bajer

Nie mógł się doczekać czy jego przypuszczenia są słuszne i w ogóle ta sytuacja go irytowała. Pazurian natomiast tylko wzruszył ramionami i pochłaniając kolejnego pączka powiedział:

-Nie mam pojęcia. Może na odprawie czegoś się dowiecie. Tak czy inaczej mi nikt nic nie mówił poza tym że jest złapany.

Nie pocieszeni posterunkowi ruszyli zatem na odprawę. Myśląc o tym czego się dowiedzieli od ich puszystego przyjaciela. Zwłaszcza rudy ssak znów pogrążył się w myślach z których wyrwała go króliczka.

-Nick. Nick. NICK! - zawołała wyrywając go z kontemplacji – Ty dalej myślisz o tym złodzieju? Dawno cię w takim stanie nie widziałam.

Ten jednak nic nie odpowiedział tylko spojrzał na nią i się uśmiechnął jednak nie był to szczery uśmiech. Ruszyli więc dalej w milczeniu. Hopps od czasu do czasu spoglądała tylko na swojego przyjaciela jednak wolała nic nie mówić, by nie wywołać głupiej sprzeczki. Tak doszli gdzie dojść mieli i zajęli swoje standardowe miejsca na odprawie. Po chwili do sali wszedł rosły bawół. Był to Bogo jak zwykle w takim samym humorze. Miał przez to autorytet u swoich podwładnych,którzy wiedzieli, że trzeba słuchać jego rozkazów, bo będzie nie przyjemnie. On mógł w każdej chwili wyrzucić kogoś za nie subordynację. Judy już co nieco o tym wiedziała. Tak więc zaczął:

-Witam wszystkich i żeby nie przedłużać. Pierwsza sprawa nasz złodziejaszek został złapany więc z nim mamy spokój. - tutaj przerwał czekając jakby na jakąś reakcję jednak ta nie nastąpiła, dlatego ciągnął dalej – Na razie w mieście panuje spokój, dlatego czas na rozdanie patroli. - znów chwila oczekiwania, ale tym razem ze spojrzeniem utkniętym w Nicku, który był nad wyraz spokojny i się nie odzywał - Gryzoli, Szponer, Kojoto dastają Starą Saharę. Misiura, Wataha, Hipolit Tundurówka. Nosorór i Rogalski Las Padas. No i Hopps oraz Bajer dostajecie śródmieście. Skoro wszystko jasne to do roboty.

Wszyscy zaczęli wychodzić pozostali bez zadań usadowiali się przy komputerach. Gdy sala opustoszała króliczka z lisim partnerem podeszła do Bogo.

-Szefie, mogę się dowiedzieć kto jest tym złodziejem wczoraj złapanym? - zapytała spokojnie z dozą nie pewności.

Nick tymczasem stał i nic nie mówił choć nie był już taki spochmurniały.

-Dowiecie się tego jak wrócicie z patrolu. - skwitował i wyszedł choć wcześniej stanął jeszcze czekając na jakąś odpowiedź czy uwagę co jednak nie nastąpiło.

Lisem już targały złe przeczucia jednak umiejętnie je maskował. Nie przedłużając ruszyli więc na patrol. Na nim to humor Bajerowi znacznie się polepszył. Był bardziej rozmowny i znów tryskał humorem drocząc się z Judy przy każdej sposobności. Ona przeczuwała natomiast że mimo wszystko coś jest nie tak. Czekała tylko aż poznają tożsamość i powie mu że nie trzeba było się martwić. On jednak coraz bardziej nie był pewny tego. Wciąż w głowie siedziało mu jedno.

-Chodź na dziś skończyliśmy obchód – powiedziała po pewnym czasie do niego Judy.

-OK. Teraz przynajmniej się dowiemy tego kto to. - odpowiedział i pełen zapału ruszył w kierunku siedziby policji tak że króliczka ledwie za nim nadążała.

Na miejsce dotarli po kwadransie. Z miejsca podeszli do Pazuriana, który zadowalał się kolejnym pączkiem, pytając gdzie jest zatrzymany, w której celi. Po udzielonej odpowiedzi ruszyli tam i w mgnieniu oka znaleźli się pod celą. Po otrzymanym pozwoleniu weszli, by przekonać się kto niepokoił ostatnimi czasu sklepy muzyczne. Gdy weszli do środka ich oczom ukazał się widok dobrze znany. Jasnobrązowy i długouchy (jak na jego rozmiar) fenek, który powitał ich:

-Witam organ ścigania. W czym mogę pomóc? - z jego głosu biła ironia.

-Finnick w coś ty się wpakował? - rzekł ze smutkiem w głosie Nick.

-Tu cię zaskoczę koleżko, bo w nic. Zostałem wrobiony. Nie wiem przez kogo, ale jednak. - był słychać gniew w jego słowach.

-I my mamy w to uwierzyć? - podeszła do tego sceptycznie posterunkowa.

-Wierzcie lub nie, ale ja nikogo nie okradłem, a nawet jeśli to nie dał bym się złapać. - fenek był coraz bardziej poddenerwowany.

-Dobra, dobra. Jak cię złapali czy też nakryli? - próbował to uspokoić Nick.

-Wczoraj wieczorem dostałem liścik. Myślałem, że to od partnera w interesach. Pisane było że mam czekać za jednym ze sklepów na niego by dogadać kolejny interes. Nie patrzyłem za jakim sklepem więc poszedłem pod wskazany adres. Na zapleczu znalazłem płytę, gdy ją trzymałem nie wiadomo skąd, nagle pojawili się gliniarze i mnie zgarnęli. - zakończył już nieco spokojniej.

-Rozumiem, ale liściku nie zachowałeś? - spytała z przekąsem Judy.

-Co jak co ale takie liściki się od razu niszczy. Zresztą było tam napisane bym tak zrobił. - znów zaczął się unosić.

-OK. Rozumiem. Nic się nie martw wierzę ci i cię wyciągnę. - zakończył bojowo Nich po czym wyszedł a Judy za nim.

-Naprawdę wierzysz w jego wersję? - nie dowierzała Hopps. - Nie wydaje ci się trochę naciągana?

-Znam go od lat. Byliśmy partnerami w przekrętach i powiem ci jedno. Mimo wielu wad Finnick jest jednak szczery. Teraz też nie wyczuwałem by kłamał. - odparł.

-Ale ja jakoś nie wierzę w to co powiedział. Właściwie to gdzie idziemy? - spytała rozglądając się i widząc, że nie zmierzają ku wyjściu.

-A jak myślisz króliczku?

-No nie. Po co? Nie wmówisz mu że twój kumpel jest niewinny.

-Wcale nie zamierzam tego robić.

Po około pół minucie znaleźli się przed gabinetem Bogo. Zapukali i gdy usłyszeli, że mogą wejść to to zrobili.

-Słucham. Macie jakąś sprawę? - spytał oschle.

-Widzi pan, szefie. - zaczęła Judy jednak wtedy przerwał jej Nick.

-Chciałem prosić o parudniowy urlop. - wypalił

-COOO?! - nie dowierzała posterunkowa.

-A z jakiej to okazji? - dopytywał się dalej oschle bawół.

-Widzi pan, szefie. Moja matka źle się czuje i ktoś musi się nią zająć. Jako syn to mój obowiązek. - zarecytował teatralnie.

-Rozumiem. Rodzina ważna rzecz. Dostajesz trzy dni. - odpowiedział z uśmiechem

-COOO?! - reakcja Judy jednak na nikim nie zrobiła wrażenia.

Po tej audiencji partnerzy wyszli z gabinetu i udali się ku wyjściu.

-Dlaczego nie powiedziałeś prawdy? - w końcu zapytała.

-Sama mówiłaś że się nie zgodzi. Poza tym skąd wiesz że nie mówiłem prawdy?

-Daj spokój, przecież cię znam. Chcesz udowodnić, że Finnick jest niewinny. - powiedziała z przekąsem.

-Masz rację. Czuję, że raczej nie pomożesz. - rzekł z kroplą smutku.

-Dziwisz się. Ja urlopu nie mam i muszę przyznać nie za bardzo wierzę w jego niewinność. - odpowiedziała z powagą.

-To już jak uważasz. Ja mu wierzę i dlatego muszę dowieść że tego nie zrobił. - mimo pozornego spokoju jego słów słychać było zawód.

Po tej rozmowie ich dogi się rozeszły. Nick ruszył w poszukiwaniu dowodów niewinności, natomiast Judy docierając do swojego mieszkania zasmucona rzuciła się na łóżko, myśląc o tym że nie powinna go zostawiać samego.

 

***

 

Po dwóch godzinach Nick dotarł do miejsca swych poszukiwań. Budynkiem sklepu była duża pomarańczowa i prostokątna bryła. Nad wejściem wisiała wielka neonowa gitara z napisem „Music Shock”. Na wystawie sklepowej rozłożone były różnego rodzaju płyty. Od klasyki do twórczości elektronicznej. Lis udał się na tyły tego przedsiębiorstwa Sądził, że znajdzie tu coś co nakieruje go na jakikolwiek trop. Po chwili jego wzrok coś przykuło. Podszedł do tego, ale nie był pewny co to jest.

-Ach. Przydałoby się trochę światła. W takich chwilach żałuję, że nie zabrałem latarki. - narzekał.

Nagle za jego plecami rozbłysło intensywne światło. Przestraszony lis instynktownie się odwrócił.

-Nie! Już nie będę! - zawołał zlękniony zamykając oczy.

-A czego nie będziesz? - zapytał dobrze znany głos.

Skonfundowany rudzielec powoli dochodził do siebie.

-Karotka! odbiło ci! - odezwał się nie zbyt zadowolony. - Co ty tu robisz?

-A jak myślisz? Przyszłam ci pomóc. A przy okazji trochę się pośmiać. - odpowiedziała z uśmiechem.

-No to pięknie. Tak czułem, że jednak przyjdziesz. - po chwili dodał – Jak to się pośmiać?

Po tych słowach króliczka pokazała ekran telefonu na którym puściła przed momentem nagrany filmik.

-Ten moment, gdy mówisz „Już nie będę” jest najlepszy. - odparła śmiejąc się.

-Ha ha, no bardzo zabawne. Zajmijmy się lepiej czymś pożytecznym.

Mówiąc to przybrał charakterystyczny wyraz twarzy podobny do tego, gdy Judy wrobiła go po raz pierwszy, a Finnick zauważył, że „teraz jest psem, a był z niego niezły lis”.

-Powiedz mi. Co tu widzisz? - zapytał po chwili.

Króliczka skierowała lampę telefonu na wskazane miejsce i odpowiedziała nie pewnie:

-A bo ja wiem. Jakieś bobki.

Ku jej przerażeniu i obrzydzeniu Bajer wziął jedną kulkę i włożył do pyska.

-Nie dobrze mi. - powiedziała powstrzymując odruch wymiotny.

-A co nigdy nie jadłaś jagód w czekoladzie? - powiedział z uśmiechem – Uwierz są naprawdę dobre.

-Że co?! - nie dowierzała.

-To co słyszałaś. To jagody w czekoladzie. I to nie pierwsze lepsze. - zaczął wykład – Tak się składa, że to jedna z najdroższych firm. Wiem to, bo jadłem je raz u pewnej kuny, która się strasznie tym zajadała. Właściwie to zamiast w kasie to płacą jej w tym. Przez to jest dość często najmowana do pewnych „zadań” - ostatnie słowo zamknął w palcami w nawiasie. - Dziwne, że nikt ich nie zauważył.

-Czy uważasz, że ktoś naprawdę mógł wrobić Finnicka. - zapytała.

-Przedtem się domyślałem, a teraz jestem tego pewny. - odpowiedział poważnie i ruszył przed siebie.

-Dokąd idziesz? - zapytała, choć się tego domyślała.

-Oczywiście do właściciela tych „bobków”. - powiedział z uśmiechem i patrząc jak Judy krzywi się na samo wspomnienie tego słowa, co sprawiło jeszcze większego rogala połączonego z delikatnym chichotem.

-A gdzie teraz idziesz? - znów zapytała irytując towarzysza.

-Przecież mówiłem.

-A nie wolałbyś się przejechać. - rzekła wskazując samochód.

-No tak. Też racja.

Wsiedli więc do wozu i ruszyli w nowym kierunku. Po chwili Nick zapytał.

-Jest już dosyć późno. Nie powinnaś jutro wstać do pracy?

-Wiesz niby tak, ale dostałam takie małe zadanko. - odpowiedziała z uśmieszkiem.

-A jakim jeśli można wiedzieć.

-Mam pilnować pewnego policjanta na urlopie, by nie wpakował się w jakieś bagno. - spojrzała sugestywnie w kierunku siedzącego obok pasażera.

-Rozumiem. Kiedy się domyślił?

-Właściwie od razu. Dlatego dał ci trzy dni a nie tydzień.

-Czegoś nie rozumiem. Kiedy się z tobą skontaktował? - zapytał choć po chwili sam się domyślił.

-Jakąś godzinę może półtora po tym jak się rozdzieliliśmy. Kazał też przekazać, że przy następnej takiej sytuacji nie masz owijać w bawełnę tylko walić prosto z mostu.

Nastała chwila milczenia zakończona w momencie zajechania pod rzeczony adres.

-A teraz słuchaj. - zaczął lis – Co by się nie działo lepiej się nie odzywaj. No chyba, że zacznie uciekać to za nim i robimy przesłuchanie.

-OK. Dobry i zły glina? - zapytała podekscytowana.

-Jak najbardziej. Od razu zaklepuje złego. - zakończył uśmiechem.

-AAAA! Ja chciałam. Ale dobra dziś ty dowodzisz.

Zapukali do drzwi i czekali. Po paru sekundach po drugiej stronie dało się słyszeć trzaski otwieranych zamków. Drzwi się otwarły a w nich ukazała się sylwetka kuny. Podobnego wzrostu co Judy o czarnej barwie futra z białymi wyjątkami na pysku i drobnych uszach.

-Kogo ja widzę? Nasz patyczkowy książę i jego dziewczyna. - powiedziała ironicznie kuna.

Judy już chciała coś powiedzieć w złości, ale spojrzenie Nicka od razu ją przywołało ją do porządku. Ten natomiast z uśmiechem zaczął:

-Ken! Kopę lat, stary. Dalej na diecie jagodowej widzę. - rzekł spoglądając na znajdującą się na stoliku miskę z jagodami w czekoladzie.

-Tak. Takich rzeczy nie zmieniam, bo przyznaj, że są smaczne. - zagadał już innym tonem.

-Masz rację. Choć niektórzy tego nie podzielają. - spojrzał uśmiechając się do szaraka.

-Właśnie, a może przedstawił byś mi swoją lubą. - zaśmiał się – nigdy bym cię nie podejrzewał, że zapolujesz na króliki.

Oboje się zaczęli głośni śmiać natomiast w Judy zaczęła wzbierać żądza mordu. Wyczuł to Nick, który zakończył heheszki i przeszedł do sedna.

-Widzisz. Ostatnio złapano Finnicka i już wiem, że ktoś go wrobił. Radzę ci abyś był z nami szczery, bo poznasz czym jest gniew królika. - tu sugestywnie spojrzał na jego partnerkę – Uwierz ja już to poznałem i to nic przyjemnego.

-Tak. Zmieniłeś się wtedy w psa. - zaczął się szyderczo śmiać.

Przy zaistniałej sytuacji plan dobrego i złego gliny został obrócony, ponieważ policjantka straciła zimną krew. Doskoczyła do jagodoluba i przycisnęła do fotela.

-Słuchał sobie jagodzianko .Naprawdę już mnie irytujesz. Lepiej gadaj póki jeszcze jestem miła, bo poważnie zastanawiam się nad czymś nieprzyjemnym.

-Uspokój się. - pojednawczo zaczął Nick – A ty zamiast się cieszyć zacznij gadać, bo inaczej źle to się skończy.

-Uwaga, bo się przestraszę. - zaśmiał się i ciągnął sarkastycznie – I co mi zrobisz. Nakarmisz marchewką. Już się boję.

Posterunkowa odstąpiła i powiedziała:

-OK, czyli tak. Ładną masz miskę na jagódki, wiesz. A tam widzę klozet, który z chęcią przyjmie te bobki. - odparła dalej zdenerwowana ale już mniej.

-Nie ośmielisz się. - strach zajrzał mu w oczy, że jego wypłata może odpłynąć w siną dal.

-Oj uwierz. Ośmieli się, więc lepiej syp zanim zacznie. - odpowiedział spokojnie Nick.

-Uwierzę jak zobaczę. - nie dowierzał Ken.

Wtedy to nabuzowana funkcjonariuszka spuściła w sedesie połowę zawartości miski.

-Ty potworze bez serca. To była moja dwu dniówka. - Patrzył z żalem na pustoszoną miskę.

-Gadaj, bo odpłynie resztka.

-Dobra, dobra. Tylko odłóż moją wypłatę.- rzekł rozżalony opryszek.

Judy odłożyła pojemnik, a czarno umaszczony ssak zaczął mówić.

-Przyszedł do mnie jeden z biznesowych partnerów twojego kumpla. Mówił mi, że ma go dość, bo nie dość, iż go wykorzystuje to nie dzieli równomiernie zysków. - zagryzł jagódkami i kontynuował - Obiecał mi duże wynagrodzenie jeśli wrobię tego fenka w jego kradzieże płyt.

-I ty na to przystałeś? - oburzała się Judy.

-No a co? Z czegoś trzeba żyć. Wynająłem paru kumpli, którzy wbili się w kostiumy policjantów i gdy pod wpływem liściku od tego partnera przybył na miejsce złapaliśmy go.

-I tak po prostu dostarczyliście go na posterunek. Nikt nie zauważył nic dziwnego. - dziwił się Nick.

-Kostiumy są dość wierne oryginałom, więc się pytali o nic. Tak policja złapała swojego złodzieja a ja dostałem wynagrodzenie. Wszyscy szczęśliwi. - mówił teraz potulny jak baranek.

-Ta wszyscy. - odparł ironicznie Nick – Teraz zdradź kto jest tym partnerem i zleceniodawcą, bo moja kumpela zrzuci cały balast. - pokazał wzrokiem w kierunku Hopps, którą korciło, by wyrzucić resztę owoców.

-To był pewien bóbr imieniem Darwin. - za jąkał – To już wszystko. Idźcie już.

-I nie szło tak od razu. - odpowiedziała policjantka z szyderczym uśmiechem – I naprawdę radzę ci przerzucić się na marchewki. Są zdrowsze i wspomagają wzrok.

Odwróciła się i wyszła z domu kuny, a za nią Nick który jeszcze odwrócił się w kierunku znajomego i wzruszył ramionami, że nie wie o co chodzi. Po tym wyszedł, a Ken został sam.

-Co miałaś na myśli? - zapytał już na zewnątrz – Chodzi mi o to z marchewkami.

-Oto mianowicie, że niedaleko tego klozetu spostrzegłam głęboką misę do której wsypywałam jagody, więc jakby lepiej widział to by nie dał się wprowadzić na manowce

-I on tego nie zauważył i dał się nabrać? No, no, szczwany królik. - powiedział z szacunkiem.

-Ty też się nie skapnąłeś. Głupi lis. - dogryzła mu.

-Ho ho. Uważaj sobie koleżanko. - odpowiedział lis.

W dobrych humorach wsiedli do auta i ruszyli w trasę. Nad miastem powoli wstawał nowy dzień, a przyjaciele już czuli, że koniec sprawy jest blisko i iż poszło dość szybko. Po chwili Judy zapytała:

-A gdzie możemy znaleźć tego Darwina? - zapytała niepewnie – Znasz gościa?

-Tak spotkałem go parę razy. Bardzo lubi przesiadywać w jednym z nocnych klubów na Starej Saharze. - odpowiedział spokojnie – Tak więc mamy cały dzień. Radziłbym się przespać po zarwanej nocce.

Szarak na to przystał i poszli się przespać do jednego z małych hotelików na śródmieściu przed zakończeniem całej sprawy.

 

***

 

-Wstawaj Judy! - niczym budzik zaskrzeczał Nick – Już pora na nas.

-OK. Już wstaję. - rzekła jeszcze trochę ospałym głosem

Było już dość późne po południe. Nie ma co się dziwić, że tak późno wstali po cało nocnej akcji na której nudy nie zaznali.

-Która godzina? - pytała jeszcze nie do końca wybudzona króliczka.

-Gdzieś po czwartej. Przyszła pora to zakończyć. - powiedział bojowo lis.

Szybko się pozbierali wpłacili należność i ruszyli w kierunku Starej Sahary i interesującego ich klubu. Trasa ta zajęła im około godziny. Dzielnica w której się znajdowali była najcieplejszą w całym mieście przez co życiem zaczęło w niej tętnić dopiero w godzinach zmierzchu. Wtedy to otwierała się większość klubów i innych przedsiębiorstw rozrywkowych. Dla mniej wtajemniczonych była to strefa wpływów najgroźniejszego mafiosa w tej dzielnicy a trzeciego lub nawet drugiego w mieście. Nasi bohaterowie skierowali się do budynku skonstruowanego na planie wielkiego okręgu do którego przylegały cztery podobne znacznie mniejsze ułożone w równej odległości. Przed wejściem stały dwie palmy kokosowe, które stykały się czubkami, a nad drzwiami wisiał neonowy napis „Sand Rush”. Robiło to piorunujące wrażenie zwłaszcza białe ściany gmachu. W środku także kuł oczy przepychem i bogactwem. Judy, która była tu pierwszy raz była pod wrażeniem.

-I jak mamy go znaleźć? To jest olbrzymie. - zamartwiała się króliczka.

-Spokojnie tego bobra nie da się nie zauważyć. Ma charakterystyczną fryzurę. - uspokajał ją.

Mijały kolejne godziny, a mimo to poszukiwanego nie było można nigdzie dostrzec. W pewnym momencie wzrok lisa utknął w pewnym osobniku z afrem na głowie. Miał on brążowe futro, płaski, czarny ogon i nosił żółty T-shirt i niebieskie spodenki. Gdy się odwrócił można było zauważyć małe, czarne oczka i wielkie, starte przednie zęby. Sprawiał wrażenie osoby sympatycznej.

-Czy to on? - spytała.

-Tak. Jak najbardziej. - odpowiedział nie spuszczając wzroku z poszukiwanego.

W tym momencie „cel” zaczął się przemieszczać. Wiedząc, że nie mogą go stracić z oczu ruszyli za nim. Bóbr spokojnie przemierzał zatłoczone korytarze, aż zniknął w jednym z pokojów. Policjanci też tam weszli. Panowała tam pustka. Nikogo nie było oprócz ich oraz bobra z afrem.

-Nicky! Jak podoba ci się nowe życie? - zapytał na wstępie z pewnym siebie głosem.

-A nie skarżę się. - odpowiedział funkcjonariusz w cywilu – A tobie co? Pieniędzy na cedeki brakuje? Przecież możesz sobie z sieci ściągnąć.

Pustą salę wypełnił gromki śmiech Darwina.

-Żebyś wiedział przyjacielu! - odezwał się nie przestając śmiać. - A jako że policja była coraz bliżej musiałem zareagować i zwalić na kogoś całą winę. Jako, że Finnick mi się naraził był do tego idealny. Przeczuwałem jednak, że niedługo jego stary kumpel ruszy na poszukiwania prawdziwego winowajcy. - teraz skierował swój wzrok na Judy – A ty króliczku już nie ukrywaj tej marchewki. Nagrywaj swobodnie, bo i tak już stąd nie wyjdziecie.

-No bardzo ładnie. Widzę, że jesteś inteligentniejszy od Kena. - spokojnie odpowiedziała Judy wyciągając swój długopis z dyktafonem.

-No pewnie. - rzekł z wyrazem tryumfu – Ta kuna może jest idiotą, ale tanią i wykonując swoje zadanie całkiem dobrze.

-Ale wiesz, że już w kiciu jest naszykowana dla ciebie cela? - zapytał z zawadiackim uśmiechem Nick

-Może być, ale i tak się do niej nie wybieram. Żywcem mnie nie weżniecie.

To mówiąc zaczął grzebać we włosach wyciągając z nich broń, którą niby zastanawiał się w kogo najpierw wycelować. Ze zdziwieniem zauważył, że stojący naprzeciw funkcjonariusze nie są zaskoczeni, a tym bardziej przestraszeni.

-Dobra. Myślicie, że blefuje. - zapytał zirytowany.

-Oczywiście, ale i tak wiemy że nie strzelisz. - powiedziała pewnie Judy.

-A to czemu? - zaskoczony spoglądał na nich opuszczając broń.

-A temu. - z uśmiechem powiedział Nick.

W tym momencie posterunkowa w mgnieniu oka doskoczyła do przeciwnika zadając potężnego kopa, który spowodował, że bóbr zatrzymał się na ścianie gubiąc broń. Wykorzystując moment od razu go skuła wygłaszając tryumfalnie regułkę:

-Darwinie Tamowiczu, jesteś aresztowany za wielokrotne kradzieże, wrabianie osób postronnych i grożenie bronią. Masz prawo zachować milczenie.

Po około pół godzinie zjawili się wcześniej wezwani policjanci z Bogo na czele.

-Gratuluje kolejnej pozytywnie zakończonej sprawy. Twój kumpel zostanie wypuszczony. - słowa te skierował do Nicka. Ale następnym razem...

-Tak, tak pamiętam. A teraz proszę wybaczyć idę wykorzystać ostatni dzień mojego urlopu.

Skierował się do klubów Starej Sahary. Króliczka chciała pójść w jego śladu, ale powstrzymał ją komendant.

-A ty gdzie się wybierasz, Hopps? - zapytał z powagą.

-Za swoim partnerem. - odpowiedziała.

Z tego co pamiętam to on dostał urlop a nie ty więc chcę widzieć raporcik z tej sprawy. - mówił dalej tak samo poważnie.

-Oooo! To niesprawiedliwe! - oburzała się.

-Niestety, ale on o tym pomyślał i się zwolnił, a ty jednak nie. Dzięki czemu on ma dzień wolny, a ty dzień raportów.

Niezadowolona poszła do samochodu i wracała na śródmieście, natomiast Nick z radością korzystał z dnia wolnego ciesząc się nocnym życiem Starej Sahary co odsypiał następnego dnia i nocy W tym samym czasie Judy siedząc przed komputerem mruczała pod nosem i pomstowała na lisiego przyjaciela. Natomiast Finnick z radością pożegnał celę i ruszył w kierunku swojego vana jeżdżąc nim cały dzień po całym mieście i słuchając swojego ulubionego francuskiego rapu będąc wdzięcznym zarówno Nickowi jak i Judy.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Na wstępie chcę podziękować drogiemu Tomkowi za to, że uwzględnił mnie w swojej dedykacji do tego opowiadania. Potem chcę mu podziękować, że skorzystał z moich pomysłów, choć jak widzę, nie wszystkich, ale zawsze skorzystał i to się liczy. Teraz zaś przechodzę do sedna. Opowiadanie mi się strasznie podobało, choć niestety jest trochę krótkie, ale co tam! Tomek przecież może jeszcze je kiedyś rozszerzyć jakby co. Poza tym nie liczy się długość, tylko jakość, a ta jest po prostu cudowna. Czuć w niej klimat wspaniałej bajki "ZWIERZOGRÓD". Aż słyszałem głosy Nicka i Judy, a prócz tego uśmiałem się do łez na niektórych scenach, zwłaszcza, jak przesłuchują łasicę. Judy jako zły glina... Boska była po prostu xD Albo potem, jak załatwili tego bobra. Choć miałem nadzieję, że może Nick pokaże w dłoni naboje do pistoletu bandziora i powie, że ich nie zastrzeli, bo broń ma rozładowaną, ale też wyszło nieźle. Sprawne śledztwo przeprowadzone przez dwoje geniuszy. Do tego humor na wysokim poziomie i widać, że takiej dwójki to nie ma nigdzie indziej. Ja im kibicuję, by kiedyś zostali parą :) Ale biedna Judy... Papierkowa robota się jej trafiła. Nick powinien ją z wdzięczności zabrać na pizzę z podwójną marchewką :)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Drogi Polineksie, cieszę się, że wreszcie mogę widzieć twój tekst. :)

Przeczytałem zaledwie 1/4, ale wolałem napisać te słowa zanim skończę, bo nie dotyczą samego tekstu, a sposobu prezentacji.

 

Proponowałbym ci wstawienie tego fanfika do Google Doca. Robiliśmy tak z fanfikami na For Glorious Equestria i sprawdzało się to wyśmienicie.

O co chodzi? O trzy rzeczy:

1. Łatwiej wstawić i zaprezentować go na blogu - wystarczy podać linka.

2. Łatwiej wstawić go gdziekolwiek i nie ma obaw, że najnowsza wersja zginie, bo np. forum zostało usunięcie. Tak to najnowsza wersja jest na twoim dysku Google i nie ma bata, by ktoś ci ją ruszy (oczywiście trzeba wprowadzić ustawienia, że ludzie posiadający link nie mogą edytować).

3. Można komentować i wskazywać na rzeczy do poprawy. Mam parę drobnych uwag. Jedną interpunkcyjną, jedną ortograficzną(?) i łatwiej byłoby mi zaznaczyć miejsce, o które mi chodzi niż pisać ci tutaj: pierwszy akapit, druga linijka, trzeci wyraz od... ple ple

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

A teraz co do samej treści:

Uwaga! Wypowiedź zawiera spoilery!

 

Przede wszystkim, bez stresu - jest naprawdę nieźle. jjmp

Czytało się miło. Były oczywiście literówki, błędy, ale one są na początku wszędzie i będziesz mieć okazję je poprawić (z naszą pomocą).

Co mi najbardziej przeszkadza, to że historia jest dość krótka. Spodziewałem się pierwszego rozdziału, a tu właściwie całość. No ale zdecydowałeś się na taki model fanfika, nie ma problemu.

Akcja biegnie przez to szybko, może trochę za szybko... Wychodzą ze sklepu muzycznego, wsiadają do auta, parę dialogów i już wysiadają. Spotykają "finalnego bossa", parę wymienionych pogróżek i pół minuty później już leży na łopatkach. Miałem wrażenie, że spotkanie z kuną trwało dłużej i miało więcej emocji.

 

Po drugie: dołączam się do Nicka w kwestii zdziwienia, czemu nikt nie zauważył, że Judy wrzuca jagódki do misy a nie do sedesu? Czy oni stali 50 metrów dalej?

 

Dalej - trochę spaliłeś początek pisząc o wątpliwościach Nicka, że to może być Finnick. Potem dowiadujemy się, że to... faktycznie Finnick i zamiast zaskoczenia mamy nudne: "O raaaany, czyli to jednak Finnick... nie spodziewałem się".

 

-Tak brawo ja, ale bądźmy szczerzy. Znacznie częściej to ty zasypiasz. - odgryzł się jej.

Naprawdę pilna i energetyczna Judy zasypia do pracy częściej niż Nick? Nie zareagowała na tę uwagę, więc wychodzi na to, że to prawda, ale nie pasuje to za bardzo do ich charakterów. No i widzimy w filmie, że Judy wstaje wcześniej rano bez najmniejszego problemu, a wręcz w podskokach.

 

A na końcu pytanie: dlaczego Nick i Judy spędzają noc w hoteliku? Chyba nie mieli tak daleko do domu, skoro byli w Śródmieściu?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Do Kronikarz56

Cieszę mnie że podobało się tobie moje opowiadanie. Fakt jest krótkie ale w przyszłości zamierzam je stopniowo wydłużać, gdy pisanie będzie mi lepiej szło. Jak na mój debiut i tak chyba wyszło nieźle. Cieszy mnie także że znalazłeś jakieś sceny, które szczególnie ci przypadły do gustu. tak na marginesie to była kuna nie łasica. Co do ostatniego bandziora i tym z pistoletem wydaje mnie się to tutaj bardziej logiczne ale kiedyś może wykorzystam ten pomysł. Nick na pewno to jej jakoś wynagrodzi. Czy będą u mnie parą? To już moja tajemnica, ale powiem, że jakieś shippingi będą. Jakie, to czas pokaże.

Do Mere Jump

Dzięki za uwagi, doceniam je. W sumie racja mogłem się bardziej postarać, ale czas trochę naglił a warunki do pisania też nie najlepsze. Literówki czy błędy interpunkcyjne zawsze mnie się będą zdarzać. Przyznaję bez bicia na polskim w tym aspekcie leżałem. Ja jestem raczej historykiem a nie ortografem a autokorekta w OpenOffice też jest tak sobie.

Co do historii to po zakończeniu pracy spostrzegłem że czegoś brakuje. Niektóre sceny rzeczywiście są słabo rozbudowane. Ja tak czasami mam że że jest pomysł w głowie ale go nie wiedzieć czemu zmieniam lub nie wykorzystuje.

Wiem na początku myślałem że i tak to będzie tylko pięć stron ale wyszło więcej (trochę ale zawsze więcej). W trakcie pisania domyśliłem się że pierwsze trzy strony trochę spaprałem, ale myślę że w kolejnych częściach to poprawię.

Co do wyżej wspomnianego fragmentu to miał być taki żart na odgryzienie i zapomniałem dodać odpowiedź. Mea culpa.

Fik krótki bo krótki fakt, ale w przyszłych częściach planuję go wydłużyć. Dodam parę wątków. Jak wspomniałem w temacie pierwszym w tym dziale miałem cztery pomysły na fabułę i postanowiłem je ostatecznie wymieszać więc w przyszłych przygodach treści powinno być więcej.

A tak na koniec mówisz że nieźle ale wypinasz same uwagi i wytykasz błędy a nie wskazujesz pozytywów. Przez to mam wrażenie że są tu tylko błędy i wcale tak dobrze to nie jest. Może jakieś elementy które się tobie spodobały, bo na razie takich nie widzę.

Co do prezentacji to o wstawieniu na jakiegoś bloga własnego myślałem jak napiszę co najmniej cztery części. Na razie oprócz forum znajduje się też na moim dysku w lapku, więc zaginąć nie powinien. A na koniec to powiem że ja za bardzo nie lubię korzystać z internetowych narzędzi Googla więc podziękuję.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ze swojej strony wymieniłem uwagi, byś miał nad czym myśleć, ale przepraszam, faktycznie mogłem napisać więcej o pozytywach. Nie bez przyczyny zaznaczyłem na początku, ze jest nieźle i mi się podobało pomimo tych "błędów", więc nie musisz się obawiać, że cię oszukuję. ;)

 

Ja bym powiedział tak: dialogi między bohaterami są moim zdaniem całkiem niezłe, ukazują ich rozbudowane relacje.

Duży plus za to, że jest to historia kryminalna.

Myślę też, że dobrze uchwyciłeś charakter bohaterów, poza tym wczesnym wstawaniem, które już wytłumaczyłeś.

 

Nie ma moim zdaniem elementów, o których można powiedzieć, że są "wyróżniająco się dobre", ale nie znaczy to, że całość jest zła. Ponownie zaznaczę, że jest całkiem całkiem i na pewno jak będziesz pisał dalej, to może być tylko lepiej. >F<

 

Co do dokumentów Google'a, jeśli będziesz chciał, żeby fanfik pojawił się na blogu FGZ to tutaj będziesz musiał się raczej z nimi przeprosić. ;)

No i ułatwiłoby, jak wspominałem, wyłapanie błędów.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ok. dzięki za wyjaśnienia. Mam nadzieję że następne oczekiwań nie zawiodą i będą co raz lepsze. Poza tym jeśli ktoś by chciał to może mi podrzucać jakieś pomysły na fabułę. Fajnie by było z kimś współpracować przy nie których sprawach.

Co do Bubla to się zobaczy.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bardzo bym Cię namawiała do wrzucenia tego do Google Docs, bo mam parę uwag (i kilkadziesiąt przecinków), jeśli chodzi o formę. Pod względem treści to muszę przyznać, że jest lepiej niż się spodziewałam. Jednak mam dwa pytanie, mniej i bardziej istotne. Po pierwsze, czemu kuna jest czarna? A po drugie, kwestia jagód w czekoladzie. Rozumiem czemu je wprowadziłeś, ciekawy pomysł. Jednak raz: gdyby kuna brała pieniądze za zlecenia, mogłaby kupować jagody osobiście raz na jakiś czas po cenie hurtowej, wyszłoby więcej jagódek za tę samą robotę. Ale tutaj to bardziej moje czepianie niż prawdziwy zarzut. Natomiast skoro jest to taki drogi przysmak, to czemu go rozrzuca pod sklepem? Akurat wypadł mu na miejscu zbrodni, akurat Nick zauważył go w ciemności i akurat wiedział od razu czyje to ślady. To ostatnie ma chyba sens, skoro Nick zna wszystkich. Ale dalej: ja rozumiem, że kuna kocha swoje jagódki, ale dla członka świata przestępczego podstawą pracy jest dyskrecja i dobra reputacja. W momencie gdy rozejdzie się, że zaczął sypać, bo został zastraszony przez króliczka, jego zlecenia się skończą. Jestem pewna, że był tego świadomy i nie powinien zdradzić tożsamości zleceniodawcy z powodu dwóch dniówek. To mu się w żaden sposób nie opłaca, bo straci swoje podstawowe źródło zarobku. Plus czemu właściwie nie został zatrzymany? Podszywanie się pod funkcjonariusza publicznego też jest karalne.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Rarity dziękuję za uwagi.

Fakt kuna jak już powinna być ciemnobrązowa, ale na zdjęciach pod innym światłem wydawała mnie się czarna. Cóż taka sytuacja. Można powiedzieć taki ewenement w skali światowej. :D

Fakt że mogła brać pieniądze ale mnie się bardziej podoba tak jak jest. Nie każdy musi ciągnąć kasę, przez co jak bóbr zauważył "jest głupia, ale tania".

Czepiać się można też że skoro to facet to używaj w jej odniesieniu "ta" a nie "ten pan kuna", ale to mój spóźniony zapłon i w przyszłości postaram się to poprawić.

Czemu rozrzuca pod sklepem? Ja bym nie powiedział, że rozrzuca tylko, że parę mu wypadło, a to się przecież każdemu zdarzyć może. Mam rację? Sam widzę jak u mnie na przykład zajadają się słonecznikiem a potem na ziemi można znaleźć parę niewykorzystanych nasion.

Niby tak. Ważna dyskrecja i dobra reputacja, ale w filmie jeśli dobrze pamiętam podobnie było łasicą. Zagrozili mu fakt że bardziej konkretnie i wsypał tamtego barana. Poza tym raczej on się tym chwalić nie będzie a para funkcjonariuszy nie musi tego wcale rozpowiadać na całe miasto.

Czemu nie został zakajdankowany? Dobre pytanie. Sam nie wiem. Może się zlitowali. Może uznali, że nie warto i wystarczy to co się stało. Tu rzeczywiście mogłem to inaczej zakończyć ale cóż stało się jak się stało.

Tak jak przy opinii Mere Jump prosiłbym też o to co ci się spodobało. Dzięki temu na przyszłość wiedziałbym z czego nie musiałbym rezygnować. No chyba że takich sytuacji nie było.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ok, wytłumaczenie, że kuna jest mało inteligentna mnie całkiem przekonuje. Może też cierpieć na melanizm, wtedy będzie czarna. Wiem, że Ken nie rzucał jagodami, ale skoro są tak cenne, to powinien ich bardziej pilnować i nie gubić. Natomiast podoba mi się wstęp, opis miasta zalanego falą upałów, a także przede wszystkim przedstawienie bohaterów i ich relacji. Wydają mi się dość wiernie odwzorowane, dodałeś niekanoniczną przyjaźń Nicka z Finnickiem, ale to akurat liczę na plus. Fenek jest nerwowy i pyskaty, Bogo też taki jak w filmie. Przekomarzanie się Nicka i Judy mi się podoba, widać że dobrze się znają i naprawdę lubią.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

OK. Dziękuje za docenienie tego. Na przyszłość postaram się by opisy były podobnie rozbudowane jak ten ze wstępu. Zresztą to samo radził mi Kronikarz. Niekanonicznych historii będzie więcej m in postaram się pokazać swoją wersję przeszłości bohaterów. Co do charakteru i przedstawieniu postaci to myślę że mogłem to lepiej pokazać i postaram się by tak było. Poza tym dodam parę nowych postaci w tym jedną bardziej wysuwającą się na pierwszy plan.

Mam nadzieję że przyszłe części bbędą się też podobać a nawet będą lepsze i naprawdę doceniam rady i krytykę czytelników.

P.S. Nie wiem czy melanizm może być czymś przez co można cierpieć ale to już jak kto uważa.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kronikarz:

Muszę jeszcze tu wspomnieć o pozytywach tego opowiadania. Mianowicie podoba mi się to, że czuć w nich klimat bajki Disneya i wręcz słyszałem głosy bohaterów, gdy padały dialogi. Prócz tego strasznie się uśmiałem na scenie, jak Judy gra złą glinę. No i co mi się najbardziej podoba, to lojalność. Nick jest lojalny wobec dawnego kumpla, a Judy jest lojalna wobec Nicka, bo przecież wspiera go wtedy, gdy on chce poprowadzić prywatne śledztwo. To mi się podoba - tak postępuje prawdziwy przyjaciel. Nick jest jej na pewno za to wdzięczny, ale nie zawsze jej to okazuje, ale cóż... Taka jaka urocza natura, nie lubi mówić, że mu zależy, ale mam nadzieję, że to się zmieni. No i jeszcze szef Nicka i Judy mnie zaskoczył - domyślił się, co planuje Nick i dał Judy polecenie, aby pomagała Nickowi. Niezły szef. Typowy szef policji z amerykańskich filmów - zgrywa twardziela i egoistę, ale jakby co można niego liczyć. To mi się podoba :)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Fajnie po raz kolejny dziękuję za ciepłą opinię i dziękuję za rady i pomoc udzielone prywatnie. Mam nadzieję, że kolejne części też się tobie spodobają.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wiecie, nie chcę przyćmiewać naszego mistrza Polineksa, ale ja też bym chciał spróbować swoich sił jako pisarz przygód Nicka i Judy. Umieszczę tutaj zaraz w tym dziale moje dzieło i man nadzieję, że zechcecie je przeczytać i ocenić :)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Początek wielce podobny ale treść zgoła inna. Twój tekst czyta się dość ciężko i sam nie wiem dlaczego. Jest kilka błędów ale nie będę ich wypominał czy poprawiał, bo wiem, iż sam bym czegoś takiego nie potrafił ani wymyślić ani przenieść na papier. :)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dzięki, że choć chciałeś przeczytać. Szanuję twoją opinię. Kolejne mam nadzieję będzie się lżej czytało, wiem nad czym muszę popracować i w kolejnych częściach powinno być lepiej.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Choć chciałem przeczytać? Człowieku (lisie - patrząc na avatar) nawet jeśli miałoby to setki błędów wszelkiej maści to i tak bym się skusił (bo uniwersum) :D

Będę czekał na kolejne teksty...

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Czyli jak na debiut to nawet jako taki sukces. Czterech czytelników i tylko jeden negatyw.. Radość pełną gębą. <3 Po sesji to praca ruszy pełną parą

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Masz na myśli ogólnie sesję (wliczając poprawkową) czy tylko tą pierwszą?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Tylko tą pierwszą bo do września na poprawkę czasu dużo.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Na początku lipca chyba będzie dwójka gotowa. Powinna być dłuższa i lepiej napisana. :D

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Lipca mówisz? Nie wiem czy nie będę się szykował do obrony właśnie na początku lipca chociaż wolałbym we wrześniu :)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Witam! >^-^< Mimo wielu przeszkód i problemów natury technicznej udało mi się zakończyć pracę nad drugim rozdziałem mojego fika. >:E W zbliżającym miesiącu postaram się być bardziej aktywny w tym temacie. Życzę przyjemnej lektury! Io_oI

 

 

Sprawa II – Ukryta surykatka, przyczajony lis.

 

 

Korytarzem posterunku policyjnego pomiędzy kolejnymi boksami przemieszczał się lis w policyjnym mundurze trzymając w łapach dwa kubki wypełnione kawą. Jego celem był boks zajmowany przez jego partnerkę.

-Stuku, puku, dzyń, dzyń, dzyń! Zgadnij kto to, karotko. - powiedział ze swoim typowym uśmiechem.

-Cześć Nick. Mówiłam ci tyle razy. Nie nazywaj mnie karotką. - odpowiedziała mu.

-Oj! Jakoś mi umknęło. - zachichotał – Czyżby nasz króliczek nie miał humoru?

-Ależ skąd takie przypuszczenie? - uśmiechnęła się przy tym – Po prostu zwracam na coś uwagę. A tak chciałeś coś?

-O tak! - teraz jakby sobie przypomniało co chodzi – Przyniosłem ci kawę.

Dziękuję bardzo. - powiedziała z uśmiechem odbierając rzeczony napój.

-Nad czym pracujesz? - zapytał lis pociągając łyka ze swojego kubka.

-A no wiesz. Standard. Raporty i tym podobne. Uświadamia mi to jedno.

-Mianowicie co? - zapytał choć odpowiedzi się domyślał.

-Czemu stoisz tutaj a nie siedzisz w swoim „gabinecie”? - mówiąc to przerwała to co robiła i odwróciła się do Nicka.

-Wiesz zrobiłem sobie taką małą przerwę. - odpowiedział nieco zafrasowany.

-Ta. Coś często robisz sobie te przerwy ostatnio. - powiedziała podejrzliwym tonem.

-No wiesz. Ty mówisz, że dość często, a ja że to standardowe ilości.

-Ty mówisz standardowe ilości, a ja że coś kombinujesz. - mówiła ze zawadiackim uśmieszkiem.

-Możliwe, ale... - lis spojrzał na wiszący na ścianie zegar – O rety już tak późno?! Chyba lepiej pójdę do siebie. - wskazywał na korytarz i już wychodził.

-Oczywiście nie chcemy żadnych problemów. Czyż nie? - mówiła chichocząc.

-Tak jasne. - to mówiąc poszedł w swoją stronę zostawiając Judy samą.

-Ciekawe co on znowu kombinuje. - rozmyślała pisząc kolejną stronę i popijając kawę. - Ostatnimi czasy jest nadto szczęśliwy, a jednocześnie tajemniczy.

Pisała tak dalej pogrążona w rozmyśleniach. Po pół godzinie przyszedł do jej „biura” ktoś pukając w ściankę.

-Co jest Nick? - powiedziała to nieco poirytowana odwracając się jednocześnie od komputera.

Ku jej zaskoczeniu nie ukazała się jej postać lisa, którego znała bardzo dobrze, a wilka. Konkretniej posterunkowego Watahy.

-Eee... Cześć. Jest jakaś sprawa? - zapytała nieśmiało.

-Tak, jak najbardziej. Chodź za mną, - odpowiedział jej szary wilk po czym ruszył korytarzem.

Króliczka natychmiast ruszyła za nim. Nie wiedząc czego się spodziewać.

-Tak więc o co chodzi? - zaczęła.

-Ja za wiele nie wiem. Szef kazał cię przyprowadzić to to robię. - odpowiedział obojętnie.

-Więc nie domyślasz się o co może chodzić? - zapytała.

-Nie, nie mam pojęcia.

-Czyli coś w stylu „Ściśle tajne”. Ha ha. - próbowała rozbawić swego towarzysza.

-Można tak powiedzieć. -mówił dalej obojętnie nie zwracając uwagi na towarzyszącego mu szaraka.

Judy szła dalej za nim, aż w końcu by przełamać milczenie zapytała.

-A właściwie czemu masz mnie zaprowadzić? Sama znam drogę do biura szefa.

-Nie wiem. Sama się go o to zapytaj.

To mówiąc dotarli na miejsce. Już Judy chciała zapukać, lecz nim zdążyła to zrobić zabrzmiał donośnie głos Bogo.

-Wejdź Hopps! Czekam już tutaj!

Posterunkowa odwróciła się do towarzysza tej „podróży” jakby szukając u niego odpowiedzi lub rady. Ten odpowiedział jej tylko miną i ruchem ramion sygnalizującym „Ja nic nie wiem”. Po czym ruszył w tylko sobie znanym kierunku. Judy natomiast z opuszczonymi uszami otworzyła drzwi i wsunęła głowę. Zobaczyła tam siedzącego przy biurku komendanta a także... Nicka siedzącego przed nim. Ten drugi pomachał jej łapą z uśmieszkiem.

-Zamknij drzwi i siadaj.

Króliczka wykonała polecenie po czym, gdy zajęła miejsce obok lisa zwróciła się po cichu do niego.

-Coś ty znowu nawywijał?

-Ja nic. Czemu od razu sugerujesz, że ja coś przeskrobałem? - odpowiedział jej nie zbyt radośnie.

-CISZA! - wrzasnął Bogo przez co dopiero zaczęta rozmowa nie potoczyła się dalej – Czy wiecie czemu was tu ściągnąłem?

-Jak najbardziej... nie. Mógłby nas pan oświecić. - zaczął Nick typowym dla siebie tonem.

-Ja także nie mam pojęcia. - powiedział siedząca obok niego króliczka.

-Tak więc was „oświecę” jak chciał nasz lisek. - rzekł nie tyle złym co poddenerwowanym głosem. - Jest sprawa i tylko wy się do niej nadajecie.

-Bo jesteśmy najlepsi do tego? - zapytała entuzjastycznie Judy

-Nie, bo jesteście najmniejsi. - odpowiedział naśladując ton swej podwładnej.

-A to też możliwe. - wyraziła już mniej entuzjastycznie.

-Dobra, ale dowiemy się w końcu o co chodzi. - rzekł nieco poirytowany lis.

-Ja zdecyduje kiedy powiem o co chodzi. - Bogo wypowiedział te słowa dość agresywnie.

Po chwili na ochłonięcie powiedział.

-I zdecydowałem, że teraz powiem. Otóż mamy poważną sprawę porwania w którą może być zamieszana mafia. Zależy nam na dyskrecji, więc nie możemy wysłać Rogalskiego czy Trąbalskiego.

-OK. Ale w takim razie po co ta konspiracja, że nawet Wataha nic nie wiedział. - powiedziała już spokojnym tonem Judy.

-W im mniejszym gronie pozostanie ta sprawa tym lepiej.

-Tak to ma sens. - rzekł Nick – A w takim razie kto został uprowadzony?

-Wszystko macie zawarte tutaj. - to mówiąc podsunął im teczkę.

Oboje zaraz wzięli się do przeglądania jej zawartości. Uprowadzoną personą była Mira Katta, surykatka szara zamieszkująca Starą Saharę, córka właściciela jednej ze spółek budowlanych. Jej matka natomiast jest jednym z najczęściej zatrudnianych architektów. Rodzina dość zamożna, ale jednak pospolita.

-Czyli mamy porwaną surykatkę z zamożnej rodziny, która prawdopodobnie ma konszachty z mafią. Dobrze rozumiem? - postanowiła się upewnić Judy.

-Otóż to. Liczę na dyskrecję i to, iż rozwiążecie to zadanie najszybciej jak się da. - mówił spokojnie Bogo.

-Oczywiście szefie! - odpowiedzieli chórem.

-Tak więc do roboty! - rzucił na zakończenie komendant.

Dwójka śledczych wyszła z gabinetu i zaczęła główkować od czego zacząć.

-Powinniśmy najpierw wypytać rodziców porwanej, wybadać jej dom, poszukać tam poszlak. - zaproponowała króliczka.

-A mnie się zdaję, że lepiej zapytać kogoś kto zna środowisko mafijne czy coś wie w tej sprawię. - rzucił Nick.

-Poważnie? Nawet nie wiemy czy mafia jest w to zamieszana. - powiedziała Judy.

-Jak znam życie to jest. - spokojnie rzekł Nick trzymając łapy w kieszeni.

-Dobrze. Załóżmy, że tak jest. Co zrobisz? Podejdziesz do bossa zastukasz w szybkę i spytasz „Czy macie porwaną surykatkę na składzie?'. Mamy działać dyskretnie.

-I byłoby dyskretnie. Uwierz mi. Trzeba to tylko odpowiednio rozegrać. - powiedział to z uśmiechem – A tak poza tym. Co masz tu na brodzie?

Judy automatycznie spojrzała w dół, a lis pstryknął ją w nos.

-Ha ha Nie wierzę że to się udało. - lis śmiał się do rozpuku.

-Bardzo zabawne. Dorośniesz kiedyś? - powiedziała kręcąc nosem.

-Nie wiem. Może kiedyś. - powiedział dalej się śmiejąc. - Tak czy inaczej sądzę, że powinniśmy się rozdzielić. Każdy niech zdobędzie coś na własną rękę.

-Zgoda tak więc ruszajmy. - zgodziła się Judy.

Ruszyli więc. Tuż przed wyjściem natomiast Nick upadł jak długi za sprawą Judy, która podłożyła mu haka. Sprawczyni natychmiast zaczęła się śmiać i nie tylko ona, bo widok na całe zdarzenie miała nie mała grupa zwierząt.

-No bardzo zabawne. I kto tu niby powinien dorosnąć. - powiedział Nick wstając i otrzepując się z kurzu.

-Nadal ty, ale chyba niektórym twoje towarzystwo się udziela. - odpowiedziała nadal się śmiejąc.

-Tak możliwe. - lis teraz też zaczął się śmiać.

W radosnej atmosferze ruszyli. Gdzieniegdzie zauważając podśmiewających się przechodniów, którzy najwyraźniej byli świadkami zdarzenia pod posterunkiem. Nie przeszkadzało to tej dwójce jako że śmiała się z tego razem z nimi. Dotarli w końcu pod jedną ze stacji metra lub schody dopiero tam prowadzące. Zależy jak na to spojrzeć. Tam Nick oznajmił.

-No jako, że pewnie ty od razu zamierzasz przesłuchać czy przeszukać naszą drogą parkę tutaj się rozejdziemy.

-Tak i owszem. Ty teraz zamierzasz natychmiast...

-Natychmiast się przebrać? Tak. Przecież tam gdzie idę zbytnio mundurków nie lubią. - odpowiedział z uśmiechem nie dając dokończyć swej partnerce.

-Czyli najpierw do domu?

-No tak przecież nie na ulicy. Widoki może byłyby ciekawe, ale podziękuję. - wystrzeżył kły w uśmiechu.

-W takim razie na razie. Jak coś jesteśmy w kontakcie.

Mówiła jakoś niemrawo, jakby przeczuwając nieszczęście. Nie chciała jednak swoimi domysłami się dzielić, bo wiedziała, że Nick i tak by je zlekceważył. Rzucili więc tylko pożegnalne na razie i poszli w swoją stronę. Nick do siebie, a Judy na Starą Saharę do domu rodziców zaginionej.

 

***

 

Nick w pośpiechu zmierzał do swojego mieszkania. Pośpiech ten wynikał z tego, iż zanosiło się na deszcz, a wręcz prawdziwą ulewę. Wyszedł z zakrętu i ujrzał cel swej podróży. Widok ten go ucieszył spojrzał w ciemniejące niebo i zaczął biec w kierunku drzwi wejściowych. Biegiem pokonał schody i znalazł się przed drzwiami do swojego mieszkania. Po wejściu od razu zaczął się przebierać. Oprócz standardowych jasnobrązowych spodni wkładając czerwoną koszulę i czarny krawat. Niedługo po tym jak skończył się przebierać ktoś zapukał do jego drzwi.

-Hmm... Ciekawe kogo przywiało.

Lekko uchylił drzwi i zapytał.

-Kto tam?

-Policja! Otwierać! - odpowiedział kobiecy głos.

Głos ten był mu znajomy i choć dawno go nie słyszał rozpoznał do kogo należy. Szybko spojrzał za siebie sprawdzając czy ma porządek i zauważył leżący na łóżku mundur.

-Chwila zaraz otworzę. - powiedział trochę przestraszony.

Szybko doskoczył do mundury, który byle jak wrzucił do szafy zamykając ją przy tym z trzaskiem.

-Co tam się dzieję?

-Nic. Zaraz otwieram! - odpowiedział coraz bardziej nerwowy – Jasne. Akurat dziś. Dobra później go wyprasuję. - mówiąc to machnął łapami na szafę.

Podbiegł do drzwi i jeszcze raz spojrzał wokół czy o czymś nie zapomniał. Po czym otworzył drzwi na oścież. Ukazała się w nich lisica. Wzrostem nieco niższa od Nicka, ale w podobnym wieku. Na głowie nosiła słomkowy kapelusz, sama zaś była ubrana w jasnozieloną bluzkę i czarną spódnicę, a na ramieniu wisiała mała torebka koloru bluzki.

-Nicky! To naprawdę ty! - zawołała zdejmując nakrycie głowy. - Wyrosłeś kuzynku.

-Tina! Ależ niespodzianka! - odwzajemnił okrzyk udawaną radością – Co za miła niespodzianka.

-I nadal nie potrafisz ściemniać. Tą udawaną radość prezentuj babci. - zachichotała.

-Tak jasne. Tak czy inaczej może wejdziesz? - zaproponował.

-A bardzo chętnie. - weszła i się rozejrzała – Ładnie się urządziłeś. Co? Bank obrobiłeś? - zaśmiała się.

-Bardzo zabawne prędzej ty. Usiądź proszę. - pokazał jej znajdujące się przy stoliku krzesło – Masz na coś ochotę. - zaproponował choć miał nadzieję, że odmówi.

-Jeśli masz jakąś dobrą herbatę owocową to chętnie.

-No mam zaraz zrobię.

Zaczął grzać wodę w czajniku po czym wyciągnął dwa kubki i wrzucił do nich torebki z herbatą. Czekając aż woda się zagrzeje zapytał się dawno nie widzianej kuzynki.

-Tak więc co cię do mnie sprowadza? - nie zbyt radośnie zapytał Nick.

-A czy musi być powód? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.

-Jakby nie patrzeć nie odzywałaś się od około dziesięciu lat, więc raczej tak. - powiedział głosem zdradzającym żal.

-Dziesięć? Jak ten czas leci. - rzekła z uśmiechem – Ale uwierz mi nie mam żadnych niecnych zamiarów. - mówiąc to zaśmiała się.

Nicka jednak to nie przekonało. Był nieco podejrzliwy wobec Tiny.

-Tak czy inaczej. - w tym momencie zagrzała się woda – Co porabiałaś przez te lata?

Lis zalewał herbatę, a jego gość zaczął opowiadać.

-No wiesz. Po tej całej sprawię z jubilerem postanowiłam dać na wstrzymanie z takimi akacjami. To co zdołałam ukryć spieniężyłam i ruszyłam w świat. Widziałam wiele ciekawych miejsc i poznałam ciekawe osoby.

Bajer tymczasem przyniósł gotowe napoje, które postawił na stole. Wyjął z najbliższej szafki jakieś ciastka i podał na talerzyku. Po czym usiadł przy stoliku na drugim krześle, a jego kuzynka mówiła dalej.

-Oj! Byś widział te miasta większe nawet od Zwierzogrodu. W trakcie jednej z takich podróży spotkałam nawet wujka Michaela.

Na te słowa Nick zakrztusił się pitą właśnie herbatą.

-Co? Spotkałaś mojego ojca? To on jeszcze żyje?

-Tak, jak najbardziej. Pytał się o ciebie. Wspominał, że za jakiś czas też może wpaść z wizytą. - mówiła to radośnie i z wielkim uśmiechem.

-No super. Jeszcze jego brakowało. - gospodarz miał się nie z pyszna – Tak czy inaczej co jeszcze robiłaś w trakcie swej podróży?

-Wiesz to zawsze.

-Aha, czyli napady na jubilerów i tym podobne, tak?

-Zależy jak na to patrzysz. Ja to nazywam darmowymi próbkami.

-Te darmowe próbki doprowadziły cię prawie do więzienia.

-Cóż taka karma i ryzyko zawodowe. W gruncie rzeczy to im pomagałam. - zachichotała i pociągnęła kolejny łyk zagryzając ciastkiem. - A u ciebie jak się wiedzie?

-No wiesz. Nie skarżę się. Znalazłem stałą pracę, mam mieszkanie czasem odwiedzę mamę. Jakoś to leci.

-Rozumiem. Nie zmieniłeś się aż tak bardzo. - rzekła dopijając herbatę – Widzę, że miałeś plany. Szkoda, iż będziesz musiał je zmienić. - powiedziała wstając.

-Co masz na myśli? - zapytał Nick przełykając ostatni gryz ciastka.

-A to. - wyjęła z torebki mały pistolet na strzałki – Nie mam nic do ciebie. Uwierz mi.

-Jakoś mi ciężko w to uwierzyć. Zwłaszcza, gdy do mnie celujesz - rzekł nader spokojnie.

-Ostatnie pytanie. Jaką pracę sobie znalazłeś?

-Lody sprzedaję.

-Och, kuzynek kłamczuszek. - mówiąc to zrobiła smutną minę – Smutne jest, gdy dowiadujesz się, że jeden z twoich brata się z wrogiem. Tak więc na koniec zażyczę ci miłych snów.

Wtedy wystrzeliła, a Nick poczuł jak ogarnia go senność. Chciał jeszcze czegoś dosięgnąć, ale nie zdołał. Ostatnie co mógł zapamiętać to jego kuzynka z pistoletem i jej śmiech.

 

***

 

Judy siedziała w jednym z wagonów metra i rozglądała się wokół. Zadziwiające było to jaki był on pusty. Oprócz niej nikogo w nim nie było. Stacja końcowa była coraz bliżej, a ona zastanawiała się czy dobrze zrobili rozdzielając się z Nickiem. W końcu zakończyła te rozterki wmawiając sobie, że on wie co robi i że zawsze znajduje wyjście z tarapatów, więc nie ma się co martwić. Wtedy zaczeła się zastanawiać jak zacząć rozmowę z państwem Katta, tak by być delikatnym, a jednocześnie dowiedzieć się jak najwięcej. Z tymi myślami dojechała do stacji głównej Starej Sahary. Dom interesującej jej rodziny znajdował się jakieś dziesięć minut drogi pieszej stąd. Postanowiła się przejść, by wszystko sobie poukładać. Nie wiedzieć kiedy wyro snął przed nią wielki dom z równie imponującym ogrodem z egzotyczną roślinnością nawadnianą przez zraszacze. Dom natomiast był imponujący. Wyglądał jakby był zrobiony z piaskowca a widok z niego gwarantowały wielkie okna. Budynek znajdował się na wzniesieniu był ogrodzony średniej wielkości murem, a prowadziła do niego brama, która teraz była otwarta.

Judy jeszcze przez chwilę podziwiała posiadłość. Po czym ruszyła w jej kierunku co chwilę odwracając się by podziwiać różne okazy botaniczne. Po dłuższej chwili znalazła się pod drzwiami i zadzwoniła dzwonkiem. Otworzył jej lemur w podeszłym wieku ubrany we frak.

-Dzień dobry! - zaczęła entuzjastycznie – Czy to dom państwa Katta?

-Tak jak najbardziej panienko. Proszę wejść. - zaprosił ją do środka i pokazał gdzie ma się udać – Proszę tu zaczekać. Zaraz ktoś do panienki przyjdzie.

Dobrze, dziękuję. - powiedziała z uśmiechem – Tylko czy koniecznie musi mnie nazywać panienką? - to rzekła, gdy służący nie był już widoczny.

Rozejrzała się po pokoju w którym siedziała. Był gustownie urządzony w jasnych kolorach. Wyłożony białym marmurem. Podłoga zaś wyłożona była miękkim dywanem w kremowym kolorze. Naprzeciw wejścia, czyli wielkich drzwi przez które weszła posterunkowa rozciągało się olbrzymie okno z wejściem na balkon. Rozciągał się stąd cudowny widok na Starą Saharę.

Po chwili oczekiwania do pokoju weszła pani Katta.

-Witam. W czym mogę pomóc? - powiedziała elegancko ubrana szara surykatka z okularami połówkami na nosie.

-Dzień dobry! Posterunkowa Judy Hopps. - zaprezentowała się pokazując na siebie łapką – Chciałam zadać pani parę pytań w związku uprowadzenia państwa córki, Miry Katta.

-Słucham? Jakiego uprowadzenia? - zdawała się być wstrząśnięta.

-Państwa córki. Dostaliśmy wiadomość o jej porwaniu dzisiaj i został przydzielona do rozwiązania tej sprawy.

-Tylko, że moja córka jest w moim gabinecie. Właśnie w tej chwili pomaga mi w planowaniu kolejnego przedsięwzięcia budowlanego mojego męża do którego zostałam zatrudniona. - powiedziała dość zdziwiona pani gospodarz.

Judy była zszokowana nie wiedziała co tu się właściwie dzieję. Zresztą nie tylko ona podobnie surykatka u której była.

-Jak nie wierzysz to cię zaprowadzę. - rzekła i zapraszając ruchem ręki ruszyła do znajdującego się na piętrze pokoju. - Naprawdę dziwna sprawa.

-Mnie pani to mówi. Coś tu naprawdę nie gra. O co w tym wszystkim chodzi?

Pogrążone w myślach dotarły pod drzwi gabinetu.

-Proszę za mną. Należy uważać, bo jest tu straszny nieporządek. - powiedziała otwierając drzwi i wchodząc do środka.

Trzeba było przyznać, że coś w tym było. Na podłodze pełno było starych planów lub pozwijanych w kulki kartek, czyli pewnie nie udanych rysunków projektowych. Pośrodku tego stało wielkie biurko. Przy nim pod światłem lampy nad planem jeszcze nieskończonym siedziała surykatka, która wyglądem przypominała młodszą wersję swej matki. Gdy usłyszała, że ktoś wchodzi uniosła głowę.

-Widzi pani. To moja córka Mira. Pracuje tu ze mną jest cała i zdrowa.

-Tak widzę. Mogłabym mimo wszystko zadać jej kilka pytań? Oczywiście, jeśli wyrazi zgodę.

-Nie widzę przeciwwskazań. - rzekła starsza z surykatek – Miro, odpowiesz pani na kilka pytań, prawda?

-Oczywiście. Nie ma sprawy. - powiedziała entuzjastycznie.

-Dobrze, w takim razie.. - zaczęła Judy zbliżając się do niedoszłej poszukiwanej – pierwsze pytanie. W trakcie ostatniego tygodnia były jakieś pogróżki listowne lub inne listy mówiące o możliwym porwaniu?

-Nie. - odpowiedziała bez namysłu.

-Pytanie numer dwa. Jakieś kontakty z mafią lub innym światkiem przestępczym.

-Pani żartuje. Nigdy w życiu. - kolejny raz bez wahania odpowiedziała.

-I ostatnie pytanie. Znasz jakieś osoby, które mogą ci źle życzyć. - zapytała podejrzliwie.

-Hmm... - pomyślała przez chwile po czym rzekła – Nie. Nikt nie przychodzi mi do głowy.

-Dziękuje. To wszystko o co chciałam zapytać. - zastanowiła się przez chwilę. - Dobrze skoro wszystko jasne to na mnie pora.

-Odprowadzę panią do drzwi. - oznajmiła pani domu.

-Dziękuję.

Ruszyły w dół schodami nawzajem rozmawiając o co może w tym wchodzić.

-Może to zapowiedź porwania? - wnioskowała pani Katta.

-Raczej wątpię. Teraz i policja i państwo będziecie bardziej czujni. - zanegowała Judy.

-W takim razie może... - zaczęła.

-Dywersja! - oznajmiły w tej samej chwili.

-Tylko od czego miała odwrócić moją lub też naszą uwagę. - rozmyślała Hopps.

-Pewnie w końcu pani się domyśli. - zakomunikowała, gdy już dotarły obie do drzwi – Dziękuję za wizytę. Miło widzieć szybkie działanie policji nawet jeśli nic się nie stało.

-Dziękuję, życzę powodzenia przy projekcie. - rzuciła na pożegnanie – Do widzenia.

-Ja także dziękuję i życzę szybkiego rozwiązania sprawy. Do zobaczenia.

Drzwi za królikiem zostały zamknięta, a ona sama ruszyła w drogę powrotną do śródmieścia. Próbowała jeszcze bezskutecznie dodzwonić się do Nicka. Dała w końcu spokój uznając, że pewnie jest na tym swoim spotkaniu i ma wyłączony telefon.

Postanowiła wrócić do domu i przemyśleć to czego się dowiedziała i poszukać odpowiedzi na nowe pytania. Tak więc, gdy tylko znalazła się w metrze postanowiła jak będzie wyglądać jej trasa.

 

***

 

Nick powoli budził się z wymuszonej drzemki. Nie dość, że był obolały to czuł także, że jest związany. Powoli otwierając oczy spostrzegł, iż znajduje się w jakimś magazynie. Wokół było wiele drewnianych skrzyń. On był oparty o jedną z właśnie takich skrzyń w miejscu będącym jakąś zatoką z nich zbudowaną.

-OK. Tak więc. Jestem w magazynie, pośród wielkich skrzyń a w powietrzu czuć słony zapach. - dedukował – Więc albo jestem w jakimś portowym magazynie – ta bardzo oryginalne – albo w piwnicy dziwnego wujka ze wsi. - zachichotał ze swych własnych słów.

Rozejrzał się znów dookoła. Nie zauważył nic szczególnego. Potem spojrzał na swoją sytuacje.

-No dość mocno mnie związała. Ciekawe o co w tym właściwie chodzi. - zastanawiał się

Nagle usłyszał czyjeś kroki zmierzające w ciszy w jego kierunku, choć mogły tez i innym. Tak czy inaczej postanowił, że bezpieczniej w tej sytuacji, będzie udawać, że dalej śpi.

Kroki stawały się coraz donośniejsze. Znaczyło to, że zbliżają się dość szybko. Lis zamknął oczy i ułożył się jakby nadal spał. Kroki ustały za to policjant wyczuł, a raczej wychwycił słucham oddech stojących nad nim porywaczy. Nagle coś go chwyciło za brodę i przyciągnęło ku sobie. Ten powoli otworzył ślepia i ukazała mu się ozdobiona uśmiechem twarz Tiny.

-Witaj skarbie! Jak się spało? - powiedziała ironicznie.

-Wiesz! Liny trochę ściskały, a po tym jaki jestem obolały nie mogę powiedzieć bym jechał pierwszą klasą. - odpowiedział kręcąc oczami. - A że tak spytam. Gdzie jesteśmy?

-Jak zwykle pan dowcipniś. - rzekła spokojnie – Otóż jesteśmy w jednym z portowych magazanów. Poczekamy tu na nasz transport.

-Aż tak się stęskniłaś za kuzynem, że zabierasz go na rodzinne wakacje. Jak miło. - mówił to sarkastycznym tonem.

-Nawet bardzo.

-A kolejne pytanko. Nie prościej byłoby mnie zlikwidować tu albo w moim domu?

-Niby tak, ale a) nie zamierzamy cię likwidować. Szef uważa, że możesz się przydać. Kij wie do czego. I b)gdybyśmy tak zrobili ktoś zaczął by węszyć. Może nawet twoja królicza towarzyszka i mogliby na nas wpaść. Rozumiesz?

-W sumie tak. A więc kiedy odpływamy? - zapytał dziwnie entuzjastycznym tonem.

Lisica była tym trochę zaskoczona.

-Gdzieś za trzy godziny koło północy. Wtedy ma tu dotrzeć nas transport. Tak czy inaczej. Możesz powoli się żegnać z kochanym Zwierzogrodem, bo prędko tu nie wrócisz.

-Wielka szkoda. Cóż takie życie Mogę prosić jeszcze o jedno.

-Pewnie, cóż takiego. - zapytała coraz bardziej poirytowana Tina.

-Skoro płyniemy statkiem to poproszę o śniadanie kontynentalne a do tego nie wiem może jakaś kawka. - powiedział z uśmiechem.

-Jak zwykle nie tracisz humoru i pewności siebie. - mówiła kręcąc głową – Jeszcze ci tan uśmieszek zniknie z pyszczka, młody. Tak czy inaczej przygotuj się do podróży albo i nie musisz.

Odeszła śmiejąc się głośno, że ten śmiech rozbrzmiewał jeszcze długo po całym magazynie. Na straży lisa zostały dwa niedźwiedzie brunatne ubrane w jasnozielone dresy. Chcąc coś jeszcze sprawdzić Nick zaczął je irytować gadaniną.

-Hej misiaczki! Jak tam życie. - strażnicy nie reagowali – Nie słyszeliście limetki, że ten kolor już nie jest modny. - jeden zaczął już nerwowo ruszać prawą łapą - A słyszeliście wiadomości. Ceny miodu idą w górę, a coś czuję, że za waszą wypłatę kogo nie poliżecie. - zaczął się śmiać a miśki już były nerwowe – A na koniec muszę powiedzieć, że macie zaniedbane pazury może pogadam z Tiną i rzuci wam jakiś ładny lakierek by to za kryć.

Po tych słowach jeden ze strażników nie wytrzymał i chwycił mocno Nicka i pociągnął sobie.

-Słuchaj sobie lisku! To że mamy cię dostarczyć żywego do szefa nie znaczy, że po drodze nie może ci się stać krzywda, więc uważaj na to co mówisz! -zawarczał groźnie – Rozumiesz?

-O chłopie, ale ci zajeżdża z paszczy. Weź umyj zęby! - powiedział rozglądając się w poszukiwaniu znaków rozpoznawczych, które znalazł.

-Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam! - zaryczał niedźwiedź trzymający lisa.

-Spokojnie. Nie warto. - starał się go uspokoić jego partner.

-Jeszcze raz, a mój partner ci nie pomoże. - mówiąc to pokazał jeden z pazurów – A ten pazurek zostawi małą pamiątkę na twojej buźce. Zrozumiano!

-Oczywiście! - odpowiedział po żołniersku.

Strażnik pchnął go na ziemię, a on zaczął wszystko sobie układać w głowie.

-No tak. Kolor „uniformów” się zgadza. - zaczął cicho mówić do siebie - Inicjały na nich także. Wykorzystywanie nowoczesnego sprzętu, który zauważyłem u strażnika też na niego wskazuje. To musi być Darren Underwood. Tylko on w przestępczym światku ma siedzibę poza miastem.

Rozmyślał nad tym dalej i pomyślał o swej kuzynce.

-Czemu nie zauważyłem tego przy naszym spotkaniu. - był zły na siebie – Jej uniform kuł mnie w oczy, a nic nie skojarzyłem. Musiała go poznać w trakcie swych podróży. No to nieźle. Wspaniała rodzinka!

Wiedział, że to nie przelewki i jeśli czegoś nie wymyśli to za jakiś czas trafi w ręce jednego z najgorszych bandziorów, jeśli nie najgorszego tego świata.

-Możecie mi powiedzieć ile czasu pozostało do przypłynięcia naszego transportu? - zapytał już poważnym tonem.

-Za jakieś dwie godziny i czterdzieści pięć minut. - odpowiedział niechętnie jeden ze strażników.

-Czyli mam jakieś dwie i pół godziny, by coś wykombinować. - znów zaczął mówić do siebie – Ciekawe jak karotka radzi sobie ze... sprawą... porwania. - coś go olśniło – To żadna sprawa tylko dywersja, by nas rozdzielić. Tylko skąd wiedzieli, że to zrobimy? Darren albo Tina musieli być bardzo domyślni. To by tłumaczyło wybór rodziny zamożnej, ale niezbyt rzucającej się w oczy. Inaczej sprawa byłaby w mediach bardzo szybko.

Rozmyślał jeszcze jakiś czas i doszedł do wniosku że skoro Judy wyprowadzona została w pole to sam musi coś wymyślić by uciec. Był tylko jeden problem, a właściwie dwa. P ierwszym był brak planu, a drugim brak możliwości. W pewnej chwili coś go tknęło.

-Auć.. - zajęczał w miarę jak najciszej – Wystający gwóźdź. Hmm... Skoro nic innego nie mam to spróbuję nim jakoś przeciąć więzy. Zawsze jakaś nadzieja. Przynajmniej przez te dwie i pół godziny.

Zaczął powoli wystającym gwoździem rozcinać pęta, lecz był świadom, że może to być daremny trud. Mimo wszystko postanowił wykorzystać tę jak na razie jedyną szansę na uwolnienie się. Powstało też pytanie w jego głowie. Jeśli się uda to co potem. Zatrzymało to na chwilę jego pracę, ale postanowił na razie o tym nie myśleć i dalej próbował się uwolnić.

 

***

 

Pociąg metra zatrzymał się na stacji śródmiejskiej koło godziny wpół do dziesiątej wieczorem. Judy wysiadła z niego i mimo uczucia postanowiła ruszyć wcześniej ustaloną trasą, która zakładała krótki postój u siebie w mieszkaniu, a potem udanie się do Nicka. Myślała też czy nie odwiedzić posterunku, ale postanowiła zrezygnować z tego pomysłu. Tak więc zmierzała teraz mokrymi jeszcze po nie dawnej ulewie ulicami zwierzęcej metropolii do swojego mieszkania,które nie znajdowało się daleko. Szybko więc tam doszła. Po schodach wbiegła na swoje piętro, gdzie powitało ją standardowe:

-Zamknij się!

-To ty się zamknij!

-Bądź cicho nie słyszysz, że sąsiadka wróciła!

-Zamknij się!

-Sam się zamknij!

-Tak standardowe sąsiedzkie powitanie. Czyli tu wszystko na miejscu. - powiedziała do siebie ironicznie.

Weszła do siebie, przebrała i zjadła coś na szybko. Po czym szybko zamierzała opuścić mieszkanie i udać się do swojego przyjaciela. Zatrzymała ją jednak jedna z sąsiadek.

-Dobry wieczór, panno Hopps! - przywitała się – widzę, że znowu w akcji.

-Witam pani Crust! - powiedziała entuzjastycznie - Tym razem to śpieszę się do przyjaciela.

Pani Crust była lamparcicą w podeszłym wieku z brązową peruką na głowie i sztuczną szczęką. Poruszała się wolno podpierając laską. Ubrana była jak zwykle w biały sweterek i czarne spodnie natomiast stopy zdobiły kapcie czarnego koloru.

-Rozumiem, rozumem. W takim razie nie zatrzymuję. - rzekła z przyjemnym uśmiechem – Może wpadniesz jutro na herbatkę?

-Bardzo chętnie! - odwdzięczyła się uśmiechem – W takim razie do jutra.

-Do jutra, złotko! - po tych słowach urocza staruszka wróciła do swojego mieszkania.

Mieszkanie Nicka znajdowała się jakieś 5 – 7 minut drogi od mieszkania Judy, więc ta postanowiła się przebiec. Wychodząc zza jednego rogu spojrzała na zegarek wskazujący parę minut po dziesiątej.

-No trochę późno już jest. Oby jeszcze mogła wejść.

Ku jej zadowoleniu drzwi były otwarte, więc mogła spokojnie wejść co też zrobiła. Spokojnie zmierzała teraz w górę schodami a jej celem było mieszkanie na czwartym piętrze z którego, jak mówił Nick, ma świetny widok na miasto. Już była na interesującym ją piętrze, gdy spostrzegła coś dziwnego. Drzwi do jego mieszkania były uchylone.

-Dziwne. Wietrzy szafę czy co? - zdziwiła się króliczka.

Podeszła do wrót mieszkania swego partnera i jakby nieśmiało je otworzyła szerzej. Po czym weszła do środka. Zobaczyła w miarę porządek, ale nigdzie gospodarza. Otworzyła szafę w której zauważyła pomięty mundur.

-Och typowy Nick. Pewnie zamierzał jeszcze w nim przyjść jutro na służbę.

Zamknęła szafę i dalej rozglądała się po mieszkaniu. Mimo usilnych starań nie znalazła gospodarza.

-Czyżby jakiś nocny wypadzik na miasto? - zastanawiała się – Skoro go nie ma to chyba czas wracać do siebie. Wyszła więc zamykając za sobą drzwi. Z mieszkania obok wyszedł natomiast borsuk, który prawdopodobnie zamierzał iść do pracy.

-Przepraszam. - zagadała Judy.

-Czego! Jeśli nie zauważyłaś śpieszę się! - odpowiedział dość agresywnie.

-Dobry wieczór. - zaczęła jakby nie słysząc jego słów – Nazywam się Judy Hopps i chciałabym wiedzieć czy może wie pan, gdzie poszedł mieszkający w tym mieszkaniu lis.

-Nie wiem! - mówił dalej wzburzony – Wiem tylko że miał jakiegoś gościa czy gości i swoimi śmichami chichami nie dali borsukowi spać.

-A może pan jeszcze tylko powiedzieć mniej więcej o jakiej godzinie miał tych gości? - rzekła spokojnie.

-Nie jestem pewny. Czwarta czy piąta może szósta! Nie jestem pewien. Naprawdę się spieszę.

Po tych słowach borsuk nie czekając na dalsze pytania ruszył schodami w dół.

-Muszę dostać się jak najszybciej na posterunek. - po czym zawołała ku swemu niedoszłemu rozmówcy – Jedzie pan może do pracy samochodem?!

-Tak. - odburknął szybko

Judy zaczęła zbiegać za nim po schodach, gdy go dogoniła spytała:

-A czy pan przejeżdża obok posterunku policji?

-Jak najbardziej. - mruczał wciąż niezadowolony.

-Mógłby mnie pan tam podwieźć? - zapytała z nadzieją w głosie – Bardzo zależy mi na czasie.

-A odczepi się wtedy pani ode mnie? - spytał już przy drzwiach wejściowych.

-Oczywiście.

-W takim razie wsiadaj. - powiedział odblokowując alarm – tylko niczego nie ruszaj i nie rozmawiaj ze mną.

-Jasne. - skinęła głową po czym wsiadła do samochodu.

W milczeniu przejechali niecałe pięć minut. Po których samochód zatrzymał się pod posterunkiem, a króliczka z niego wysiadła.

-Dotarliśmy! Żegnam! - powiedział ozięble kierowca.

-Do widzenia. Dziękuję za pomoc.

Borsuk nic jej nie odpowiedział tylko prychnął i ruszył przed siebie. Posterunkowa natomiast niczym strzała wparowała na komendę. Powitał ją zdziwiony jej zachowaniem gepard z nadwagą.

-Witaj Judy! Co się stało? - zapytał na wstępie Pazurian.

-Pazurian macie obraz z kamer przy ulicy Ogrodowej 4 z dzisiejszego dnia?

Zdziwiony coraz bardziej zachowaniem koleżanki z pracy odpowiedział.

-Pewnie tak. Sprawdź w bazie danych.

Króliczka przeczuwając, że coś złego stało się jej partnerowi usiadła przy jednym z komputerów i zaczęła szukać interesujących ją materiałów. Znalazłszy widok z odpowiedniej kamery zaczęła przewijać materiał na niej do interesujących ją godzin. Znalazła tam moment, gdy Nick wbiega do swej kamienicy, a po kilku minutach do tego samego budynku wchodzi postać w słomkowym kapeluszu.

-A więc to pewnie nasz „gość”. - mruczała do siebie.

Przewijała dalej i jakieś dziesięć minut od wejścia tamtej postaci pod tą kamienice podjechała furgonetka w kolorze jasnozielonym z której wyszły dwa niedźwiedzie o brunatnej sierści i w uniformach koloru furgonetki. Kolejne dziesięć dalej zauważyła jak miśki wynoszą śpiącego Nicka z bloku skrępowanego linami i wrzucają do samochodu za nimi natomiast kroczyła ta sama postać w słomkowym kapeluszu, która okazała się być lisem, a właściwie lisicą.

-Wiedziałam! Po prostu wiedziałam! Trzeba ufać przeczuciu.

Po chwili pomyślała, że trzeba się dowiedzieć, gdzie chcą zawieźć jej partnera. W tym celu postanowiła wykorzystać tą samą metodę śledzenia jakiej użyli przy pierwszej wspólnie rozwiązanej sprawie. Obserwując tak dzięki przełączaniu kamer trasę furgonu. W ten sposób dowiedziała się, że należy ich szukać w porcie. Spojrzała na zegarek. Dochodziła jedenasta.

-Nie ma zbyt wiele czasu. Trzeba się sprężać, póki jeszcze są w porcie.

Wiedziała o czym mówi, gdyż dzięki kamerom mogła również obserwować interesujące ją miejsce. Szybko poszła także do Pazuriana, który od razu zapytał.

-I co odkryłaś?

-Że Nick został porwany.

-Ojej! - zawołał zasłaniając sobie usta – Co więc zamierzasz?

-Już ci mówię, ale będzie mi potrzebna twoja pomoc.

 

***

 

-Czas mi się kończy. - mówił poddenerwowany lis – To na nic. Nie przetnę tak tych lin. Wypada więc czekać na cud.

Po chwili namysłu zapytał.

-Misie pysie! Ile jeszcze czasu do godziny zero?

Poznany wcześniej z bliska strażnik już chciał ruszyć ku niemu, ale jego spokojniejszy kompan powstrzymał go kręcąc głową i odpowiadając swojemu więźniowi.

-Jeszcze pół godziny, może nawet mniej.

-OK. - zaczął mówić do siebie – Z lin się nie wykaraskam i cudu raczej nie będzie. W takim razie trzeba się pogodzić z przymusowymi wakacjami.

Po chwili na zewnątrz dało się słyszeć strzały.

-Co to było? - poderwał się bardziej impulsywny strażnik.

-Nie wiem idź to sprawdzić.

-Jasne.

Niedźwiedź wstał i ruszył sprawdzić co się dzieję. Jako że jakiś czas nie wracał jego towarzysz zaczął się denerwować.

-Gdzie on jest? - niepokoił się – Chyba trzeba to sprawdzić. TY!

-Tak? - zapytał wręcz uległym tonem.

-Nigdzie się nie ruszasz. Zaraz wracam. Zrozumiano?

-Jasne panie władzo.

Drugi strażnik poszedł w ślad za swoim kolegą i gdy jego kroki ucichły lis zaczął powoli przesuwać się ku ujściu skrzynkowej zatoki. Nasłuchiwał przy tym czy nikt nie idzie.

-Chyba właśnie cud nastał. - mówił szczęśliwy posuwając się do przodu.

-A pan gdzie się wybiera? - zapytał dobrze znany mu żeński głos

Nick od razu się obrócił za siebie i ujrzał swoją kuzynkę ze złowrogim spojrzeniem.

-No to po cudzie. - zamruczał do siebie.

-Chcesz tak wyjść bez pożegnania z rodziną?

-Słusznie. - odparł – Do widzenia!

Odwrócił się w przeciwną stronę i zaczął się przemieszczać niczym gąsienica w kierunku przeciwnym do Tiny. Mimo wszystko wiedział, że to bezsensowne. Niedługo potem się to potwierdził, gdy zezłoszczona kuzynka bez pośpiechu go dogoniła i nadepnęła na jego ogon, by go przytrzymać.

-Mówiłam temu idiocie, by załatwił szybszy transport powietrzny, a nie bawić się z wodnym. - mówiła do siebie Tina – Nie doceniłam twojej przyjaciółki. Uwierz więcej to się nie powtórzy. - słowa te skierowała do Nicka.

-Nie ty jedna. - odpowiedział jej kuzyn – Tina! Czemu to robisz?

-Nie zrozumiesz tego. - powiedziała odwracając wzrok.

-Może jednak. Powiedz po co wam jestem potrzebny.

-Powiem ci krótko. - spojrzała znów na Nicka – Szukałam miejsca dla siebie. Miejsca gdzie taki ktoś jak ja byłby przydatny. Wtedy znalazł mnie Underwood i zaoferował współprace. W końcu miejsce dla mnie. Szybko się wspinałam w hierarchii stając się jego prawą ręką.

Na ten moment przerwała, a Nick korzystając z chwili powiedział.

-Rozumiem, ale nie musiałaś się z nim zgrywać. Znam cię. Stać cię na bardzo dużo. - próbował ją jakoś przekonać - Powiedz teraz co ja mam z tym wspólnego? Po co mnie porwaliście.

-To proste. - mówiła jakby wszystko było jasne – Pan Underwood ma poważne i niebezpieczne plany względem. Do ich wykonania była potrzebna między innymi wtyka w policji. Zaproponowałam ciebie głównie ze względów rodzinnych. Chciałam byś był bezpieczny.

-No to coś nie wyszło. - rzekł pełen wyrzutu lis.

-Może, ale co poradzić. - przerwała na chwile po czym rzekła – Dobra koniec tych pogaduszek. Zabieram cię do siedziby.

-Nie wydaję mi się. - odezwał się żeński głos.

Oba lisy odwróciły się w kierunku skąd się on dobywał. Niedaleko lisiej pary stała Judy z wycelowanym w Tinę pistoletem.

-Proszę twoja dziewczyna przyszła na ratunek. - zwróciła się złośliwie do swego kuzyna – oboje wiemy, że nie strzelisz. Jesteś za miękka – mówiła pewna siebie lisica.

-Oj byś się nie zdziwiła. - równie pewnie rzekła Judy.

Po tych słowach wystrzeliła trafiając w lewe ucho Tiny. Ta natychmiast chwyciła się za nie i odsunęła od swego kuzyna chwiejnym krokiem się oddalając od niego na tyle, że króliczka doskoczyła do niego i wyciągneła nóż, którym przecięła krępujące go liny.

-Ty zawsze musisz pakować się w tarapaty? - zapytała pomagając mu wstać.

-Cóż taka karma. - zachichotał – Długo kazałaś na siebie czekać.

-No wiesz korki były. - odpowiedziała mu z uśmiechem.

Scenę przerwała Tina, która doszła już do siebie, w jej uchu natomiast znajdowała się świeżo przestrzelona dziura.

-Ty wredny kapusto żerny uszaku! - zawołała pełna furii – Zobacz coś ty zrobiła.

-Cóż nie będziesz musiała przekuwać uszu na kolczyki. - próbował to wygładzić Nick – Poza tym sama mówiłaś że nie strzeli.

-Zamknij paszczę Nicky! Nie bądź taki hop do przodu! - zdenerwowała się jeszcze bardziej – Kiedyś mi za to zapłacisz wredny szkodniku!

Po tych słowach wyjęła z torebki jakąś granatową kulkę, którą rzuciła z całej siły o podłożę, by chwilę potem zniknąć w gęstej chmurze czarnego dymu, która gdy się rozproszyła ujawniła, że ich przeciwniczka zniknęła.

-Jeszcze się spotkamy! Obiecuję wam to! - zawołał nie wiadomo skąd głos zbiegłej lisicy.

Oboje strzygąc uszami próbowali wychwycić skąd mógł dobiegać ten głos jednak było to próżne. Tina uciekła.

-Nieźle. Po prostu nieźle. - powiedziała Judy po czym spytała Nicka – Kto to właściwie był?

-Eee... No wiesz to była moja kuzynka Tina. - mówił zażenowany drapiąc się po tyle głowy.

-No fajną masz rodzinę. - rzekła ironicznie.

-Tego akurat ja nie wybierałem.

-No nie wybierałeś. Chodźmy stąd. - odpowiedziała mu – A i coś jeszcze.

-Tak? - bąknął nie pewnie.

-Weź na jutro wyprasuj mundur. - zachichotała.

-Jasne. Zaraz skąd ty? Byłaś u mnie w mieszkaniu? - zaognił się lekko ,gdy zmierzali ku wyjściu z magazynu.

-Tak i dobrze się stało, bo pewnie bym cię już nie zobaczyła. Przyznaję, że twój borsuczy sąsiad był pomocny.

-Ta zrzęda? - zdziwił się lis.

-Jak najbardziej.

-No proszę. Dzień pełen wrażeń i niespodzianek. - podsumował Nick.

Gdy wyszli ujrzeli wianuszek radiowozów i zakutych popleczników Underwooda dających się rozpoznać po charakterystycznych uniformach. Przybyło ich głównie zwłaszcza ze statku, który miał przetransportować Nicka.

-Znaczy akcja zakończona sukcesem. - ucieszyła się Judy

-Nie koniecznie. - odezwał się ponury głos komendanta, który zmierzał w ich stronę.

-Szefie! Wiem! Nie złapaliśmy przewodniczącej tej grupie lisicy, ale... - zaczęła mówić Judy.

-Nie chodzi o to! - zagrzmiał – Korzystając z naszej aktywności podczas w akcji w porcie, ktoś pomógł uciec z więzienia byłej burmistrz Jagnie Obłoczek i dwóm innym więźniom będącym w jej celi.

-Poważnie! - zawołali jednocześnie lis i królik.

Dla wszystkich to był szok, a dla Bogo powód do większej frustracji dla już i tak ostatnimi czasy nerwowego komendanta.

-Czyli co? Porwanie było kolejną dywersją? - chciała się upewnić Judy.

-Wątpliwe. To raczej sprawy nie powiązane. - zaprzeczył Nick – Jednak ktoś umiejętnie wykorzystał to całe zamieszanie. Innymi słowy to dopiero początek naszych problemów.

-Nie da się ukryć Bajer, że masz rację. - zgodził się Bogo – Tak. To dopiero początek.

-Judy powinnaś szczególnie uważać. - powiedział Bajer do swej partnerki – Obłoczek chowa do ciebie szczególną urazę, więc może być na ciebie szczególnie cięta. Dołóż do tego Tinę i masz gotowe podwójne kłopoty.

-Nie boję się! - rzekła bojowo - Co by się nie działo poradzimy sobie i sprawimy by tego zła mniej było na świecie.

-Oby tylko ten bojowy nastrój nie zaprowadził cię na cmentarz. - uspokajał jej zapał Bogo.

-Szefie! Tego nie musi się pan obawiać. - odparła optymistycznie.

Bogo odpowiedział jej tylko wymuszonym uśmiechem. Po czym biorąc ze sobą Nicka, by coś przegadać udał się w swoją stronę.

Króliczka tymczasem została sama i patrząc w rozgwieżdżone niebo skwitowała całą powstałą sytuację jednym zdaniem:

-No nieźle!

Tymczasem obserwująca wszystko z ukrycia kuzynka Nicka przysięgała zemstę za zniweczenie jej planu.

-Uważaj króliczku! Jeszcze się zatrzęsiesz. Pożałujesz, że weszłaś mi w drogę.

Po tych pełnych nienawiści słowach ulotniła się ze swej kryjówki i rozpłynęła w mroku nocy.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz