Kronikarz56

Opowiadanie Jana Kronikarza

28 postów w tym temacie

Zwierzogród - Wspomnień czar

 

- Zwierzogród! Jedyne miasto na całym świecie, gdzie drapieżniki i ich dawne, potencjalne ofiary żyją ze sobą w wielkiej harmonii. Jedyne miejsce, gdzie praktycznie wszystko jest możliwe i gdzie każdy może zostać tym, kim tylko zechce, jeśli tylko ma dość odwagi, aby walczyć o swoje. Jedyne miejsce, w którym nawet mały, głupi królik i duży, szczwany lis mogą ze sobą współpracować jako policjanci i walczyć w służbie sprawiedliwości, choć to się wydaje na pozór tak śmieszne, że aż niemożliwe.

Nick Bajer powoli opuścił z nosa przeciwsłoneczne okulary i spojrzał zadziornym wzrokiem na swoją partnerkę z policji, króliczkę Judy Hops.

- Prawda, że tak właśnie to wygląda?

Judy załamana opuściła gazetę, którą właśnie czytała i spojrzała na lisa z irytacją.

- Nick, proszę cię! Czy ty zawsze musisz szukać powodów do tego, aby mnie prowokować?

- Wybacz, Karotko, ale taki już jestem. Mówiłem ci to na pierwszym naszym spotkaniu, pamiętasz? Jestem zimny drań.

- Tak? Więc uważaj, bo jak ja ci pokażę gorącą i złą królicę w akcji, to będziesz zbierał strzępki swego futra z całego pociągu.

Nick parsknął śmiechem i przysunął pyszczek w kierunku króliczki.

- Ty wiesz, że mnie kochasz, prawda?

Judy zrobiła zadziorną minę.

- Czy ja to wiem? Niech pomyślę... Tak! Wiem to! Ale nie pozwalaj sobie zbyt wiele, misiu-pysiu, bo twoja kita wyląduje na pchlim targu i sama osobiście sprzedam ją Danemu Łasicy.

- On handluje płytami z pirackimi kopiami filmów, a nie futrem z lisów.

- Może się przerzucić na coś innego.

- Poważnie? Ciekawe, co by powiedział na futerko z królika.

Oboje spojrzeli na siebie zadziornie, po czym parsknęli śmiechem. Znali się już zbyt długo, aby móc się na siebie złościć o takie żarty. Można by nawet powiedzieć, że one weszły im w nawyk tak mocno, że zastępowali nimi takie wyznania jak „ bardzo cię lubię“.

- Nick, proszę cię. Tylko naprawdę nie wyskakuj z tymi swoimi żartami przy moich rodzicach, dobrze? To są porządne króliki, a do tego bardzo poważne w okolicy, choć też nieco zwariowane, a już zwłaszcza ojciec. A propos mego ojca... Pod żadnym pozorem nie graj z nim w bierki.

- Dlaczego?

- Bo jak on zacznie w nie grać, to nie da ci odejść ze stołu póki nie wygra. A on nigdy nie wygrywa w bierki, więc sam rozumiesz.

- Spokojnie, Marchewa! Już ja coś wymyślę, by się od tego wymigać.

- To dobrze, bo chodzi tu o twoje dobro.

W chwili, gdy toczyła się ta rozmowa Judy i Nick jechali właśnie pociągiem w kierunku miasteczka Szarakówko, skąd pochodziła panna Hops. Króliczka niedawno otrzymała prośbę od swoich rodziców, którzy bardzo chcieli, aby odwiedziła ich z okazji urodzin jej ojca, pana Stu Hopsa, właściciela bardzo dobrze prosperującego warzywniaka.

- Oczywiście nie przyjedź sama, kochanie - powiedziała pani Bonnie Hops, matka Judy i żona Stu, kiedy rozmawiała z córką przez smartfona kilka dni temu - Przywieź ze sobą swojego chłopaka, tego uroczego liska Nicka.

- Mamo! Ile razy mam ci jeszcze powtarzać?! To nie jest mój chłopak! - jęknęła załamanym głosem Judy.

Oczywiście Bonnie miała na ten temat inne zdanie.

- Ależ naturalnie, kochanie. Wiele razy mówiłaś mi, że jesteście tylko przyjaciółmi, ale ja swoje wiem.

- A niby co wiesz?

- Wszystko, kochanie. Przede wszystkim to, jaka jesteś. Przede mną nie musisz udawać. Ja rozumiem, jesteście innego gatunku, więc ukrywacie to, co zaczynacie do siebie czuć. Ukrywacie to przed wszystkim, nawet przed sobą, ale prawda jest taka, że w końcu to wyjdzie na jaw i nie będziecie już mogli z tym walczyć.

- Mamo, ja...

- Kochanie... Ja wiem, co mówię i wiem, że tak właśnie będzie.

- A niby skąd to wiesz?

- Kochanie, przecież tyle nam o nim opowiadałaś i zawsze w sposób tak ciepły i przyjemny, że po prostu musicie coś do siebie czuć.

- Owszem, mamo... Czujemy do siebie przyjaźń i nic poza tym.

Bonnie Hops pokiwała głową z lekkim politowaniem.

- Dobrze, kochanie, niech ci będzie, ale w razie czego mi powiesz, prawda?

- Co powiem?

- No wiesz... że ty i on... Że wy dwoje...

Judy załamana opadła głową na biurko, przy którym siedziała podczas prowadzenia tej rozmowy.

- Mamo! Powtarzam ci ostatni raz! Nie jesteśmy parą i nie będziemy!

- Spokojnie, kochanie. Nie unoś się tak - powiedziała Bonnie Hops, wciąż się uśmiechając - Po prostu przywieź ze sobą tego uroczego liska na urodziny taty. Chcemy go koniecznie z tatą poznać. Twoi bracia i siostry także tego chcą.

Policjantka wyobraziła sobie właśnie, jak jej rodzeństwo składające się z 270 uroczych króliczków rzuca się na Nicka i zaczyna swoje zwariowane harce. Uznała, że dla samego takiego widoku już warto lisa zabrać ze sobą, dlatego właśnie przekazała swemu przyjacielowi zaproszenie na przyjęcie urodzinowe, choć oczywiście nie uprzedziła go przy tym, jak liczną ma rodzinę uważając, że to będzie z jej strony mała zemsta za te jego docinki, które często wymierzał w jej stronę.

Właśnie z powodu zaproszenia na przyjęcie urodzinowe oboje jechali właśnie pociągiem do miasteczka Szarakówko, a przy okazji panna Hops wspominała, jak poznała Bajera. To miało miejsce prawie dwa lata temu. Przybyła tutaj ze swej zabitej dechami dziury (jak to niektórzy mieszkańcy Zwierzogrodu nazywali miejsce pochodzenia króliczki) do stolicy wielkiego świata, mając przy sobie swoją największą chlubę, czyli dyplom ukończenia akademii policyjnej z wyróżnieniem. Ponieważ nie miała partnera, a prócz tego była nowa, to dostała za zadanie pilnowania parkometrów. Jednak przypadek sprawił, iż stała się świadkiem lamentów pani Wydralskiej, której zaginął mąż. Ponieważ policja nie umiała go odnaleźć, to Judy postanowiła wziąć sprawy we własne ręce i odnaleźć Emila Wydralskiego. Szef policji, bawół Bogo podszedł do tego pomysłu o wiele gorzej niż negatywnie, ale ostatecznie wyraził na niego zgodę, ponieważ ten koncept spodobał się wiceburmistrz Jagnie Obłoczek, która odwiedziła posterunek policji w chwili, gdy Judy zgłosiła się na ochotnika, by poprowadzić śledztwo. Bogo nie chciał się narażać pani wiceburmistrz i jej przełożonym, więc ustąpił, ale dał Judy 48 godzin będąc pewnym, że nie wykona ona tego zadania, a on będzie mógł ją zwolnić za niesubordynację. Judy doskonale zdawała sobie z tego sprawę, więc rozpoczęła poszukiwania wciągając w nie poznanego dzień wcześniej Nicka Bajera, miejscowego cwaniaczka, który ponoć znał wszystkich w tym mieście. Nick początkowo nie chciał się wcale zgodzić na pomaganie policjantce, jednakże Judy zaszantażowała go nagraniem jego słów, gdy chwalił się on jej swoimi zyskami z nielegalnej działalności, od której rzecz jasna nie odprowadzał podatków. Lis chcąc nie chcąc musiał więc, aby odzyskać to nagranie i nie iść za kratki, współpracować z panną Hops. Choć początkowo oboje robili sobie na złość, to jednak dość szybko się zorientowali, że stanowią bardzo zgrany duet, zaś ich współpraca przyniosła efekty, gdyż pan Emil Wydralski został odnaleziony, choć niestety kompletnie zdziczały. Judy i Nick zyskali sobie swoim śledztwem szacunek pana Bogo i miejscowych polityków, ale niestety wyszło na jaw, że przypadek pana Wydralskiego nie jest jedyny, a wszystko wskazywało na to, iż ma być ich więcej. Każdy przypadek zdziczenia dotyczył tylko i wyłącznie drapieżników. Gdy Judy publicznie przyznała przed kamerami, że dziczenie zwierząt dotyczy tylko drapieżników i może mieć przyczynę w ich genach niechcący sprawiła, że w mieście wybuchła panika i niechęć wobec drapieżców, a prócz tego obraziła Nicka Bajera, który jako lis także był drapieżnikiem. Urażony Nick zerwał znajomość z Judy, zaś ta załamana porzuciła pracę w policji czując, że zawiodła na całej linii. Jednak, gdy się już poddała nagle odkryła przyczynę tego całego zamieszania - były nimi pewne kwiatki, które ktoś wykorzystywał do zdziczenia drapieżników oraz wywoływania paniki w mieście, z czego chciał wyciągnąć korzyści dla siebie. Judy postanowiła zakończyć tę sprawę i poprosiła o pomoc Nicka, który mimo urazy, jaką do niej żywił pomógł króliczce, a nawet ocalił jej życie. Dzięki temu sprawca tej zawieruchy został złapany, drapieżniki wyleczone, do miasta powrócił spokój, a Judy zarekomendowała Nicka do policji, po czym oboje zostali partnerami. W ciągu dziewięciu miesięcy Bajer ukończył akademię policyjną i został policjantem, a do tego zaczął też współpracować z Judy.

Od chwili, gdy lis został gliną minął już cały rok, a on i jego królicza przyjaciółka rozwiązali już kilka naprawdę poważnych spraw, po których zostali awansowani do stopnia sierżanta, co przynosiło im wielką chlubę. A teraz jechali zająć się nie mniej poważną sprawą niż śledztwa, jakie wcześniej prowadzili. Sprawą to było kupienie prezentów dla pana Hopsa. Judy znała swego ojca, więc doskonale wiedziała, co mu kupić, Nick jednak nie miał o tym bladego pojęcia, dlatego polegał w tej sprawie na swojej partnerce. Kiedy już oboje nabyli odpowiednie przedmioty, to wsiedli do pociągu i ruszyli w drogę, korzystając z urlopu, jaki otrzymali od swego szefa, pana Bogo. Bawół sprawiał co prawda wrażenie twardziela, którego proszenie o cokolwiek może skończyć się zwolnieniem z pracy, jednak tak naprawdę miał wrażliwe i dobre serce, a nie okazywał tego jedynie dlatego, iż dbał o swoją renomę w pracy. Poza tym wyraźnie uwielbiał Nicka i Judy, choć udawał, że jest inaczej. Ostatecznie to ich działalność doprowadziła do ocalenia miasta, a prócz tego rozwiązali już kilka naprawdę zagadkowych spraw, choć złamali przy tym parę przepisów, ale kto by się tam tym przejmował, skoro zawsze byli skuteczni, a niecałe dwa tygodnie temu sam burmistrz, lew Lewin Grzywalski odznaczył ich za złapanie szajki handlarzy bronią. Jednym słowem, byli oni najbardziej skutecznymi policjantami swoich czasów, a ich znajomości w półświatku (choćby ze słynnym mafioso ryjówką Panem Be, którego córka Fru Fru uwielbiała Judy Hops za to, że ta kiedyś ocaliła jej życie) przydawały się wtedy, kiedy trzeba było złapać jakiegoś wyjątkowo groźnego drania. Z tych właśnie powodów Bogo miał wszelkie powody, aby uwielbiać Judy i Nicka, choć oczywiście udawał, że denerwuje go ich zachowanie, jak również wręcz lekceważący stosunek do przepisów policyjnych. Ale cóż... Taką miał naturę i za to między innymi wszyscy go uwielbiali.

- Wiesz... Jak wrócimy to musimy kiedyś wpaść w odwiedziny do naszej małej chrześniaczki - powiedziała Judy.

Mówiła oczywiście o swojej imienniczce, małej ryjóweczce, córce pani Fru Fru i wnuczce mafiosa Pana Be. Cała rodzina Pana Be miała wobec Judy Hops ogromny dług wdzięczności za to, że ta ocaliła niegdyś Fru Fru, a ponieważ Pan Be mimo swoich niezbyt przyjemnych interesów był osobą pełną honoru i szanował długi wdzięczności, wpisał Nicka i Judy na listę przyjaciół rodziny, którzy zawsze mogą liczyć na jego pomoc. Fru Fru z kolei mianowała Judy matką chrzestną swego dziecka, któremu nadała imię panny Hops. Ponieważ jednak brakowało kandydata na ojca chrzestnego dla małej ryjóweczki, to został nim Nick pomimo tego, iż kiedyś Pan Be go nie cierpiał za to, iż Bajer sprzedał mu pewien zabytkowy gobelin, który okazał się być ręcznie utkany z futra skunksa... z pupy. Z tego też powodu, kiedy Nick i Judy szukali pana Wydralskiego i wpadli w ręce Pana Be, ten chciał ich utopić w lodowatej rzece, ale przeszkodziła mu w tym Fru Fru, która poznała Judy jako swoją wybawicielkę, więc Pan Be ułaskawił ich oboje i mianował przyjaciółmi rodziny, a jego informacje okazały się być niezbędne do rozwiązania sprawy Emila Wydralskiego. Od tego czasu relacje Nicka i Judy z Panem Be były znacznie lepsze. Co prawda Bajer nie bardzo palił się do tego, aby zostawać ojcem chrzestnym wnuczki mafiosa, ale ostatecznie zgodził się na to uważając, że odmowa może go zbyt wiele kosztować, a prócz tego nikt jeszcze nie obdarzył go tak wielkim zaufaniem (nie licząc Judy Hops oczywiście), także ostatecznie wyraził swoją zgodę i stał się razem ze swoją partnerką nieformalnie członkiem wielkiej rodziny Pana Be, a jej członkowie cieszyli się nie tylko szacunkiem, ale także przywilejem wynikającym z zasady, że kto ich skrzywdzi, narazi się reszcie klanu. Z tego też względu wszyscy przestępcy (przynajmniej ci mający rozum) woleli z nimi nie zadzierać.

- Tak, masz rację. Trzeba by ją odwiedzić - powiedział Nick wesołym tonem - Mała Judy rośnie jak na drożdżach. Ciekawe, czy obejmie kiedyś imperium mafijne po swoim dziadku?

- Trudno powiedzieć. Kobiety rzadko dziedziczą takie rzeczy - rzekła Judy - Ja bym wolała, aby zajęła się uczciwą działalnością jak ty czy ja.

- Masz rację. W końcu gangsterów mamy dość na tym świecie.

- Pierwszy raz coś mądrze powiedziałeś, ty szczwany lisie.

- Może pierwszy, ale na pewno nie ostatni, głupi króliku.

Oboje zachichotali czując, że między nimi panuje taka więź, której nic nie jest w stanie zniszczyć.

Następnie Judy założyła sobie na uszy słuchawki i włączyła w swoim smartfonie piosenkę Gazeli. Jej słowa szły tak:

 

Niech mówią, co chcą,

Ja będę wierną snom.

I dążyć będę do

Spełnienia ich.

Być może to błąd,

Lecz ja wiem, że tylko to,

Nada życiu mojemu

Jakiś sens.

Nie będzie łatwo,

Ja dobrze to wiem.

Pewnie się potknę

Ból czeka mnie.

Lecz...

 

Nie poddam się,

Mnie nie złamie nic!

Szczęście przecież jest,

Tym, po co warto żyć!

Marzenia są w nas,

Więc trzeba się o nie bić,

Bo tylko walcząc

Możesz górą być.

 

Nie poddam się,

Choć porażek moc

Czeka jeszcze mnie.

Bić z losem będę się.

Wiadomo, że ptak

Nie wzniesie się aż do gwiazd

Póki nie spadnie w dół

Chociażby raz.

 

Nie bój się chcieć!

Nie bój się chcieć!

Nie bój się chcieć!

 

Potknęłam się znów

Na samej mecie - cóż...

To czeka mnie znowu bieg

Po szczęście swe.

Choć biedny mój nos

Ląduje wciąż w błocie, to

Jeszcze uśmiechnie kiedyś się

Do mnie los.

 

Nie poddam się!

Mnie nie złamie nic!

Wzniosę w górę się,

Bo właśnie tak chcę żyć!

Marzenia są w nas!

Porażka zaś zwykła rzecz.

Kto się jej boi, ten

Przegranym jest.

 

Nie poddam się,

Choć utrudnień sto

W życiu czeka mnie.

Ja nie boję się!

Marzenia są w nas!

Odważnie więc walczmy, by

Życie nam spełnić

Mogło nasze sny.

 

Spójrz, jak daleko

Zaszedłeś dziś.

Meta już blisko,

Więc naprzód idź

Żeby być kimś.

 

Nie bój się chcieć!

Chciej lepszym być!

Walcz, by być kimś!

Nie bój się chcieć!

 

***

 

Nick i Judy dojechali pociągiem na dworzec, gdzie czekali już na nich państwo Hops oraz ich 270 potomków. Wszyscy bardzo radośnie uścisnęli policjantkę, a potem przywitali jej partnera, o którym tak wiele dobrego już słyszeli. Nick odwdzięczył się za to przyjemne powitanie wykazując się jak najbardziej wyszukanymi manierami.

- Miło mi państwa poznać - powiedział z szacunkiem - Judy bardzo wiele mi o państwu opowiadała. A przy okazji... Panie Hops... Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.

Królik wzruszył się, ocierając sobie łzy z oczu.

- Och, to najpiękniejsze słowa, jakie kiedykolwiek usłyszałem od lisa! - rzekł wzruszonym tonem.

- Miło nam cię poznać, Nick - powiedziała pani Bonnie Hops - Wiele o tobie słyszeliśmy od Judy. Dzieciaki bardzo chciały cię poznać.

- Właśnie! Nick, opowiesz nam o tym, jak rozwiązaliście sprawę pana Wydralskiego?! - zawołały chórem dzieciaki.

- Proszę was, dzieci! Nie teraz! - jęknęła mama Judy - Ech, te dzieciaki. Z nimi czasami naprawdę jest urwanie głowy. Ale wy pewnie jeszcze nic o tym nie wiecie, prawda?

- No, póki co jeszcze nie - zaśmiała się panna Hops, po czym syknęła: - Mamo, proszę cię...

- No co? Jest całkiem przystojny - odparła jej cicho Bonnie.

- Przecież ci już mówiłam... To tylko mój przyjaciel.

- Jasne, skarbie. Wiesz... My z twoim ojcem też długo byliśmy tylko przyjaciółmi, a potem nagle buch! Jak trafiła nas strzała Amora, to już nie mieliśmy szans się obronić i zostaliśmy parą. Tak to już jest, kochanie, gdy się zakochasz. Miłość rośnie wokół w spokojną, jasną noc.

- Mamo! Błagam cię!

- No dobrze, już dobrze... Ale w razie czego mnie uprzedzisz, żebym mogła wam upiec tort weselny?

Judy załamana zasłoniła sobie oczy dłonią. Czuła, że z matką w żadnym razie nie wygra i prędzej czy później będzie musiała dla świętego spokoju przyznać, iż Nick jest jej chłopakiem. W gruncie rzeczy nawet nie byłoby to chyba takie złe. W końcu nie znała drugiego faceta, który by tyle dla niej zrobił i jej pomagał zawsze tam, gdzie ona potrzebowała wsparcia. Poza tym jej mama w jednym miała rację - Nick był całkiem przystojny (oczywiście na tyle, na ile przystojny może być rudy lis).

- Dobra, kochani! Zbierajmy się do domu, bo jeszcze mamy trochę do roboty w związku z urodzinami! - zawołała Bonnie Hops.

Wszyscy ruszyli więc w kierunku swego celu, śmiejąc się przy tym i ciesząc na myśl o przyjęciu, jakie ich czeka. Nagle Judy poczuła, że coś jest nie tak. Spojrzała za siebie i zobaczyła wówczas Nicka stojącego wciąż w miejscu. Zaintrygowana podeszła do niego.

- Coś się stało? - spytała.

- Nie, nic - rzekł smutno lis - Tylko wiesz... Dziwnie się czuję.

- Dlaczego?

- Widzisz... Nigdy nie widziałem...

- Czego? Takiej zwariowanej rodzinki?

- Nie... Tak kochającej się i zwariowanej rodzinki. Widać wyraźnie, że wszyscy się kochacie, a prócz tego możecie na siebie liczyć. Ja nigdy tak nie miałem i właściwie to nie wiem, czy pasuję do takiego towarzystwa.

- Och, weź już przestań, Nick! Będzie super! - zawołała Judy, łapiąc go za prawą łapkę - Przecież ja będę tam z tobą. A nawet jak palniesz jakąś gafę, to nic się nie przejmuj. Za parę dni o tym zapomną. Tacy już oni są.

Nick wciąż miał wątpliwości, więc Judy ścisnęła jego dłoń.

- Słuchaj, lisku... Nigdzie bez ciebie nie idę. Jasne?

Bajer popatrzył na przyjaciółkę, a jego pyszczek po chwili rozjaśnił radosny uśmiech.

- No dobrze, Karotko. Idziemy...

 

***

 

Przed rozpoczęciem przyjęcia Nick Bajer pomagał Stu Hopsowi w kilku męskich zajęciach, z kolei Judy razem z mamą w kuchni kończyły piec ciasteczka dla gości, którzy mieli już niedługo przyjść. Oczywiście Bonnie nie omieszkała wypytać córki o wszystko, co dotyczyło Nicka. Szczególnie chciała wiedzieć, z jakiej jest rodziny i czy Judy poznała już jego rodziców.

- Nie poznałam ich i raczej nie poznam - powiedziała króliczka.

- A to niby czemu? - spytała pani Hops.

- Ojciec Nicka porzucił żonę z dzieckiem i wyjechał w świat szukać przygód - rzekła smutnym głosem Judy - Jego matka zaś żyła skromnie, niekiedy z trudem wiążąc koniec z końcem, bo drań nawet alimentów nie płacił. Mimo wszystko kochała syna i dbała o niego. Gdy zmarła Nick miał trzynaście lat. Zaopiekował się nim wtedy kumpel jego ojca, Feniek, kumpel jego ojca, miejscowy matacz i oszust. Zajął się Nickiem jak własnym synem i nauczył go żyć na ulicy, gdzie tylko cwany może przetrwać. Feniek, podobnie jak Nick, nie jest zły, tylko po prostu przywykł do takiego życia, jakie wiedzie. Ale na szczęście Nicka zdołałam z tego wyciągnąć i wyszedł na prostą, choć prawdę mówiąc stracił on już wiarę w to, że kiedykolwiek będzie inaczej.

- Ale ty nie straciłaś i mu pomogłaś - powiedziała wzruszonym głosem Bonnie Hops.

- Tak, mamo... Ale o mały włos, a straciłabym jego przyjaźń na zawsze.

- Cóż, kochanie... Wszyscy popełniamy błędy. Jako dziecko też kiedyś raz taki popełniłaś, a mimo to zyskałaś przyjaciela... Choć wielka szkoda, że potem nie miałaś już z nim kontaktu.

Judy spojrzała na matkę uważnie.

- O czym ty mówisz, mamo?

- Jak to, nie pamiętasz? Miałaś wtedy dziesięć lat i pojechałaś cioci Audrey. Obok niej mieszkała pewna lisica z synkiem. Początkowo strasznie go nie lubiłaś, a potem się z nim zaprzyjaźniłaś. Już zapomniałaś?

Judy nagle zaczęła sobie coś przypominać. Rzeczywiście, taka historia miała miejsce naprawdę. Wtedy ona też popełniła pewną gafę, która jednak została naprawiona, choć niewiele brakowało, aby było inaczej.

 

***

 

Dziesięcioletnia Judy Hops pojechała na wakacje do swej cioci, siostry Bonnie Hops. Króliczyca mieszkała na wsi niedaleko Zwierzogrodu i dawno nie widziała swej siostrzenicy, więc tym bardziej przywitała ją z prawdziwą radością.

- Witaj, kochanie! - zawołała, obejmując mocno do siebie Judy - Tak dawno cię nie widziałam! Mam nadzieję, że będziesz się tu dobrze bawić.

- Na pewno, ciociu! - odparła bojowym tonem jej chrześniaczka - I aresztuję każdego, kto spróbuje łamać prawo!

Króliczka miała na sobie strój policjantki, z którym ostatnio się nie rozstawała. W swoich rodzinnych stronach przebywając z innymi dziećmi opowiadała im (podobnie jak też ich rodzicom), że gdy tylko dorośnie, to zostanie policjantką, pierwszym królikiem policjantem w Zwierzogrodzie. Rodzice Judy wcale nie popierali tych planów, natomiast ciocia Audrey była nimi wręcz zachwycona, dlatego właśnie zaprosiła dziewczynkę do siebie, aby spędzić z nią trochę czasu i zachęcić, aby dalej dążyła do realizacji swoich marzeń.

- Mam tylko nadzieję, że nie trafi ci się tu wielu aresztantów - zaśmiała się królica - Naprawdę wspaniale wyglądasz w tym kostiumie, wiesz?

- Wiem, ciociu - zachichotała Judy - A czy są tutaj jacyś przestępcy do złapania?

- Raczej niewielu, ale zawsze możesz spróbować sama znaleźć kilku.

Judy strasznie się ten pomysł spodobał.

- Oczywiście, ciociu! - zawołała radośnie, podskakując w górę - Będę łapać złodziei i żaden mi się nie wymknie!

Ciocia Audrey pogłaskała ją delikatnie po głowie.

- Spokojnie, kochanie. Ale musisz coś zjeść, bo inaczej nie będziesz mogła niczego złapać nie mając siły.

Królica zaprowadziła swoją siostrzenicę do domu i nakarmiła ją, po czym pozwoliła jej biegać po okolicy. Mała Judy radośnie zapoznała się z cała okolicą podziwiając ją oraz uznając, że jest ona po prostu wspaniała i na pewno będzie jej się tu dobrze spędzało czas.

Miejscowe dzieciaki dość szybko zauważyły nową koleżankę i kiedy tylko miały ku temu okazję, to przyszły się z nią przywitać.

- Witamy! - powiedział serdecznie pewien mały bóbr - Nazywam się George Bobrosław. A ty?

- Jestem Judy Hops - odparła wesoło dziewczynka.

- Ale masz fajny kostium policjantki! - pisnęła zachwycona mała panna renifer - Jestem Amelia.

- Jack - przywitał się mały hipopotam.

- Bob - dodał słonik.

- Bella - pisnęła wiewiórka.

- Maggie - zakończyła prezentację myszka.

Dzieciaki dość szybko się ze sobą zakolegowały, po czym zaczęły bawić się ze sobą w policjantów i złodziei, a właściwie tylko w policjantkę i złodziei, ponieważ to Judy goniła wszystkie dzieci, a one przed nią uciekały ile sił w nogach, jednak zwinna oraz bardzo szybka panienka Hops dogoniła bez trudu wszystkich uciekinierów. Podczas zabawy śmiała się do rozpuku, krzycząc przy tym bojowo:

- Widzicie?! Jestem pierwszą policjantką królikiem!

Nagle wpadła na kogoś tak mocno, że aż przewróciła się na ziemię.

- Hej! Możesz uważać, jak chodzisz?! - jęknął ktoś.

- Przepraszam, ja...

Judy nie dokończyła swej wypowiedzi, ponieważ nagle zauważyła, że właśnie stoi przed nią nastoletni lis niewiele starszy od niej, ubrany w żółtą podkoszulkę i niebieskie spodenki. Dzieciaki podbiegły do Judy pytając:

- Co się stało?

Gdy zobaczyli, na kogo ona wpadła, pisnęły, zaś bóbr George zawołał:

- Hej! Odczep się od niej, jasne?!

- No właśnie! Co będziesz się czepiał naszej nowej koleżanki, co?! - dodały inne dzieciaki.

Lisek miał bardzo zasmuconą minę, a wręcz nawet przerażoną, kiedy dzieci zaczęły na niego krzyczeć.

- Ale ja jej nic...

- CO?! Guza szukasz, co?! No, dalej! Śmiało! Chodź! Zobaczymy, czy w pięści jesteś równie mocny, co w straszeniu innych! - wołał bóbr, nie dając mu dojść do słowa - Jazda! Śmiało! Spróbuj się! Zobaczymy, czy dasz mi radę!

Mały lis chciał coś dzieciakom wyjaśnić, ale szybko zrozumiał, że to bezcelowe i odszedł, aby nie dostać łupnia od innych.

- Tak! Wynoś się i nie wracaj tu więcej! Nie chcemy cię tutaj! - zaczęły krzyczeć dzieciaki.

- Kto to jest? - spytała Judy.

- To syn tej lisicy z sąsiedztwa - wyjaśnił George - Głupek jeden. Chciał się z nami bawić, ale nie z nami te numery.

- Właśnie! - pisnęła myszka - Wszyscy wiedzą, że lisy to oszuści i nie można im ufać! Jeszcze by nas pozjadał!

Panienka Hops patrzyła w miejsce, w które odchodził mały lisek, po czym poprawiła sobie czapeczkę policjantki na głowie.

- Nie bójcie się! Jeśli spróbuje was zjeść, ja was obronię!

 

***

 

Minęło kilka dni od tego incydentu, a lisek nie pojawił się w okolicy, więc wszystkie dzieciaki uznały, że mają z nim spokój i najspokojniej w świecie bawiły się wesoło razem z Judy, która wyraźnie królowała w każdej zabawie, a jej mały mundur policjantki budził powszechny szacunek oraz zachwyt. Dzieci bawiły się z nią znakomicie nie myśląc o nieprzyjemnym incydencie, jaki miał miejsce niedawno. Wszystko się jednak zmieniło w chwili, gdy pewnego dnia zaczęły ginąć dzieciom ich zabawki. Wystarczyło, że jakieś dziecko odłożyło na je bok, odwróciło na chwilę wzrok, a już zabawka znikała. Nikt nie miał pojęcia co tu się dzieje, ale też wszystkie dzieci doskonale wiedziały, kto za tym stoi.

- To ten wredny lis nam je kradnie, bo nie chcemy się z nimi bawić! - zawołał George - To wszystko jego sprawka!

Inne dzieciaki były tego samego zdania. Judy nie wiedziała do końca, co ma o tym sądzić, ale skoro zabawki ginęły, to niewątpliwie winny temu musiał być lis. Przecież wiadomo, jakie są lisy: cwane, wredne, przebiegłe, a do tego wszyscy chyba wiedzą, że każdy lis to złodziej... Nikt chyba nigdy nie słyszał o lisie będącym uczciwym obywatelem.

Po przemyśleniu sobie na spokojnie tej sprawy Judy doszła do właśnie takich wniosków i poszła więc z innymi dziećmi pod dom liska żądając, aby on wyszedł z domu i oddał im zabawki. Dla pewności, że ten ich posłucha, wezwali też miejscową policjantkę, która była bardzo sympatyczną świnką w stopniu sierżanta.

- O co chodzi, kochani? - spytała funkcjonariuszka.

- Ten lis, który mieszka w tym domu, ukradł nam zabawki! - zawołała Belle.

- Niech pani mu powie, żeby je nam oddał! - dodała płaczliwym tonem Maggie.

Policjantka pomyślała przez chwilę, gdy usłyszała słowa dzieci.

- Kochani, to jest bardzo poważne oskarżenie. Czy jesteście go pewni?

- TAK! - zawołały chórem dzieci.

- Pomogę go pani aresztować! - dodała bojowo Judy.

Funkcjonariuszka spojrzała na króliczkę w policyjnym mundurze i uśmiechnęła się czule, po czym pogłaskała ją czule po głowie.

- Spokojnie, kochanie. Myślę, że obejdę się bez pomocy.

Chwilę później zapukała ona do drzwi, w których stanęła lisica w zielonej sukience.

- O! Pani sierżant! O co chodzi?

- Proszę pani... Przepraszam, że pani przeszkadzam, ale.. Chodzi o to, że zachodzi takie podejrzenie, iż pani syn ukradł zabawki miejscowym dzieciakom i... przyszłam to sprawdzić.

Lisica była oburzona, kiedy to usłyszała. Załamana spojrzała na bardzo rozjuszoną dzieciarnię i zawołała:

- Co?! Co wy wygadujecie, dzieci?! Mój syn nikogo nie okradł! To musi być jakaś pomyłka!

Maluchy miały jednak nieco inne zdanie w tej sprawie:

- On zabrał nam zabawki!

- To zwykły złodziej i tyle!

- Chcemy swoje zabawki!

Judy wystąpiła naprzód.

- Proszę pani... Powinna pani przeszukać dom tej pani i sprawdzić, czy są tu skradzione zabawki.

Policjantka spojrzała na nią z lekkim uśmiechem.

- Spokojnie, moja droga. Ja wiem, co mam robić.

Następnie zwróciła się do lisicy oficjalnym, choć także w miarę jej możliwości delikatnym tonem:

- Czy pozwoli pani przeszukać dom, czy mam jechać po nakaz?

Lisica nie chciała problemów, dlatego też wpuściła policjantkę, jednak niczego nie znalazła, więc musiała wyjść i oznajmić to dzieciom, które były tym oburzone.

- Dobrze je ukrył, to je nie znalazła! - zawołał George.

- Złodziej! Wstrętny złodziej! - darły się dzieciaki.

Pani lis miała łzy w oczach, słysząc te oskarżenia.

- Przestańcie wreszcie! Paskudne dzieciaki! Dla was każdy lis, to zaraz złodziej! Wynoście się stąd, wszyscy!

Następnie zamknęła drzwi przed nosem rozwrzeszczanej dzieciarni, która jednak postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. A jak to zrobiła, o tym zaraz się dowiemy.

 

***

 

Kiedy następnego dnia mały lisek wyszedł po zakupy dla swojej mamy został osaczony przez grupę dzieciaków z Georgem i Judy na czele. Oboje mieli na pyszczkach wymalowane groźne miny, więc wyraźnie było widać, że nie żartują.

- Czego wy chcecie?! - zawołał lisek przerażony tym, co się dzieje.

- Gadaj, gdzie schowałeś nasze zabawki! - rozkazał mu bóbr.

- Ja niczego wam nie zabrałem! - krzyknął rudy i mały drapieżnik.

- Będziesz udawał idiotę, co?! - warknęła na niego mysz.

- Przecież on jest idiotą! - dodał złośliwie słonik.

- Nie takim do końca idiotą, skoro zabrał nam zabawki!

- Załatwić drania!

- Obedrzeć z futra!

- Niech gada, gdzie są nasze zabawki!

Lisek był przerażony, a Judy nie wiedziała, co ma o tym myśleć. Czy on naprawdę ukradł te zabawki? W końcu był lisem, więc oszustwa miał we krwi, ale może jednak był niewinny? Ostatecznie rewizja w jego domu niczego nie wykazała, choć oczywiście mógł je schować gdzie indziej. Ale przecież zawsze mógł okazać się czysty jak łza. A jeśli nawet jest inaczej, to może można go przekonać do rozmowy w inny sposób niż linczem?

- Czekajcie! - zawołała króliczka.

Rozwydrzony tłum natychmiast się uspokoił, a Judy powoli podeszła do liska, po czym przemówiła do niego delikatnie:

- Proszę... Powiedz nam, gdzie schowałeś zabrane moim przyjaciołom zabawki, a obiecuję, że damy ci spokój. Proszę... Powiedz, gdzie one są.

Lisek spojrzał na nią, a w jego oczach zamigotała złość.

- Nic wam nie zabrałem i nie zamierzam się do niczego przyznawać!

- Ale uparty! - warknął gniewnie George - Chyba musimy go zacząć torturować, żeby wyśpiewał co i jak!

Dzieciaki zaczęły powoli osaczać liska, który był coraz przerażony nie wiedząc, co ma zrobić. Jedynie króliczce w mundurze policjantki ten plan wydawał się zbyt okrutny, aby wcielić go w życiu.

- Czekajcie! Zostawcie tego lisa! Przecież tak tego nie można zrobić! - krzyczała oburzona Judy - Nie jesteśmy przestępcami! Nie możemy go bić!

- On jest przestępcą, więc zasługuje na manto - stwierdził Jack.

- Niech nam odda zabawki, to nie będziemy go bić - powiedział Bob.

Judy spojrzała błagalnie na liska. Nie chciała, aby dzieci go biły, ale jeżeli będą musieli wyciągnąć z niego prawdę w taki sposób... Nie! To zły sposób! Nie wolno tak! Nawet jeśli on jest winny, to nie tędy droga!

- Proszę cię... Powiedz, gdzie je schowałeś, a damy ci spokój - rzekła niemalże błagalnym tonem króliczka.

Lisek, zamiast spełnić jej prośbę, stracił wówczas cierpliwość.

- Wynoście się! Wszyscy! Wynocha stąd! Nic wam nie zabrałem!

Następnie wyszczerzył on groźnie swe zęby, zaś dzieciaki przerażone odskoczyły szybko od niego, po czym rzuciły się do ucieczki. Już po chwili ich nie było, a na placu boju została tylko Judy cała przerażona, że lisek zaraz ją zje. Ten jednak tylko się uspokoił, spojrzał na nią i powiedział:

- Dobra... Odejdź już. Wracaj do nich.

- A co z ich zabawkami? - spytała króliczka.

- Nie wziąłem ich. Ale jeśli jesteś taka ciekawa, gdzie one są, to radzę ci sprawdzić starą szopę w lesie. Wygląda nieco podejrzanie, co nie?

Następnie odszedł zostawiając króliczkę z jej własnymi myślami.

 

***

 

Judy długo myślała nad słowami lisa nie wiedząc, czy ma pójść za jego wskazówką, czy też nie. W końcu jednak postanowiła sprawdzić, czy ten rudy przechera mówi prawdę i czy w tej szopie być może znajduje się coś godnego uwagi. Dlatego też jeszcze tego samego dnia podczas zabawy, gdy bawiła się w chowanego postanowiła, a ona szukała postanowiła zamiast szukać przyjaciół zajrzeć do tej szopy.

Zakradła się tam więc po cichu, uważnie rozglądając się dookoła, bo chciała mieć pewność, że nikt jej nie obserwuje. Wiedziała doskonale, że jako policjantka musi być czujna, dlatego była w miarę swoich możliwości. Szła spokojnie w kierunku celu swojej wyprawy. Pewnie dzieciaki czekając, aż je znajdzie niecierpliwiły się w kryjówkach, jakie sobie wybrały. Trudno, jej sprawa była ważniejsza.

Króliczka powoli podeszła do szopy. Była ona sporych rozmiarów, a otaczała ją niemalże rzeka błota. Na drzwiach szopy zwykle znajdowała się kłódka, jednak na całe szczęście tym razem była ona odłożona na bok. Judy otworzyła więc powoli drzwi, a następnie delikatnie wsunęła się do środka. Następnie włączyła latarkę i zaczęła nią świecić po całym pomieszczeniu. Początkowo wydawało się jej, że nie ma tu nic poza narzędziami do pracy w ogródku, gdy nagle... Zauważyła coś. Podeszła do tego czegoś i przyjrzała mu się uważnie. Odkrycie, jakiego dokonała, było przerażające.

- To są zabawki! - pisnęła mała policjantka - Te same, które ukradziono dzieciom! A więc jednak lis je ukradł, bo przecież wiedział o szopie, a to znaczy...

Nagle ją coś tknęło. Nie, lis na pewno nie ukradł tych przedmiotów. Nie mógł tego zrobić, ponieważ szopa nie była jego i nie miał klucza do kłódki. Chociaż lisek był sprytny i na pewno mógł go jakoś zdobyć. Ale z drugiej strony po co miałby chować swój łup w szopie, która należała do kogoś innego? Poza tym jeszcze jedno. Wokół błota było pełno błota. Sama Judy wchodząc tutaj musiała w nie wdepnąć i zostawiła ślady na zewnątrz oraz odciski brudnych łapek w szopie. Jeśli zatem ktoś chciał tu wejść, nie mógłby nie zostawić śladów, a tu nie było nigdzie śladów lisa. Mógłby je wytrzeć, ale przed szopą na pewno by one zostały. Chyba, że też je starł. Nie, to niemożliwe. Na pewno w całości by ich nie starł.

Judy poświeciła sobie latarką po szopie i rozejrzała się dookoła. W pomieszczeniu tym były ślady z błota, ale nie należały do odcisków łapek lisa. Oprócz tych śladów, które sama zostawiła były jeszcze.

- Zaraz, chwileczkę - powiedziała do siebie Judy - To są przecież ślady...

- Znalazłem cię!

Króliczka odwróciła się przerażona i zauważyła bobra George’a, który patrzył na nią z groźną miną na pyszczku.

- Chyba to miejsce nie należy do naszej zabawy, prawda? - spytał.

Judy spojrzała na niego, po czym powiedziała:

- Słuchaj, znalazłam te zabawki, które nam ukradziono! Były właśnie tutaj!

- No proszę - rzekł ironicznie bóbr - To interesujące. Jak myślisz, kto je tu schował? W szopie mojego starego?

- To szopa twojego taty?

- Jak widzisz. I jak sądzisz? Kto je tu schował?

- Chyba nie ten lis... No, bo wiesz... Tu nie ma nigdzie odcisków jego łapek. A wokoło jest błoto. Musiałby zostawić ślady.

- Tak... Ciekawe, mów dalej - powiedział George, podchodząc do niej - I co jeszcze mi powiesz?

- Że... Że...

Judy spojrzała na stopy bobra. Były one całe od błota i zostawiały na podłodze szopy ślady. Takie same ślady, jak...

- To ty! Ty zabrałeś te wszystkie zabawki i zwaliłeś winę na lisa!

- Bystra jesteś, długoucha - zakpił sobie George - Nawet za bystra! Ale nic to nie pomoże!

- Co mi teraz niby zrobisz?! - jęknęła przerażona Judy.

Bóbr parsknął śmiechem, po czym przeszedł do wyjaśnień:

- A jak sądzisz? Zabiorę cię do innych dzieci i powiesz przed wszystkimi, że znalazłaś ze mną te zabawki i to lis je ukradł.

- Nie mogę powiedzieć tego, co jest nieprawdą!

- Poważnie?

George złapał ją mocno za uszy i podniósł wysoko w górę.

- Uważaj, marcheweczko! Nie biję nigdy dziewczyn, ale jeśli będziesz mi się stawiać, to...

- To co?! - zapytał jakiś bojowy głos.

Napastnik odwrócił się, by zobaczyć, kto do niego powiedział te słowa. Tym kimś był lisek stojący w drzwiach szopy.

- Zostaw ją, George!

- A co mi zrobisz, jeśli tego nie zrobię, głupi lisie?

- Ja nic. Za to ona ci zrobi kuku.

George zdziwił się i spojrzał na Judy, która w tej samej chwili uderzyła go mocno swoimi skokami prosto w nos, a następnie przewróciła na ziemię znokautowanego.

- Pryskamy! - zawołał lisek, łapiąc króliczkę za łapkę.

Następnie oboje rzucili się do ucieczki i zaczęli szybko biec przez las.

- Czemu mi pomagasz?! - spytała Judy.

- Muszę, w końcu sam cię tu przysłałem! - zawołał lisek - Wiedziałem, że pójdziesz do szopy. Musiałem cię pilnować.

- Skąd wiedziałeś, że tam pójdę?

- Chciałaś znaleźć zabawki, prawda?

- UHM.

- Więc ja ci w tym pomogłem.

- Ale skąd wiedziałeś, że on je tam trzyma?!

- Wczoraj wieczorem śledziłem go, żeby mu zrobić numer za to, że mnie oskarżył. Zobaczyłem wtedy, jak siedzi on w szopie i bawi się tymi zabawkami. Siedział tuż przy oknie, a ja siedziałem na drzewie i wszystko widziałem.

- Musimy iść na policję i powiedzieć, co widzieliśmy.

Nagle Judy się zatrzymała.

- O nie! Przecież nie możemy tam iść! Nie mamy żadnego dowodu, że to on ukradł! A on powie, że to my zrobiliśmy!

- A nie prawda! - zaśmiał się lisek.

Chwilę później zdjął z szyi schowany pod koszulką stary, choć jeszcze całkiem dobrze działający aparat fotograficzny.

- Siedząc na drzewie zrobiłem mu kilka zdjęć. Drzewo było blisko szopy, więc zdjęcia są bardzo wyraźnie, przynajmniej niektóre.

Judy parsknęła śmiechem.

- Och, ty cwaniaku! - zawołała radośnie, podskakując w górę.

- Taki już jestem, mała! - zaśmiał się lisek - A teraz chodźmy... Pani sierżant będzie zadowolona, gdy zobaczy zdjęcia.

 

***

 

Miał rację, pani sierżant świnka szybko wywołała zdjęcia i zobaczyła je dokładnie. Natychmiast pojechała do szopy i przeszukała ją dokładnie. Bez trudu znalazła tam zabawki, a na nich odciski palców bobra George’a. Dzieciak został natychmiast zabrany na posterunek policji, gdzie miał się wytłumaczyć z tego wszystkiego, co zrobił, natomiast lisek i Judy zostali ogłoszeni bohaterami, a pani sierżant złożyła im gratulacje.

Jednak króliczka nie czuła się bohaterem. Wręcz przeciwnie, było jej bardzo głupio, że tak łatwo uwierzyła w winę liska, więc postanowiła to naprawić. Poprosiła o pomoc ciocię, a potem razem upiekły piękne ciasto, które następnie zaniosła je do ich sąsiadki.

- Dzień dobry - powiedziała ciocia Audrey - Zastaliśmy pani syna?

- Nicholas! Ktoś do ciebie! - zawołała lisica.

Chwilę później w drzwiach stanął jej synek.

- Słucham? - spytał.

Ciocia popchnęła lekko Judy przed siebie, a ta zdjęła z głowy czapkę policjantki i powiedziała:

- Ja... Bo ja... Chciałam cię przeprosić, że niesłusznie cię oskarżyłam o kradzież tych zabawek. Wiem, że byłam głupia, że im uwierzyłam i pewnie teraz nie będziesz chciał mnie znać, ale... Może dasz się przeprosić? Razem z ciocią upiekłyśmy pyszne ciasto.

Lisek popatrzył na nią uważnie, po czym powąchał ciasto trzymane przez panią Audrey, a następnie spojrzał na Judy i powiedział:

- W porządku. Ja się nie gniewam. Tylko więcej tak nie rób.

- Obiecuję, nie będę.

Nagle króliczka przypomniała sobie, że oboje jeszcze się sobie nie przedstawili. Postanowiła szybko to naprawić.

- Jestem Judy Hops! - zawołała, podając mu łapkę na powitanie.

- Nick Bajer - powiedział lisek, z uśmiechem podając jej swoją łapkę.

Chwilę później Judy zachichotała radośnie i cmoknęła delikatnie liska w policzek. Ten się zarumienił, a króliczka miała powód do jeszcze większej radości.

- Och, jakie to urocze! - rzekła wzruszona ciocia Audrey.

- Racja, urocze - zgodziła się z nią pani Bajer - Ale nie stójcie tak. Wejdźcie, proszę.

Królica i jej siostrzenica skorzystały z zaproszenia, także już po chwili zaczęły się wspaniała uczta oraz radosna zabawa. Judy i Nick bawili się ze sobą w policjanta i złodzieja, przy czym na zmianę on był złodziejem, a ona policjantką, a potem znowu on był policjantem, a ona próbującym mu uciec złodziejaszkiem. Sądziła, że jako królik ma przewagę, jednak choć biegała szybko, to on i tak zawsze ją złapał, bo przecież był szczwanym lisem, a jako taki znał metody łapania króliczków.

- Jak oni uroczo razem wyglądają - powiedziała ciocia Audrey.

- Tak... Zróbmy im zdjęcie! - zaproponowała pani Bajer.

Ciotka Judy miała przy sobie aparat, którym natychmiast postanowiła zrobić fotografię dzieciakom. Z trudem ustawiła dwa energiczne zwierzaki przed obiektyw.

- Powiedzcie „MARCHEW“!

- MARCHEW! - zawołały dzieci, przytulając się lekko do siebie.

Po zrobieniu zdjęcia oboje wrócili do zabawy, aż w końcu nadszedł wieczór i musiały iść spać. Obiecały sobie jednak, że jutro znowu się oboje zobaczą.

- Dziękuję, że przyszłyście - powiedziała pani Bajer na pożegnanie królicy i jej siostrzenicy - Nick nie ma żadnych przyjaciół i jest całkiem sam na tym świecie. Cieszę się, że ma się z kim pobawić.

Judy pomachała łapką liskowi na pożegnanie, po czym wróciła z ciocią do domu. Tam zaś umyła zęby i poszła spać. Przedtem jednak jej opiekunka zawołała ją do telefonu. To dzwoniła panie Hops chcąca sprawdzić, co z jej córeczką. Judy oczywiście szybko pognała do telefonu i już na wstępie powiedziała:

- Wiesz co, mamo? Chyba właśnie znalazłam przyjaciela...

 

***

 

Judy powoli powróciła ze świata wspomnień, w których przed chwilą była. Nagle wszystko zaczęło mieć dla niej sens. To, że dała Nickowi szansę na lepsze mimo tego, iż ten na początku ich znajomości nie był dla niej zbyt miły. To, czemu nie dała sobie z nim spokój i mimo wszystko, choć parę razy podczas ich pierwszej wspólnej sprawy groziła mu, że go aresztuje, nigdy tego nie zrobiła. To, że zawsze się jej on wydawał jakiś dziwnie znajomy, choć nigdy nie umiała sobie tego jakoś logicznie wyjaśnić, także dopiero teraz się dowiedziała, jaki był ku temu powód.

- Judy, kochanie... Co ci się stało? - spytała Bonnie Hops.

- Mamo! Zaczekaj chwilę! Muszę coś sprawdzić!

Po tych słowach Judy pognała na górę i szybko pobiegła sprawdzić coś w swoim dawnym pokoju. Znalazła tam szybko album ze starymi zdjęciami. Zaczęła je przerzucać mając nadzieję, że znajdzie w nim to, czego szuka. W końcu to znalazła. Było to zdjęcie, na którym była mała króliczka w wieku dziesięciu lat i straszy o dwa lata od niej mały lisek. Oboje byli objęci po przyjacielsku do siebie, susząc przy tym ząbki.

- A więc to był on... To był cały czas on - powiedziała Judy do siebie - Czternaście lat... Całe czternaście lat go nie widziałam. A potem los znowu nas połączył.

- Hej, Karotka!

Do pokoju wszedł Nick Bajer.

- Twoja mama prosiła, aby cię zawołać. Przyjęcie właśnie się zaczyna. A co ty tam oglądasz?

Judy otarła sobie łzy z oczu i podała mu zdjęcie. Nick spojrzał na nie zdumiony, po czym powiedział:

- O rany! To przecież ja! A ta mała króliczka to... Pamiętam ją... Wtedy kradli zabawki w okolicy i ona... Zaraz... To przecież...

Spojrzał na króliczkę w lekkim szoku i spytał:

- Judy?

- Tak... To ja - powiedziała wzruszona panna Hops, podchodząc do niego - Wiesz... To zabawne... Po czternastu latach odzyskałam przyjaciela z dzieciństwa.

- Tak... Faktycznie - zaśmiał się Nick - To dlatego cały czas, gdy cię poznałem czułem, że nie jesteś mi obca. Ale minęło tyle lat... Nie myślałem, że to jesteś ty. Nigdy potem się nie widzieliśmy.

- Wiem, Nick... Wiesz co? Chyba pora zacząć poznawać się na nowo.

- Tak, Judy. Masz rację. Najwyższa pora.

Króliczka uśmiechnęła się do niego wesoło, po czym wpadła w objęcia lisa, który czule pogłaskał ją między uszami.

- Ach, te króliki tak łatwo się wzruszają - zachichotał Nick.

Judy parsknęła śmiechem i puściła go, mówiąc:

- To co? Idziemy jutro na pizzę z marchewką, by powspominać stare czasy?

- O nie! Tylko nie z marchewką! Ja przecież nie cierpię marchewek! - zaprotestował Nick

- Oj weź, przestań! Są całkiem zdrowe! Dołożę jeszcze trochę jagód z naszej farmy. To jak?

Nick zaśmiał się do niej radośnie, kiedy to usłyszał.

- Och, ty szczwany króliku! Ty wiesz, jak mnie podejść!

- No pewnie, głupi lisie! Wiem o tym! A ty wiesz, że mnie kochasz, prawda?

Lis udawał, że się zastanawia, nim udzielił odpowiedź:

- Czy ja to wiem? Hmm... Tak! Owszem, wiem!

Edytowane przez
0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Powtórzenia, literówki, miejscami składnia i trochu naciągane ale... Nie mogłem się nawet na chwilę oderwać. Coś jednak mi nie pasowało w zachowaniu Nicka. Albo się zmienił przez ten rok albo sam nie wiem :)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

No widzę całkiem dużo nawiązań do filmu. Głównie w tekstach. Formułę tą znam dobrze z serii "Ash i Serena na tropie" której jak wiadomo jesteś autorem.

Autorska wizja przeszłości według mnie udana. Miałem kilka uwag ale już się z nimi podzieliłem. Były to między innymi kaczka, sprawa z burmistrzem.

Widać tu też filmową tematykę stereotypów i walki z nimi. Jako że wiem iż z ciebie romantyk to się obawiałem mocno nakreślonego romansu ale tak sądzę że trafiłeś w punkt pomiędzy co mnie cieszy.

Długie na pewno (dłuższe niż moje) ale wiadomo masz w tym więcej doświadczenia i wprawy.

Na pewno relację między nimi można uznać za plus. Przyjaźń dogryzana jak to nazywam.

Poza tym głównie nastawione na wewnętrzne odczucia i choć jest sprawa to jednak można poczuć trochę zawiedzenie oczekując jakiegoś CSI.

Osobiście mnie się podoba, a cieszy mnie zwłaszcza zmieniona wersja polskiego tłumaczenia piosenki Shakiry vel Gazeli. Wyszła świetnie o wiele lepiej niż tekst śpiewany przez Paulinę Przybysz.

Moja ostateczna ocena 8/10. Historia fajna wspominkowa. Widać tą chemię między bohaterami i Bonnie typowa matka a Stu trochę za bardzo mi przypominał Stevena Meyera. Można się pośmiać i wzruszyć. Jest parę błędów ale trudno ich uniknąć. Co tu kryć na pewno lepsza niż moja.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
To są porządni ludzie

 

Przestałem czytać w tym miejscu. :v

A na poważnie... skończę, jak zdam egzamin. ;)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
To są porządni ludzie

 

Przestałem czytać w tym miejscu. :v

A na poważnie... skończę, jak zdam egzamin. ;)

 

Sorki! Pomyłki się zdarzają. Mogę poprawić :)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Sam pomysł i kompozycja opowiadania idzie mocno na plus. Niestety, styl jest bardzo, bardzo szkolny i to boli. Tak samo jak ciągłe wspominanie i tłumaczenie filmu. Naprawdę, to streszczenie, które nam zafundowałeś, było niepotrzebne. Tak samo z piosenką - pisanie jej całego tekstu jest bezsensu, bo czytelnik tylko przeleci po nim wzrokiem i będzie czytać dalej. Samo opowiadanie jest... sztywne. Brakuje tej chemii pomiędzy Nickiem i Judy, chociaż pani Hopps jest moim zdaniem bardzo dobrze odwzorowana. Ze szczegółów, to w Zootopii nie ma szympansów (potwierdzone info).

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Sam pomysł i kompozycja opowiadania idzie mocno na plus. Niestety, styl jest bardzo, bardzo szkolny i to boli. Tak samo jak ciągłe wspominanie i tłumaczenie filmu. Naprawdę, to streszczenie, które nam zafundowałeś, było niepotrzebne. Tak samo z piosenką - pisanie jej całego tekstu jest bezsensu, bo czytelnik tylko przeleci po nim wzrokiem i będzie czytać dalej. Samo opowiadanie jest... sztywne. Brakuje tej chemii pomiędzy Nickiem i Judy, chociaż pani Hopps jest moim zdaniem bardzo dobrze odwzorowana. Ze szczegółów, to w Zootopii nie ma szympansów (potwierdzone info).

 

 

A więc muszę odpowiedzieć na zarzuty. Po pierwsze jest to wersja robocza. Jeszcze się ją poprawi. Jeśli więc styl jest taki, jaki jest, można to poprawić. Prócz tego mogę zmienić kilka gatunków zwierząt. Poza tym akcja właściwa się dzieje na prowincji, a tam mogą być inne zwierzęta niż w Zwierzogrodzie. Streszczenie dałem tak sobie, by było ciekawiej. Zaś co do piosenki jedni mogą ją lubić, inni nie. A co do chemii między Nickiem, a Judy... To widać ją między dorosłym Nickiem i dorosłą Judy. Poza tym zadaniem opowiadania jest ukazanie ich wspólnego epizodu z dzieciństwa, a nie chemii. Ona będzie poruszana w w innych opowiadaniach.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Każdy fanfik, zwłaszcza ten pierwszy wymaga poprawek, nie ma w tym nic wstydliwego.

Ale nie reaguj na uwagi tekstem "to jest wersja robocza", chociaż ani w tytule ani w poście z fikiem nie o tym mowy. A zatem spodziewamy się, że to wersja finalna.

 

Poza tym akcja właściwa się dzieje na prowincji, a tam mogą być inne zwierzęta niż w Zwierzogrodzie.

Nie, w całym uniwersum nie ma naczelnych. Takie było zamierzenie twórców, które leżało u podstaw budowy świata. Oczywiście nie bronię wprowadzać ich w opowiadaniach, ale wypadałoby dać do zrozumienia czytelnikowi, że jest to element spoza kanonu.

 

Zaś co do piosenki jedni mogą ją lubić, inni nie.

Absolutnie nie o to chodzi, czy ktoś ją lubi czy nie. Nie chcę się wypowiadać ze Selunę, ale to dość dziwna praktyka umieszczać pełną treść piosenki z filmu, którą wszyscy znamy. Gdyby to była twoja twórczość lub piosenka/wiersz spoza uniwersum Zootopii, wtedy miałoby to sens.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Muszę powiedzieć, że w pełni zgadzam się z Seluną, określenie szkolny styl jest tu bardzo trafne.

Streszczenie, żeby było ciekawiej? Wszyscy oglądaliśmy niedawno Zootopię, większość nie raz, więc skrót fabuły chcemy jak najszybciej pominąć i przejść do właściwej treści. Też nie widzę sensu wstawiania tekstu piosenki, którą wszyscy znamy.

Niekanoniczne są w Twoim opowiadaniu gatunki zwierząt, różnica wieku między Judy a Nickiem oraz Finnickiem a Nickiem. Ponadto nie wydaje mi się, żeby Nick wychowywał się na wsi - to taki typowy mieszkaniec wielkiego miasta, który czuje się w nim jak u siebie w domu.

Docinki bohaterów mnie niezbyt przekonały - zbyt często powtarzasz różne wariacje słów głupi lis, szczwany lis, natomiast inwencja własna w postaci ,,ja ci pokażę gorącą wiedźmę w akcji" wywołała u mnie złośliwy uśmiech i myśl ,,uuu, będzie ostro!". Chyba nie całkiem o to Ci chodziło, prawda?

Zachowanie pani Hopps przypomina mi bardziej typową babcię niż mamę, ale jest chyba najciekawszym elementem opowiadania. Spodziewałabym się innego nastawienia po królikach z Bunnyburrow, ale jednocześnie nie przeszkadza mi to odejście od kanonu, tutaj akurat oryginalność jest moim zdaniem cechą pozytywną.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Muszę powiedzieć, że w pełni zgadzam się z Seluną, określenie szkolny styl jest tu bardzo trafne.

Streszczenie, żeby było ciekawiej? Wszyscy oglądaliśmy niedawno Zootopię, większość nie raz, więc skrót fabuły chcemy jak najszybciej pominąć i przejść do właściwej treści. Też nie widzę sensu wstawiania tekstu piosenki, którą wszyscy znamy.

Niekanoniczne są w Twoim opowiadaniu gatunki zwierząt, różnica wieku między Judy a Nickiem oraz Finnickiem a Nickiem. Ponadto nie wydaje mi się, żeby Nick wychowywał się na wsi - to taki typowy mieszkaniec wielkiego miasta, który czuje się w nim jak u siebie w domu.

Docinki bohaterów mnie niezbyt przekonały - zbyt często powtarzasz różne wariacje słów głupi lis, szczwany lis, natomiast inwencja własna w postaci ,,ja ci pokażę gorącą wiedźmę w akcji" wywołała u mnie złośliwy uśmiech i myśl ,,uuu, będzie ostro!". Chyba nie całkiem o to Ci chodziło, prawda?

Zachowanie pani Hopps przypomina mi bardziej typową babcię niż mamę, ale jest chyba najciekawszym elementem opowiadania. Spodziewałabym się innego nastawienia po królikach z Bunnyburrow, ale jednocześnie nie przeszkadza mi to odejście od kanonu, tutaj akurat oryginalność jest moim zdaniem cechą pozytywną.

 

 

Wiecie, poprawiłem już gatunki zwierząt w swoim opowiadaniu, by się zgadzało z filmem. Co do wieku tak naprawdę nie wiemy, ile postacie mają lat, więc moja wersja nie jest tak daleka od prawdy. Co do Nicka mógł się wychować na prowincji i dopiero po śmierci matki przenieść do miasta z Fenikiem, więc to też nie jest takie niemożliwe. Prócz tego wiem, nie jest to dzieło wysokiego lotu, ale też nie jest źle, co nie?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wiemy Ile lat mają postaci, było powiedziane w filmie i potwierdzone przez reżyserów. Tak samo stwierdzili oni, że Finnicka z Nickiem łączy tylko biznes. A jeszcze jedno: Nick był 9 miesięcy w akademii policyjnej, natomiast o ile dobrze pamiętam, Judy spędziła w domu koło 4 miesięcy przed ostatecznym rozwiązaniem sprawy skowyjców. Rok po pierwszym spotkaniu Nick ciągle się uczy, nie jest jeszcze policjantem, a na pewno nie zasłużył na awans.

W filmie widać, że Nick z matką też mieszkają w mieście. Jest to logiczne - w metropolii łatwiej znaleźć jakąś dorywczą pracę, chociażby sprzątanie biur/ mieszkań. Na wsi o zatrudnienie trudniej, no i skąd bohaterka miała pieniądze na utrzymanie całego domu? Mieli kłopotu finansowe, nawet mundur był sporym wydatkiem.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Wiemy Ile lat mają postaci, było powiedziane w filmie i potwierdzone przez reżyserów. Tak samo stwierdzili oni, że Finnicka z Nickiem łączy tylko biznes. A jeszcze jedno: Nick był 9 miesięcy w akademii policyjnej, natomiast o ile dobrze pamiętam, Judy spędziła w domu koło 4 miesięcy przed ostatecznym rozwiązaniem sprawy skowyjców. Rok po pierwszym spotkaniu Nick ciągle się uczy, nie jest jeszcze policjantem, a na pewno nie zasłużył na awans.

W filmie widać, że Nick z matką też mieszkają w mieście. Jest to logiczne - w metropolii łatwiej znaleźć jakąś dorywczą pracę, chociażby sprzątanie biur/ mieszkań. Na wsi o zatrudnienie trudniej, no i skąd bohaterka miała pieniądze na utrzymanie całego domu? Mieli kłopotu finansowe, nawet mundur był sporym wydatkiem.

 

Nie spotkałem się z takimi danymi, a jeśli nawet, to mam prawo to zmienić jak mi się podoba. Prawda? I to właśnie robię. Zaś akcja mego opowiadania rozgrywa się rok po... Zakończeniu filmu, a w zakończeniu Nick już jest gliną. W opowiadaniu więc już rok jest gliną i mógł dostać awans. A wieś mi była niezbędna, bo tylko tam Nick i Judy mogli się poznać. A dom matka Nicka miała po swojej matce. Rzeczywiście, nie była w stanie go utrzymać, dlatego dom zlicytowano, matka Nicka umarła, a on sam trafił pod opiekę Fenika. Coś jeszcze muszę wyjaśnić?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

I jeszcze jedno. Za jakiś czas pojawi się następne opowiadanie, w którym akcja będzie w rodzaju "CSI: Kryminalne zagadki Zwierzogrodu". W opowiadaniu tym wyjaśni się wiele na temat Nicka. Jego przeszłość to wielka, biała kartka i ja ją zapełnię drukiem, choć moja wizja nie musi się każdemu podobać. Zapewniam jednak, że wszystkie wątpliwości zostaną wyjaśnione. Dowiemy się też, że Nick nie powiedział Judy o sobie wszystkiego. Liczcie się więc z dużą dawką emocji.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Ooooo coś dla mnie :D

 

Cieszę się. Mam nadzieję, że następne opowiadanie ci się spodoba.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Heheh. Kolega się stara w swej twórczości a wy go równo jedziecie. No cóż. Czekam na wasze opowiadania :D

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Heheh. Kolega się stara w swej twórczości a wy go równo jedziecie. No cóż. Czekam na wasze opowiadania :D

 

Dziękuję za te słowa. Mam nadzieję, że moje następne opowiadania wywrą lepsze wrażenie niż moje pierwsze dzieło.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

,,Teraz oboje jechali pociągiem w kierunku miasteczka Szarakówko, a przy okazji panna Hops wspominała, jak poznała Bajera. To miało miejsce rok temu."

Wyraźnie napisałeś, że poznali się rok temu, nie że zaczęli wtedy wspólną pracę w policji.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
,,Teraz oboje jechali pociągiem w kierunku miasteczka Szarakówko, a przy okazji panna Hops wspominała, jak poznała Bajera. To miało miejsce rok temu."

Wyraźnie napisałeś, że poznali się rok temu, nie że zaczęli wtedy wspólną pracę w policji.

 

To literówka wobec tego wynikła. Ja na Twoim miejscu bym się tym nie przejmował. Każdemu się zdarza. A poprawić można, żaden problem. Czy to już wszystkie zastrzeżenia?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Na maturze to byłby błąd kardynalny, nie żadna literówka. Chyba wszystkie, nie chce mi już tego bardziej szczegółowo analizować.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ludzie, błagam was. To nie idzie do konkursu na najlepsze opowiadanie czy jako dodatek (w wersji papierowej) do filmu. Zlitujcie się :D

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Gratuluję, to mój pierwszy fanfik o Zwierzogrodzie, który przeczytałam! jjmp

Najpierw wyliczę i poprawię błędy, które znalazłam:

mała zemsta za to jego docinki w jej stronę.

*za te jego albo za jego docinki

Cała rodzina radośnie uścisnęli policjantkę

*uścisnęła. Coś mi się wydaje, że chciałeś napisać zamiast rodziny wszyscy.

Ciocia popchnęła lekko Audrey przed siebie, a ta zdjęła z głowy czapkę policjantki

Z tego tekstu wynika, że ciocia sama siebie popchnęła... No okej, ale ja tam myślę, że Audrey popchnęła jednak Judy ;)

- Jestem Judy Hope! - zawołała radośnie, podając mu łapkę na powitanie.

*Hops lub Hopps. O dziwo obie te formy są poprawne (sprawdzałam!), pierwsza jest polska, druga angielska.

W kilku przypadkach potrzebne są synonimy, ale nie chciało mi się ich wypisywać.

 

Jeśli chodzi o moje wrażenia, to mi się podobało! Mimo, iż tekst został napisany w szkolnym stylu, to przyjemnie mi się go czytało. Z wyjątkiem kilku rzeczy.

Pierwsza to dość duże streszczenie filmu. Gdybyś swój fanfic publikował na jakiejś stronie, gdzie użytkownicy nie znają historii naszych bohaterów, to jej zarys by im się przydał. Nam, fanom Zootopii, jest jednak to zbędne.

Druga to piosenka. Świetnie, że przerobiłeś tekst piosenki, ale nie podoba mi się wstawianie go do opowiadania. Nie wnosi nic do historii(chyba, że się mylę, jak tak to mi proszę powiedz), prawdopodobnie kilka osób przewinęło sobie ten fragment.

A trzecią rzeczą, którą mi się nie podobała, było to, że Finnick był kumplem taty Nicka i wziął potem małego pod opiekę, a także śmierć mamy Nicka. Nie podobało mi się dlatego, że łamało to kanon. W sprawie tego, że Nick mieszkał w dzieciństwie na wsi... Nawet ciekawe.

Tym, co zdobyło moje uznanie, była chemia między protagonistami i przywitanie Nicka przez rodzinę Judy. Ja tam sobie wymyśliłam ich przywitanie kompletnie inaczej, ale nieważne II^^

Moją oceną jest 7/10. Pisz dalej, z ciekawością przeczytam następne twoje opowiadania, o ile wyjdą.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chodzi o moje wrażenia, to mi się podobało! Mimo, iż tekst został napisany w szkolnym stylu, to przyjemnie mi się go czytało. Z wyjątkiem kilku rzeczy.

Pierwsza to dość duże streszczenie filmu. Gdybyś swój fanfic publikował na jakiejś stronie, gdzie użytkownicy nie znają historii naszych bohaterów, to jej zarys by im się przydał. Nam, fanom Zootopii, jest jednak to zbędne.

Druga to piosenka. Świetnie, że przerobiłeś tekst piosenki, ale nie podoba mi się wstawianie go do opowiadania. Nie wnosi nic do historii(chyba, że się mylę, jak tak to mi proszę powiedz), prawdopodobnie kilka osób przewinęło sobie ten fragment.

A trzecią rzeczą, którą mi się nie podobała, było to, że Finnick był kumplem taty Nicka i wziął potem małego pod opiekę, a także śmierć mamy Nicka. Nie podobało mi się dlatego, że łamało to kanon. W sprawie tego, że Nick mieszkał w dzieciństwie na wsi... Nawet ciekawe.

Tym, co zdobyło moje uznanie, była chemia między protagonistami i przywitanie Nicka przez rodzinę Judy. Ja tam sobie wymyśliłam ich przywitanie kompletnie inaczej, ale nieważne II^^

Moją oceną jest 7/10. Pisz dalej, z ciekawością przeczytam następne twoje opowiadania, o ile wyjdą.

 

 

Dziękuję za wskazanie błędów. Nie bój się, poprawię je i będzie dobrze II^^ No, a co do przeszłości Nicka to muszę powiedzieć, że nigdzie nie znalazłem danych na jego temat, a w każdym razie nie na polskich stronach. Poza tym ja wychodzę z założenia, że to, czego nie powiedzieli w filmie, tego może nie być lub to może być, w zależności od wyobraźni. Ja właśnie tak to sobie wyobraziłem >F< No, a co do streszczenia filmu i piosenki to cóż... Powiem wam, że napisałem to opowiadanie głównie z myślą o jednej osobie, którą lubię i która lubi moje dzieła, ale tego filmu nie zna, więc cóż... Stąd to wszystko :) Io_oI No, a co do chemii między postaciami to w następnych opowiadaniach ten wątek rozwinę, obiecuję :)<3 No, a w następnym opowiadaniu dowiemy się więcej o Nicku i czemu mieszkał on na wsi, dowiemy się też co nieco o jego ojcu, matce i w ogóle koneksjach rodzinnych.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Przy okazji poprawiłem moje opowiadanie i mam nadzieję, że teraz nie ma już w nim żadnych błędów.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zwierzogród - Tajemnica Nicka

 

>:I

 

Życie bywa czasami trudne, a wspomnienia z przeszłości mogą niekiedy gnębić człowieka przez większość jego życia. Można mówić, że należy żyć przyszłością, jednak głupcem jest ten, który uważa, iż jest to proste. Nie tak dawno przekonali się o tym bohaterowie naszej opowieści, czyli nasi starzy, dobrzy przyjaciele: Nick Bajer i Judy Hops.

Wszystko zaczęło się pewnego pięknego, słonecznego wieczoru, kiedy nasi dzielni policjanci siedzieli spokojnie za swoimi biurkami w swoim pokojach, wykonując papierkową robotę dla swego szefa, komendanta Bogo. Mieli zdać mu dokładny raport ze swojej ostatniej akcji.

- Och... Jak ja nie cierpię pisać raportów - jęknęła załamana Judy.

Króliczka jednak doskonale wiedziała, że przecież ktoś musi to robić, a nikt inny za nią tego nie dokona, więc musi odbębnić swoje, a potem na pewno będzie mogła się zająć czymś lepszym.

Nagle na całym posterunku rozległ się alarm. Judy szybko podniosła głowę i nadstawiła wyraźnie swoje królicze uszy, zaintrygowana tym wszystkim.

- Alarm, drużyna! - rozległ się z megafonu głos Bogo - Zbierajcie się! Mamy włamanie do sklepu ze sprzętem elektronicznym! Bandyci są uwięzieni w środku.

- NO! Nareszcie coś się dzieje! - zawołała zadowolona Judy.

Odskoczyła od biurka i ruszyła biegiem ku wyjściu z posterunku. Po drodze spotkała Nicka, który również pędził w tę samą stronę.

- Znowu akcja pierwsza klasa, co nie? - zachichotała króliczka.

- Żebyś wiedziała, Karotko! - zaśmiał się lis.

Oboje wskoczyli do swojego radiowozu i ruszyli szybko w kierunku sklepu z elektroniką. Za nimi ruszyły też dwa inne radiowozy.

- Wczoraj włamali się do komputerowego... A dzisiaj do sklepu z elektroniką - powiedziała Judy - O co tutaj chodzi?

- Nie wiem, ale spokojnie. Dowiemy się tego - odpowiedział jej Nick.

Oboje zapięli pasy, zaś panna Hops szybko nacisnęła pedał gazu i pognała na miejsce włamania. Szybko tam dotarli, a następnie wyskoczyli z bronią w ręku i ustawili się przed sklepem.

- Tu policja! Jesteście otoczeni! Poddajcie się! Wychodzić z rękami do góry!

Bandyci nie odpowiedzieli, więc policjanci podeszli nieco bliżej do sklepu. W tej właśnie chwili padły strzały. Funkcjonariusze w ostatniej chwili padli na ziemię.

- Hops! Bajer! Nie zgrywajcie bohaterów! - zawołał Bogo - Ci dranie nie żartują! Wezwiemy ekipę SWAT.

- Nie trzeba! Ja i Nick załatwimy tę sprawę! - odpowiedziała mu Judy bojowym tonem.

- Sierżant Hops! Zabraniam wam tam samej wchodzić! To rozkaz!

- Wybacz, szefie, ale nie możemy czekać.

- Karotka ma rację, szefunciu - dodał Nick - Musimy tam wkroczyć do akcji nim dranie nam uciekną.

- Niby jak chcecie to zrobić?! - zapytał jeden z policjantów, wychylając się zza swego radiowozu.

- Spokojnie... Coś wymyślimy - odparł lis.

Spojrzał na swoją partnerkę i uśmiechnął się zadowolony. Oboje myśleli tak samo.

- Osłaniajcie nas! Wkraczamy do akcji! - zawołała Judy.

- Hops, nie! - jęknął Bogo.

- Zaufaj jej, komendancie! - powiedział Bajer z uśmiechem na twarzy - W końcu znamy się na rzeczy.

Bawół afrykański miał poważne wątpliwości, czy powinien wyrazić zgodę, ale w końcu to zrobił i skinął głową. Następnie spojrzał na swoich ludzi i zawołał:

- Misiura! Pazur! Wataha! Osłaniajcie ich! Bajer! Hops! Gdy nasi zaczną strzelać, wtedy wy wkraczacie do akcji.

- Rozkaz, szefie! - zawołała wesoło Judy.

Policjanci zaczęli strzelać w kierunku bandytów siedzących w sklepie, z kolei dwoje dzielnych funkcjonariuszy prawa ruszyło w kierunku budynku. Gdy już byli na miejscu, ich przyjaciele przestali strzelać, zaś oni kopniakiem otworzyli drzwi i wpadli do środka, osłaniając się nawzajem. Zauważyli wówczas bandytów, którymi była grupa kojotów. Mieli oni worki pełne sprzętu elektronicznego oraz broń w rękach.

- Poddajcie się! - zawołała Judy.

- Ręce do góry! - dodał Nick.

Bandyci rzucili broń widząc, że nie mają szans wycelować i strzelić do policjantów, bo ci do nich mierzyli i z całą pewnością zdołaliby to zrobić szybciej niż oni.

- Kto im odczyta ich prawa? - zapytał Bajer.

- Oboje to zróbmy - zaśmiała się króliczka.

 

***

 

-O- jjmp

 

- Muszę powiedzieć, że naprawdę dużo tym razem ryzykowaliście, ale udało się wam - powiedział Bogo, gdy wezwał oboje policjantów do swego gabinetu.

Nick i Judy uśmiechnęli się do niego radośnie.

- Miło nam, szefunciu, że tak mówisz - odpowiedział mu Nick.

- Przycisz swoją jadaczkę, Bajer - zawołał komendant.

Lis uśmiechnął się do króliczki, po czym oboje lekko stuknęli się za swoimi plecami piąstkami na tzw. żółwika.

- Jednakże sprawa wciąż nie jest rozwiązana - mówił dalej Bogo, chodząc po swym gabinecie - Przedwczoraj bandyci włamali się do sklepu ze sprzętem mechanicznym, wczoraj do komputerowego, a dzisiaj do technicznego. To się robi coraz bardziej zagadkowe. W tym wszystkim musi być jakaś metoda. Niestety nie wiemy, jaka.

Popatrzył na nich uważnie i powiedział ponuro:

- Chcę wam powierzyć tę sprawę. Jesteście najlepszymi śledczymi na całym moim posterunku i nawet jeżeli nieraz działacie mi na nerwy, to wiem, że mogę wam powierzyć to zadanie.

- Chwali nas pan czy obraża? - zapytał złośliwym tonem Nick.

- Ty nie bądź taki mądry, Bajer - mruknął komendant, po czym dodał: - Przysłuchaliśmy złapanych dzisiaj złodziejaszków i wyznali, że pracują dla kolesia o imieniu Fantomas.

- Fantomas?! - zapytali zdumieni Nick i Judy.

- Tak przynajmniej im się przedstawił - powiedział Bogo - Nigdy nie widzieli jego całej twarzy, bo ma czarną maskę na oczach. Jednak sprawdziłem już co nieco danych i okazuje się, że ten cwaniak jest znany na całym świecie jako wyjątkowo przebiegły złodziejaszek. Okradł już wiele muzeów oraz wielu bogatych ludzi z ich kosztowności. Zawsze interesują go tylko drogie kamienie. Nie wiemy, czy to jakiś nawiedzony kolekcjoner, czy też może sprzedaje je z zyskiem na czarnym rynku, ale w każdym razie musimy ukrócić jego działalność i właśnie wy dostajecie tę sprawę.

- Dlaczego właśnie my? - spytał Nick.

- Ponieważ burmistrz Grzywalski bardzo na was liczy. W końcu to właśnie dzięki wam znowu zasiada na swym stanowisku.

Była to prawda, bo w końcu ich dwójka udowodniła, że Lewin nie odpowiada za dziczenie drapieżników, gdyż winną tego wszystkiego była jego dawna zastępczyni, wiceburmistrz Jagna Obłoczek. On sam odpowiadał jedynie za to, iż izolował on zdziczałe zwierzęta od świata i po cichu, na własną rękę szukał dla nich lekarstwa. Za ten czyn odsiedział on kilka miesięcy w więzieniu, a potem został wypuszczony na wolność i odzyskał dobre imię. Dzięki swoim wielkim umiejętnościom propagandowym zdołał bez większego trudu zyskać ponownie zaufanie mieszkańcom Zwierzogrodu i podczas nowych wyborów kolejny raz wybrano go na burmistrza.

- Dobrze, szefie. Bierzemy tę sprawę - powiedziała pewnym i bardzo zadowolonym tonem Judy.

Nick uśmiechnął się wesoło, widząc jej reakcję.

- Oho... Moja partnerka ma w sobie mnóstwo zapału. Tym lepiej nam pójdzie cała ta sprawa.

- Tym lepiej - rzekł z uśmiechem Bogo.

Oboje czasami naprawdę go irytowali, ale mimo wszystko bardzo ich lubił i wiedział, że jeżeli komuś ma powierzyć tak poważne zadanie, to tylko im.

 

***

 

I-_-I

 

Od następnego dnia rozpoczęło się śledztwo w sprawie tajemniczego Fantomasa. Nick i Judy zaczęli je od narady na temat tego, co już wiedzieli, a wiedzieli to, że ten złodziejaszek kazał kraść swoim ludziom sprzęty o dość dziwnym znaczeniu.

- Najpierw coś z techniki, potem parę komputerów, a teraz elektronika. O co w tym wszystkim chodzi? - pytała Judy.

Nick patrzył na nią uważnie, sącząc powoli lemoniadę przez słomkę.

- Nie jestem pewien, ale to mi pasuje na jakiś wielki skok - powiedział.

- Wielki skok? - króliczka wyraźnie nadstawiła uszu - Sugerujesz, że temu złodziejaszkowi potrzebne jest to wszystko po to, aby dokonać jednego wielkiego włamu?

- Myślę, że tak. Być może potrzebuje odpowiedniego sprzętu, żeby móc się włamać do jakiegoś budynku, wyłączyć alarm i takie tam?

Judy popatrzyła na niego dowcipnie.

- Ty się chyba bardzo dobrze znasz na tych złodziejskich działaniach.

- Ja? Skądże. Mówię tylko to, co widziałem w filmie - rzekł Bajer.

Króliczka popatrzyła na niego z ironią.

- Jasne. Kogo ty próbujesz nabrać?

- Ej, Karotka! Nie jestem żadnym złodziejem ani nim nie byłem! - lis był wyraźnie oburzony tym, co mu sugeruje jego przyjaciółka.

Hops parsknęła śmiechem.

- Oj, proszę cię, misiu-pysiu. Ja przecież tylko żartowałam. Weź nie bierz wszystkiego tak na poważnie.

- Wybacz, ale czasami naprawdę odnoszę wrażenie, jakby wszyscy patrzyli na mnie jak na typowego cwaniaczka i matacza, który nie umie żyć uczciwie i musi wiecznie wszystkich wokół siebie oszukiwać.

Kiedy Bajer usiadł przy biurku w swoim gabinecie, Hops podeszła do niego i powiedziała:

- Hej, Nick! To już było i nie wróci. Mówię ci. Te czasy, kiedy oceniano cię po pozorach minęły bezpowrotnie. Teraz jesteś bohaterem Zwierzogrodu.

- Może i masz rację... Może nie warto się tym wszystkim przejmować? - zadał retoryczne pytanie Nick, po czym spojrzał na leżące przed nim na biurku zeznania aresztowanych ludzi Fantomasa - Trochę mnie tylko załamuje to, że ten koleś też jest lisem, podobnie jak ja.

- Proszę cię - uśmiechnęła się do niego panna Hops - Przecież równie dobrze mógłby on być królikiem i co? Co to niby zmienia?

- To, że inni mogą na mnie patrzeć jak na potencjalnego przestępcę.

- Nie gadaj bzdur, lisku, tylko lepiej wymyśl razem ze mną, jak złapać tego drania.

- Potrzeba nam więcej danych w tej sprawie. Ci jego ludzie mało o nim wiedzą. Lubi drogie kamienie i dzieła sztuki, jest lisem i nosi maskę. To wszystko.

- Trzeba by popytać naszych informatorów - stwierdziła Judy.

- Dobry pomysł, Marchewa - zaśmiał się Nick - Popieram. Choć nie wiem, czy to coś da.

 

***

 

II^^

 

Nick mógł być czarnowidzem, ale tym razem niestety miał rację, gdy poddawał pod wątpliwość, że rozmowa z informatorem coś da. Niestety nic to nie pomogło, ich znajomi ze świata przestępczego nie mieli pojęcia, kim jest Fantomas, ponieważ ten gość dopiero od niedawna działał w Zwierzogrodzie. Na całe szczęście był jeszcze ktoś, kogo mogli poprosić o pomoc. Tym kimś był Pan Be, największy mafioso w całej Tundrówce, która z kolei była najmroźniejszą dzielnicą całego miasta. Pan Be bardzo lubił Nicka i Judy, zwłaszcza po tym, jak Hops ocaliła życie jego córce, a potem oboje zostali rodzicami chrzestnymi jego małej wnuczki, dlatego traktował ich jak członków własnej rodziny. Kiedy tylko dowiedział się, jaki mają problem, powiedział, że z radością im pomoże. Mieli przyjść do niego następnego dnia po wiadomości.

W międzyczasie doszło do kolejnego napadu, tym razem na miejscowy teatr. Skradziono kilka kostiumów dygnitarzy. Bandyci zachowali teraz o wiele większą czujność i uciekli policji tuż sprzed nosa, nie licząc jednego z nich, który wywrócił się na chodniku podczas ucieczki i został schwytany. Był to młody szakal, już raz notowany za drobną kradzież. Policja przesłuchała go, ale jego słowa bardzo przeraziły funkcjonariuszy.

- Fantomas jest pewien, że wam się wymknie i ma ku temu powody - mówił złodziejaszek.

- Co masz na myśli, cwaniaczku? - zapytała Judy.

Szakal uśmiechnął się złośliwie, po czym odparł:

- Macie wtyczkę w waszych szeregach.

- Wtyczkę? - zdziwiła się króliczka.

- Wiecie, szpiega - wyjaśnił złodziejaszek.

- Wiem, co to jest wtyczka! - Judy trzasnęła pięścią w stół - Lepiej mnie nie prowokuj!

- To po co pytasz, skoro wiesz, Panno Krzywy Zgryz?

Króliczka oparła dłonie o stół i spojrzała mu groźnie w oczy.

- Słuchaj, mądralo. Mów mi lepiej, kim jest ta cała wtyczka w naszych szeregach!

- Nawet gdybym to wiedział, to i tak bym wam nie powiedział.

- Czyli tego nie wiesz? - zapytał Nick oparty o ścianę pokoju przesłuchań.

- Nie, nie wiem - odpowiedział mu zadowolonym tonem złodziej - Możecie mnie przyciskać ile tylko chcecie, ale nie powiem wam nic, bo nic nie wiem.

Judy uważała, że szakal zwyczajnie kłamie, jednak brakowało jej możliwości, aby mu tego udowodnić. Uznała więc, iż jeśli posiedzi na dołku, to zmięknie. Kazała więc go odprowadzić do celi, po czym spojrzała w kierunku Nicka.

- No i co o tym uważasz?

- Być może mówi on prawdę - odpowiedział jej lis.

- Czyli mu wierzysz?

- Nie mam powodu, aby mu nie wierzyć.

- Więc podejrzewasz, że naprawdę między nami jest zdrajca wynoszący informacje Fantomasowi?

- Nie wiem... Być może jemu zależy na tym, abyśmy tak myśleli i zaczęli się nawzajem podejrzewać.

- A być może mówi prawdę - rzekła smutno Judy - Więc co teraz robimy?

- Musimy jutro spotkać się z Panem Be. Być może on nam pomoże.

 

***

 

<3

 

Następnego dnia Judy i Nick odwiedzili Pana Be. Nie było go akurat w domu, bo wyjechał w interesach, ale zastali Fru Fru i jej męża. Obie ryjówki radośnie przyjęły do siebie policjantów, po czym pozwolili im pobawić się z małą Judy, swoją córeczkę, a chrześniaczką ich obojga.

- Wiecie, naprawdę wspaniale wyglądacie razem z naszym słodkim maleństwem - powiedział córka mafiosa.

- To prawda - dodał wesoło jej mąż - W sumie zastanawia mnie, czemu jeszcze się nie pobraliście.

Nick i Judy zrobili zdumione miny, ledwie to usłyszeli.

- Proszę cię! Przecież to niemożliwe! - zawołała panna Hops.

- No właśnie - dodała Bajer - Jesteśmy tylko przyjaciółmi, a poza tym pochodzimy z różnych gatunków i w ogóle...

- Jasne... Bo to niby jakaś przeszkoda - machnął lekceważąco ręką mąż Fru Fru.

- A nie jest? - zapytała Judy.

Młody ryjówka popatrzyła w oczy swojej przyjaciółki i powiedziała:

- Moja kochana, zapamiętaj sobie jedno. Miłość nigdy nie wybiera wedle urodzenia. Mój mąż na pozór też do mnie nie pasuje, bo to tylko skromny urzędnik w jakieś tam firmie. Ale tatuś docenił to, że oboje się kochamy, więc przyjął go do naszej rodziny, a przy okazji uczynił go swoją prawą ręką... Oczywiście w legalnej części biznesu, ponieważ nie pozwoliłabym na to, aby on się zajmował przestępstwami.

- Rozumiem. Ale przecież twój mąż to ryjówka.

- Nawet gdyby był szczurem, to i tak bym go kochała, bo jest jedyny w swoim rodzaju.

To mówiąc Fru Fru przysunęła się do męża i pocałowała go czule.

Słowa przyjaciółki dały pannie Hops wiele do myślenia, jednak nie miała ona wiele czasu na zastanawianie się nad tym, ponieważ nagle do pokoju weszły dwa wielkie niedźwiedzie polarne w garniturach.

- O! Cześć, Władimir! Jak się masz, Cola? - zachichotał nerwowo Nick na ich widok.

Miśki nie raczyły mu odpowiedzieć, tylko zamruczały coś pod nosem.

- Chyba tatuś wrócił i was woła - zaśmiała się Fru Fru.

- Tak... Pewnie masz rację - zachichotała Judy.

Podała ryjówce jej córeczkę, po czym udała się za niedźwiedziami w towarzystwie Nicka. Oboje weszli do gabinetu Pana Be, który jak zwykle siedział w swoim foteliku położonym na środku wielkiego biurka.

- O! Witam pana, Panie Be - zaśmiał się radośnie Nick - Miło nam, że raczył pan o nas pamiętać i w ogóle...

 

LmrB

 

Ryjówka milcząco wyciągnęła łapkę w kierunku lisa, który najbardziej delikatnie, jak to tylko było możliwe, ucałował ją. Potem podobny gest wykonała Judy. Teraz dopiero kontynuowanie rozmowy stało się możliwe.

- Cieszę się, że was znowu widzę - powiedział Pan Be - Moi ludzie zdobyli dla was informacje, które mogą wam pomóc. Nie jest tego może zbyt wiele, ale zawsze.

- Dla nas każda informacja jest teraz na wagę złota - odparła Judy.

Mafioso uśmiechnął się do niej delikatnie, po czym rzekł:

- To dobrze. Słuchajcie więc uważnie. Fantomas kiedyś pracował dla jednego z moich podwładnych. Obecnie jest już on na zasłużonej emeryturze, ale pamięta wciąż swego dawnego podwładnego. U niego ten lisi przechera... Bez urazy, synu.

- Spokojnie, ja się nie gniewam - uśmiechnął się Nick.

Pan Be skinął lekko głową, po czym rzekł:

- Ten lisi przechera pracował kiedyś dla niego, a więc pośrednio i dla mnie. Mój wierny agent... Nie będę tu wymieniał jego nazwiska, bo to przecież nie ma żadnego znaczenia... Otóż on go kiedyś do siebie zwerbował i nauczył go złodziejskiego fachu.

- A jak znalazł tego... przecherę? - spytała Judy.

- Jego ojciec wcześniej dla niego pracował. Był jednym z najlepszych złodziejaszków w całej branży. A potem jego syn, nie mający z czego żyć, zgłosił się do ojca i jego pracodawcy, czyli mego agenta... A on dał mu pracę. Niestety, nikczemnik jeden zdobył od nas wszystką wiedzę na temat fachu, a potem wykołował nas podczas jednej akcji i kilku moich ludzi poszło do więzienia. Miała go za to spotkać nasza vendetta, ale on zniknął. Potem znowu było o nim głośno, gdy zaczął działać na własną rękę pod przydomkiem, który przybrał jeszcze wtedy, gdy pracował dla mnie.

- Fantomas - powiedziała Judy.

- Tak... Właśnie tak. Jego biedny ojciec, kiedy się dowiedział, że jego własny syn nas zdradził, bał się, iż teraz każę go zgładzić, bo w końcu nieraz za grzechy synów ojcowie płacić muszą. Ale ja nie z tych, o nie. Jednak nim zdążyłem biedakowi to wyjaśnić, ten zszedł na zawał. Świeć Panie nad jego duszą.

Władimir i Cola przeżegnali się jednocześnie.

- Tak czy inaczej... Fantomas był nam kiedyś wiernym człowiekiem, a potem nas oszmalił, ale wiedzcie, że kiedyś czeka go vendetta, bo Pan Be nigdy nie darowuje krzywdy wyrządzonej swojej rodzinie. Dlatego lepiej go złapcie, jeśli nie chcecie go wyławiać z jeziora pod moim gabinetem.

- Trochę to dziwne, że pan go jeszcze nie złapał - powiedział Nick.

- Sam się temu dziwię, ale drań niestety zbyt dobrze się ukrywa - rzekł mafioso - Najwidoczniej nauczył się podczas pobytu w mojej "rodzinie" bardzo wielu sztuczek. Lecz Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy, jak to mówią. Jeszcze kiedyś go dopadnę.

Nick i Judy uśmiechnęli się dowcipnie. Czuli, że jeśli rzeczywiście Fantomas odebrał dobrą lekcję z pobytu w mafii, to raczej tak szybko Pan Be go nie złapie.

- Rozumiemy to wszystko, ale proszę nam powiedzieć, jak się nazywał ten cały Fantomas, ale ta naprawdę? - zapytał po chwili Bajer.

- Nazwiska jego nigdy nie poznałem, bo od początku wstąpił do mojej "rodziny" jako Fantomas. Mój pracownik, będący jego szefem, również go nie pamięta, choć on zresztą i tak miał słabą pamięć do imion. Dlatego dawał swoim podwładnym ksywki, aby ich spamiętać. Ja też zaś nigdy nie pamiętałem wszystkich nazwisk moich szeregowych pracowników, więc w tej sprawie wam nie pomogę. Ale być może znam kogoś, kto je zapamiętał.

- Kto to taki? - spytała Judy.

- Pewna owca. Na pół roku przed tym zamieszaniem, gdy wszystkie zwierzęta dziczały, on wtedy jeszcze pracował dla nas, ale potem skumał się z konkurencją. Szczególnie często widziano go z jedną taką owcą, która obecnie siedzi za kratkami.

- Owcą?! - zawołali policjanci.

- Tak, owcą - skinął głową Pan Be - Chyba nawet wy ją posadziliście, za co nawiasem mówiąc jestem wam bardzo wdzięczny.

Judy i Nick spojrzeli na siebie uważnie. Już doskonale wiedzieli, o kim mówi ich rozmówca.

 

***

 

<:I

 

Sierżanci poszli potem do burmistrza z prośbą o dostanie pozwolenia na widzenie z jedną bardzo groźną więźniarką. Lewin Grzywalski bardzo ucieszył się na widok obu policjantów i powitał ich nad wyraz uprzejmie, choć jednocześnie był zdumiony nazwiskiem osoby, z którą jego ulubieńcy (jak ich nazywał) chcą się widzieć.

- Dlaczego właśnie ją chcecie zobaczyć? - zapytał.

- Zachodzi podejrzenie, że posiada ona niezwykle cenne informacje - powiedziała Judy.

Nick w milczeniu skinął głową potwierdzająco.

Burmistrz był zdumiony, ale wyraził zgodę i podpisał zezwolenie oraz zadzwonił do kogo trzeba, a sierżanci Hops i Bajer pojechali do więzienia, gdzie pokazali pozwolenie na rozmowę z konkretną więźniarką. Pani naczelnik oczywiście wprowadziła ich do pokoju widzeń, a następnie wyszła i wysłała strażników, aby sprowadzili kogo trzeba. Kilka minut później w pokoju zjawiły się dwie świnie strażniczki prowadzące pewną owieczkę.

- No proszę... Kogo ja widzę? Moi ulubieni funkcjonariusze policji - zaśmiała się owca ironicznym głosem.

Strażniczki posadziły ją na krześle, po czym wyszły z pokoju i zostały za drzwiami.

- Proszę, proszę... Widzę, że ex-burmistrz Zwierzogrodu ma się całkiem dobrze - powiedział z ironią Nick.

- Mam się tak dobrze, jak tylko może się mieć dobrze ten, kto odsiaduje wyrok dwudziestu pięciu lat więzienia - odpowiedziała Jagna Obłoczek - No proszę, kochana Judy. Sprzymierzyłaś się całkowicie z naszymi wrogami, prawda?

- Jakimi wrogami? - spytała króliczka.

- No wiesz... Z drapieżnikami - wyjaśniła owieczka - Z lisami, lwami i innymi takimi. A mimo wszystko liczyłam do końca na to, że...

- Że niby co? - warknęła na nią panna Hops - Że niby będę stać po twojej stronie? Że będę ci pomagać pozbywać się każdego, kto stanie ci na drodze do stołka?

- Sama też byś z tego wyciągnęła korzyści - stwierdziła ponuro Obłoczek - Ale chyba nie po to mnie wyciągnęliście z mojej wygodnej celi, aby rozmawiać ze mną o dawnych czasach, prawda?

- Nie, nie po to - odpowiedziała jej Judy - Mamy pewne pytania względem osobnika nazywającego siebie Fantomasem.

- Co ja mam z tym wspólnego?

- Podobno kiedyś robiłaś z nim interesy?

- Niby kto tak mówi?

- Pewien nasz przyjaciel.

Jagna Obłoczek uśmiechnęła się złośliwie.

- Wasz przyjaciel ma, jak widzę, prawidłowe dane. To prawda, robiłam z nim interesy na krótko przed tym, zanim zaczęła się ta afera, po której trafiłam tutaj.

Judy popatrzyła na nią groźnie. Afera, dobre sobie! Przecież ona wywołała kilkanaście przypadków zdziczenia zwierząt, wywołała chaos w całym mieście, a prócz tego jeszcze próbowała ją zabić. I nazywa to tak lekceważąco "aferą"? Ona to ma tupet!

- Jakie interesy z nim robiłaś? - zapytał Nick.

- Różne... Nie ma sensu wchodzić w szczegóły, ale mogę wam powiedzieć, że to właśnie dzięki niemu udało mi się nawiązać kontakt z Trykiem.

- Tym zamachowcem, który na twoje polecenie strzelał do zwierząt? - spytała Hops.

- Właśnie - skinęła głową Obłoczek - Fantomas znał wielu bardzo podejrzanych typków, a ja ich nie znałam. Potrzebowałam dojścia, a on spadł mi jak z nieba.

- W jaki sposób?

- Został ranny, gdy uciekał przed jakimiś swoimi kolegami. Pomogłam mu, a przy okazji odkryłam, że ma on przy sobie kilka kradzionych diamentów. Nie wydałam go, w zamian za co dostałam od niego kontakty do Tryka i jego gangu. Potem wyjechał z miasta, bo uprzedziłam go, że szykuję akcję przeciwko wszystkim drapieżnikom i lepiej, aby się wyniósł ze Zwierzogrodu. Nie wiem w sumie, czemu to zrobiłam, ale cóż... Mam czasami takie miękkie serduszko.

Nick uważnie wpatrywał się w owcę, po czym podszedł do niej i zapytał:

- Dobrze, pani "miękkie serduszko". A powiedz nam teraz, jak się nazywa naprawdę ten cały Fantomas.

- A niby czemu miałabym wam to mówić? I skąd niby wiecie, że ja niby to wiem?

- Powiedział nam o tym nasz przyjaciel.

Owieczka parsknęła śmiechem, po czym dodała:

- Nie muszę wam więcej mówić. I tak za bardzo się rozgadałam.

- Aha... Czyli zamierzasz nam teraz zrobić milczenie owiec, co? - zachichotał ironicznie Nick Bajer - Wybacz, ale tak łatwo ci się to nie uda. Będziesz gadać, albo...

- Albo co, rudasie? - zapytała opryskliwie owca.

- Albo moja koleżanka ogoli cię na łyso! - zawołał Nick.

Judy zrobiła zdumioną minę, po czym widząc, jak lis puszcza jej lekko oczko, zrozumiała, o co chodzi, po czym powiedziała:

- Dokładnie tak! Mam przy sobie golarkę na baterie i uwierz mi, nie zawaham się jej użyć! Chcesz stracić więc wszystko, co tak lubisz? To dopiero będą koleżanki miały z ciebie ubaw!

- Tak... A jak będą chciały ci spuścić manto, to nic ci nie zamortyzuje bólu - dodawał złośliwym tonem Bajer.

Owca początkowo nie wiedziała, czy oni mówią poważnie, ale Nick i Judy byli tak doskonałymi aktorami, że zdołali ją przekonać do tego, iż tak właśnie jest. Utrata jej ślicznego runa przeraziła Jagnę Obłoczek, więc w końcu zgodziła się spełnić ich żądanie.

- Dobra! Niech wam będzie! Powiem wam to!

- No widzisz? - zaśmiał się sierżant Bajer - Nie można było tak od razu mówić? A więc dawaj to nazwisko.

- Dobrze... On się nazywa Robert Roterhood.

Nick, ledwie usłyszał to nazwisko, a uśmiech z jego twarzy znikł niczym napis na tablicy starty gąbką.

- Jak powiedziałaś? - zapytał.

- Robert Roterhood - odpowiedziała mu owca - A co? To jaki twój kumpel?

- Nie... W żadnym razie - uśmiechnął się sztucznie Bajer - Wiemy już to, co chcieliśmy wiedzieć. Karotka... Idziemy.

Judy zrobiła zdumioną minę, ale wyszła z pokoju za swoim partnerem. Jednak jego zmiana nastawienia do całej sprawy bynajmniej nie uszła jej uwadze.

 

***

 

>:E

 

Nick i Judy po zakończeniu rozmowy z Jagną Obłoczek wyszli na zewnątrz więzienia, zastanawiając się nad tym wszystkim, co właśnie usłyszeli.

- Naprawdę cała ta sytuacja jest coraz bardziej zagadkowa - rzekła króliczka.

- A żebyś wiedziała, Marchewa - zaśmiał się lis.

Jego śmiech był jednak niezwykle sztuczny, co oczywiście nie uszło uwadze policjantki.

- Słuchaj, Nick... Od chwili, w której nasza droga owieczka wyjawiła nam nazwisko Fantomasa, zachowujesz się jakoś dziwnie.

- Dziwnie? A niby co jest dziwnego w moim zachowaniu? - zapytał lis - Zapewniam cię, że wszystko ze mną dobrze, Hopsiu.

Policjantka wiedziała, iż naciskaniem niczego nie zyska, dlatego też dała sobie spokój z rozmową na ten temat.

- Dobrze, a więc co teraz robimy? - zapytała.

- W sumie chyba najlepiej będzie zdać raport naszemu szefunciowi, a potem iść do domu na odpoczynek, jak najbardziej zresztą zasłużony.

Po tych słowach lis spojrzał na swoją przyjaciółkę i zapytał:

- A może masz jakiś lepszy pomysł?

- Więc.... Nie - odpowiedziała Judy.

Jak postanowili, tak właśnie zrobili i kilkanaście minut później byli już na posterunku, po czym złożyli raport panu Bogo, a potem udali się na odpoczynek do swoich mieszkań.

- Podwieźć cię? - zapytała Judy.

- Owszem, możesz - powiedział Nick.

Policjantka podwiozła go do jego mieszkania, które wynajmował w pewnej całkiem ładnej kamienicy.

- Dobra, to do jutra, Karotka - rzekł lis na pożegnanie.

Następnie ruszył powoli do siebie. Z kolei Judy powoli odjechała na bok, po czym powoli wysiadła z wozu i ukryła się w zaułku, które miało widok na kamienicę.

- Doskonale... A teraz zobaczymy, czy zrobisz to, co myślę, że zrobisz - powiedziała sama do siebie.

Miała rację, ponieważ Nick udawał, że wchodzi do mieszkania, ale potem rozejrzał się, czy nikt go nie widzi, a następnie wyszedł zadowolony i zaczął iść przed siebie. Judy postanowiła go śledzić, jednak bała się, że jeśli ten wejdzie do taksówki lub coś, to szybko straci jego trop. Nie mogła też jechać radiowozem, gdyż ten za bardzo rzucał się w oczy. Wpadła więc na pomysł rodem wzięty z filmów sensacyjnych.

- Stać!

Judy stanęła na środku ulicy i wyjęła odznakę. Samochód jadący na nią właśnie się zatrzymał. Kierowca przerażony spojrzał na funkcjonariuszkę policji, która bezceremonialnie wsiadła mu do auta i usadowiła swą osobę na siedzeniu dla pasażera.

- Sierżant Judy Hops! Tajna misja! Jedź za tym lisem. Tylko nie za szybko!

Kierowca (którym był baran) nie miał większego wyboru, więc ruszył w kierunku wskazanym przez policjantkę. Jechał powoli za Nickiem, ale ten nagle wsiadł do taksówki.

- Dobra, stary! Złaź mi stąd! - zawołał Hops.

Wyrzuciła kierownicę na miejsce dla pasażera, po czym próbowała sięgnąć do pedału gazu. Jednak okazało się, że nie sięga do nich. Na całe szczęście znalazła na to rozwiązanie. Używała go zawsze wtedy, kiedy jechała swoim radiowozem - wyjęła z torby, która miała u swego boku niewielkie klocki i przywiązała je sobie do stóp, po czym ruszył nacisnęła pedał gazu. Taksówka zdążyła dość daleko odjechać, więc Judy pognała jak najszybciej się da.

- Ej! Wariatko jedna! Zabijesz nas! - wrzasnął przerażony baran.

- Spokojnie, obywatelu! Zwrócę ci tego gruchota w nienaruszonym stanie! - odpowiedziała mu króliczka.

Chwilę później, robiąc gwałtowny zakręt, potrąciła kosz na śmieci.

- Zarysowałaś mi lakier! - jęknął kierowca.

- No dobra... W prawie nienaruszonym stanie! - odparła nieco zawstydzona tym, co się właśnie stało Judy.

Nagle usłyszeli za sobą jakieś syreny.

No tak... Jeszcze tego brakowało, pomyślała policjantka. Brakuje jeszcze, żeby teraz zatrzymał ich jakiś patrol.

- Zjedź na bok, panie kierowco! - zawołał jakiś tygrys w mundurze na motorze, jadąc obok samochodu.

Judy powoli opuściła szybę w samochodzie i pokazała mu odznakę.

- Sierżant Judy Hops! Ważna misja! Szczegóły ściśle tajne.

Policjant znał ją doskonale, więc zrobił tylko zdumioną minę i wzruszył ramionami, po czym dał jej pojechać za Nickiem. Króliczka więc spokojnie dojechała na miejsce, do którego kierował się jej przyjaciel. Było to całkiem obskurne miejsce, a w nim stał sporych rozmiarów czarny van. Judy poznała go doskonale.

- Feniek? - zapytała zdumiona - A czego Nick od niego chce?

Lis zapukał do vana, który potem się otworzył i Bajer wszedł do środka.

 

***

 

jfpalm

 

Następnego dnia Judy udawała, że nic nie zauważyła, po czym najzwyczajniej w świecie zapytała Nicka, co robił wczoraj wieczorem.

- Nic takiego - odpowiedział jej przyjaciel - Siedziałem sobie w domu i nie robił nic godnego wspominania. A czemu pytasz?

A więc wolisz kłamać, pomyślała króliczka. Doskonale, jak sobie chcesz. Dzisiaj pogadamy inaczej, kiedy już będziemy po służbie.

- Po nic - odpowiedziała mu na głos - Tak zwyczajnie z ciekawości.

- Ciekawska jesteś, Karota. Nie wiem, czy nie za bardzo - zaśmiał się lis - Ale nie ma sprawy. Tylko, że wczoraj nie robiłem nic godnego uwagi.

- No dobra, jak uważasz.

Powoli dziewczyna wróciła do swojego gabinetu, po czym zaczęła przeglądać dane na temat Fantomasa. Zastanawiała się, o co w tym wszystkim może chodzić. Naprawdę nie rozumiała tego wszystkiego. On widocznie coś musiał planować, ale co? Jeśli potrzebuje specjalny sprzęt, to pewnie po to, aby wyłączyć alarm w miejscu, do którego chce się włamać. Najwidoczniej o to właśnie musi chodzić. Ale kostiumy z teatru? Na co mu to? Czyżby...

Nagle coś jej przyszło do głowy. Pobiegła szybko do Pazuriana, który jak zwykle siedział na swoim miejscu i zajadał pączki oraz czytał gazetę.

- Cześć, Pazurian! - zawołała wesoło - Możesz mi pożyczyć swoje czytadło?

- Co? A! Tak, jasne! - zaśmiał się do gruby lampart - Tylko potem oddaj mi ją, bo tam jest niezła krzyżówka i chciałem ją rozwiązać.

- Nie ma sprawy - powiedziała króliczka.

Następnie wzięła gazetę i poszła do swego gabinetu, gdzie zaczęła przeglądać pismo. Miała nadzieję, że znajdzie tam coś, co może rzucić się jej w oczy. Znalazła tam w końcu.

- No proszę! Zebranie dygnitarzy z sąsiednich państw - powiedziała sama do siebie - Lewin Grzywalski będzie przyjmować u siebie gości zza granicy. A każdy z nich będzie na pewno obładowany kosztownościami. Super! O to właśnie pewnie chodzi Fantomasowi! Po to mu stroje z teatru! Chce przebrać swoich ludzi, aby wmieszali się w tłum, a reszta jego gangu za pomocą tego skradzionego sprzętu doprowadzi do spięcia, wyłączenia alarmu i innych rzeczy, jak na filmach.

Następnie Judy ścisnęła w dłoni gazetę i powiedziała:

- No dobra, cwaniaczku. Widocznie oglądamy te same filmy, ale najwyraźniej też zapomniałeś o tym, jak one się kończą! A kończą się tak, że przestępca idzie do paki!

Zadowolona pobiegła do Nicka, aby się podzielić z nim swoimi odkryciami. Nie zastała go jednak w jego pokoju. Pobiegła więc do stołówki, ale tam też nie zastała swego przyjaciela.

- Co się tu dzieje? Gdzie on jest?

Pobiegła do Pazuriana.

- Słuchaj, widziałeś może Nicka?

- A owszem, wychodził parę minut temu - odpowiedział jej gepard, wcinając kolejnego pączka - A czemu pytasz? Nie mówi ci, dokąd idzie?

- Nie... Nie mówił.

Nagle coś się jej przypomniało. Jeden z ludzi Fantomasa sugerował im, że wśród ich ludzie jest wtyczka. Jeśli więc... Nie, to przecież niemożliwe! Nick nie może być zdrajcą! Nie po tym wszystkim, co oni razem przeszli! Choć z drugiej strony ponoć zjesz z kimś beczkę soli, a nadal nie wiesz o nim wszystkiego.

Króliczka postanowiła więc obserwować następnym razem swego partnera. Wiedziała, że szukanie go teraz nie ma sensu, w końcu mógł być wszędzie. Lepiej będzie zaczekać na dogodny moment, aby go śledzić.

 

***

 

jfpalm

 

Godzinę później Nick wrócił do praca jak gdyby nigdy nic. Był wyraźnie przygnębiony, choć próbował to ukryć pod maską swoich żartów, jednak czujne oko sierżant Hops oczywiście od razu wypatrzyło w jego zachowaniu coś nienaturalnego. To wyraźnie wskazywało na to, że Nick nie jest z nią szczery. Tylko co ukrywa? Być może rzeczywiście jest zdrajcą? Taka myśl przerażała policjantkę, ale musiała się z nią powoli zacząć oswajać. Tylko dlaczego właśnie teraz ich zdradził? A może robił to już wcześniej?

Następnego dnia, gdy Nick znowu się zamierzał wymknąć z pracy, Judy pilnowała go uważnie i poszła za nim ubrana w prochowiec, kapelusz oraz sztuczną brodę. Szła za lisem ostrożnie, starając się zachować dystans na tyle duży, aby jej nie wypatrzył.

Nagle Bajer zniknął za rogiem. Judy przyspieszyła kroku, aby go nie zgubić, ale gdy już dogoniła lisa, ten zniknął.

- Gdzie on się podział? - zapytała sama siebie.

- Wiesz co, Marchewa? Jesteś naprawdę dziwne - usłyszała za sobą znajomy głos.

Odwróciła się i zauważyła Nicka patrzącego na nią z politowaniem.

- Śledzisz mnie w biały dzień, ubrana jak pokraka? Do tego jeszcze w takim stroju? Błagam cię! Sądziłem, że stać cię na coś lepszego.

- Eeekhem... Przepraszam pana, ale nie rozumiem, o co panu się rozchodzi - mruknęła Judy udając męski głos.

- Hopsiu, weź proszę cię...

- Pan mnie z kimś pomylił. Nazywam się... Victor Vilder.

- Aha... - Nick zrobił złośliwą minę - Panie Vilder.

- Słucham?

- Broda się panu odkleiła z lewej strony.

Po tych słowach poszedł przed siebie. Judy wściekła cisnęła brodę na ziemię i pobiegła za nim.

- Nick! Ej, rudasie! Zatrzymaj się natychmiast!

- No dobrze... Czego chcesz, uszatku? - spytał przekornie lis.

- Słuchaj, Nick! Ja nie wiem, co ty kombinujesz, ale jeżeli coś niezbyt uczciwego, to lepiej...

Nick spojrzał na nią groźnie.

- Słucham? Niezbyt uczciwego? Uważasz, że jestem mataczem? Albo może wtyczką przestępców? Tak? No pięknie. Widzę właśnie, jak wielką jesteś moją przyjaciółką.

- Nie podejrzewałabym cię o nic, gdybyś nie wymykał się dzisiaj z posterunku. Wczoraj też tak zrobiłeś. A przedwczoraj byłeś u Feńka!

- Śledziłaś mnie?!

- Zmusiłeś mnie do tego! Nick! Dlaczego mnie okłamujesz! Czemu się wymykasz?!

- Po prostu chcę trochę pobyć sam. Nie mam do tego prawa?

Judy nie kupowała takiego tłumaczenia.

- Takie bajki możesz wciskać naiwniakom, ale nie mnie! Powiedz mi prawdę... Co się tutaj dzieje?

Nick opuścił załamany łeb w dół.

- Jeśli ci powiem, możesz przestać mi ufać.

- Już ci przestaję ufać, gdy zachowujesz się w taki sposób.

- Aha... Dobrze. Więc mnie aresztuj i przesłuchaj. Może wtedy coś ci powiem, bo teraz na pewno nie.

Po tych słowach lis odszedł powoli w swoją stronę. Załamana Judy patrzyła w jego kierunku przez chwilę, a potem przeszła na drugą stronę ulicy, nie zważając w ogóle na pędzący samochód, który z piskiem opon zatrzymał się tuż przed nią.

- Co ty wyprawiasz, wariatko?! - wrzasnął na nią prosiak kierowca, wyskakując z auta - Oczu nie masz, czy co?! Mogłem cię zabić! Masz szczęście, że nie ma tu policji, bo bym cię...

Judy nawet nie spojrzała w jego kierunku, tylko wyjęła odznakę i beznamiętnie pokazała mu ją, stojąc do gościa bokiem. Kierowca spuścił z tonu i jęknął, pocąc się z przerażenia:

- Ja... Bym cię... Zaprosił na kawę... Albo może na tańce? W końcu wiesz... Muzyka łagodzi obyczaje... Tara-rara-ram! Bum-szakala.

 

***

 

Io_oI

 

Następnego dnia znowu Nick wymknął się na godzinkę z pracy. Judy nie wysilała się tym razem, aby go śledzić. Wiedziała doskonale, że to skoro lis wiedział, że poprzednim razem szła za nim, to teraz też będzie chciała tak postąpić, więc będzie się miał na baczności i na pewno wywiedzie ją w ślepą uliczkę, a ona i tak niczego nie odkryje. To było beznadziejne. Jej najlepszy przyjaciel nie dość, że miał przed nią tajemnice, to jeszcze ją okłamywał i wyraźnie brakowało mu do niej zaufania. Wszystkie te fakty, połączone z tym wymykaniem się mogło oznaczać tylko jedno... Nick był zdrajcą. Tylko dlaczego ona jeszcze go nie wydała Bogo? Nie... Nie umiała tego zrobić, ponieważ czuła, iż Bajer jest niewinny, a jego zachowania można sobie racjonalnie wytłumaczyć. Jednak wszelkie próby dokonania tego spełzły na niczym. Nie umiała ona sobie w żaden sensowny sposób wyjaśnić tego wszystkiego. O co tu chodziło? Dlaczego Nick miał przed nią tajemnice? Przecież wiedział, że może jej powiedzieć wszystko. I co znaczyły jego słowa? Dlaczego niby miałaby mu przestać ufać, gdyby jej wyznał prawdę?

Poszła załamana się przejść i natknęła się znowu na Pazuriana, który niósł karton pełen pączków (znając jego apetyt pewnie zamierzał sam je wszystkie zjeść).

- O! Witaj, Judy! - zawołał wesoło na widok króliczki - Co się stało? Coś taka ponura?

- Nie mam ochoty żyć, Pazurian - jęknęła Hops.

- Oj, to bardzo niedobrze... Słuchaj, chcesz może pączka na pociechę?

To mówiąc podsunął jej nadgryziony łakoć pod nos. Judy mimowolnie uśmiechnęła się do niego.

- Ups, wybacz. Uszczknąłem go już - zachichotał wielki kot i wrzucił sobie do ust pączka - Ale powiedz mi, co się dzieje? Pokłóciłaś się z Nickiem?

- Tak jakby - odparła króliczka - Nie mam pojęcia, co mam robić?

- Wiesz... Jeśli chodzi o mnie, to jak ja się z kimś pokłócę, to potem próbuję z nim na spokojnie porozmawiać i wyjaśnić sobie z nim wszystko.

- Ba! Gdyby to było takie proste. On nie chce ze mną rozmawiać.

- Aha... To może spróbuj porozmawiać z kimś innym, kto zna Nicka i wtedy razem znajdziecie rozwiązanie, jak mu pomóc?

Judy podniosła radośnie uszy w górę.

- No tak! To jest wyjście! Pazurian, jesteś wielki!

- Och, wiesz... Raczej puszysty, bo z wielkością tu u mnie różnie, ale... Judy? Judy, gdzie jesteś?

Króliczka nie słuchała go, tylko pognała przed siebie, wskoczyła do radiowozu, po czym pojechała nim prosto do vana Feńka. Następnie wysiadła z auta i podeszła do drzwi mieszkania tego ponurego samotnika. Z vana leciał głośny rap, a czyiś niski głos śpiewał:

 

Nie rycz, mała, nie rycz.

Ja znam te wasze numery!

Twoje łzy lecą mi na koszulę.

Z napisem KING FENIEK LEE

KARATE MISTRZ!

 

Judy nie chciała przerywać mu występu, ale musiała to zrobić. Zapukała do drzwi vana na tyle głośno, by ten ją usłyszał. Rap natychmiast ucichł, samochód się otworzył, a Feniek z kijem baseballowym stanął przed króliczką, warcząc groźnie:

- Czego tam?!

Ledwie zobaczył, z kim mówi, a natychmiast się uspokoił.

- Feniek, musisz mi pomóc - powiedziała błagalnym tonem Judy - Chodzi o Nicka. Nie wiem, co się z nim dzieje. Chodzi jak struty, nie chce mi nic powiedzieć, a do tego jeszcze gdzieś się wymyka! Proszę, pomóż mi! Wiem, że on z tobą rozmawiał o tym. Powiedz mi, co tu się dzieje. Z niego nigdy nic nie wycisnę.

Feniek westchnął głęboko i wskazał kijem wnętrze vana.

- Właź, mała. Wszystko ci wyjaśnię.

 

***

 

>F<

 

Wieczorem Judy zadzwoniła domofonem do mieszkania Nicka.

- Słucham? - odezwał się w głośniku głos lisa.

- To ja, Judy - powiedziała króliczka.

- Słuchaj, Karotka. Nie mam dzisiaj nastroju, więc...

- Wiem już wszystko!

Nick chrząknął zdumiony, gdy to usłyszał.

- Słucham?

- Wiem już wszystko - powtórzyła spokojnie Judy - Feniek mi wszystko powiedział.

- Więc po co tu przyszłaś?

- Chcę usłyszeć to od ciebie. Wpuścisz mnie, czy mam się włamać?

Lis zachichotał delikatnie, po czym nacisnął guzik otwierając drzwi od kamienicy. Króliczka weszła do środka, a następnie dotarła do mieszkania swego przyjaciela, który właśnie nalał im obojgu soku z marchewek.

- Nie wiedziałam, że lubisz sok z marchwi - rzekła króliczka.

- Ostatnio się okazuje, że dużo rzeczy o mnie nie wiesz - odparł Nick.

- Właśnie - powiedziała Judy - Musiałam pytać twego najlepszego kumpla z dawnych lat, co cię gryzie, bo mnie nie chciałeś tego powiedzieć.

- Więc podobno teraz już wszystko wiesz.

- Tak, wiem. Wiem już, że Fantomas to twój brat i naprawdę nazywa się Robert Bajer, a przyjął nazwisko Robert Roterhood, aby nikt nie powiązał jego matki i ciebie z jego przestępstwami. Wiem też, że Roterhood to panieńskie nazwisko matki waszego ojca, czyli waszej babci. Wiem też, że Fantomas żąda od ciebie wiadomości na temat tego, co wiemy w jego sprawie, bo inaczej ujawni, że jesteście braćmi i zniszczy ci życie.

- Pomyśl tylko, co by było, gdyby w gazetach nagle napisali, że bratem słynnego policjanta jest równie słynny przestępca - rzekł Nick, podchodząc załamany do okna - Straciłbym natychmiast zaufanie wszystkich mieszkańców Zwierzogrodu, nie mówiąc już o kolegach i koleżankach z policji. A już szczególnie twoje.

- Dlaczego? - zapytała Judy, patrząc na niego - Dlaczego uważasz, że to by coś między nami zmieniło?

- Bo jestem lisem, rozumiesz?! - zawołał Nick, a jego oczach pojawiły się łzy - Do tego dawnym mataczem i oszustem naciągającym frajerów na kasę! Teraz mi zaufali, ale pomyśl tylko, co by było, gdyby prawda o mnie wyszła na jaw! Dziennikarze by mnie zniszczyli, a ja sam musiał zdać broń i odznakę, a ta praca to teraz dla mnie wszystko.

Judy odłożyła szklankę na stół i podeszła do Nicka.

- Posłuchaj mnie, Nick. Ja cię nie oceniam po pozorach. Wiem, że raz ci już to mówiłam i potem wyszło jak wyszło, ale teraz jestem inna. Zmieniłam się na lepsze. Ty też.

- Dlatego właśnie unikałem rozmów z tobą i prowadzenia śledztwa - rzekł dalej Bajer - Miałem nadzieję, że im mniej będę wiedział, tym mniej powiem memu bratu.

- A nie mogłeś mi tego wyznać?

- Bałem się powtórki z rozrywki.

Króliczka smutno pokiwała głową.

- Wiem, o czym mówisz. Ale spokojnie. Nigdy to już nie powróci.

Następnie położyła mu dłoń na łapie i dodała:

- Proszę... Możesz mi zaufać. Zawsze i wszędzie. Jesteśmy... Partnerami. Musimy sobie ufać. Ja ci ufam, Nick.

- I ja ci ufam, Karotka... Judy.

Lis uśmiechnął się do niej delikatnie.

- No dobrze... A więc skoro wiesz już wszystko, to co teraz zrobimy?

- Jak to, co? Powstrzymamy Fantomasa przed dokonaniem skoku stulecia!

Po tych słowach Judy pokazała wydarty z gazety Pazuriana artykuł na temat zapowiedzi balu w ratuszu.

- O! Zobacz... Wystawa królewskiego szmaragdu rodu Lwiozariuszy - zaśmiał się wesoło Nick - Już jutro w naszym muzeum.

- Skup się lepiej na najważniejszej sprawie - skarciła go Judy - Widzisz? Jutro wieczorem jest bal w ratuszu! Żona jednego z dygnitarzy ma mieć piękny naszyjnik z diamentem! Rozumiesz? Właśnie to chce ukraść Fantomas.

- Jesteś pewna?

- No pewnie. Wszystko się zgadza. Ukradł stroje dygnitarzy z teatru, ukradł sprzęt komputerowy i elektroniczny. Chce posłać swoich ludzi na bal, wywołać jakieś spięcie czy coś, a potem...

- Bach! - zaśmiał się wesoło Nick - To ma sens... W sumie masz rację. To by się zgadzało. On lubi takie numery. Zawsze mówił, że bez ryzyka nie ma zabawy.

- No i dobrze - zaśmiała się Judy, uderzając dłonią w gazetę - Już my mu damy zabawę!

 

***

 

>:I

 

Wieczorem następnego dnia Judy i Nick w strojach balowych i ze sprzętem, za pomocą którego komunikowali się z Bogo obserwowali uważnie całą salę.

- I jak tam, Judy? - zapytał komendant przez słuchawkę w uchu króliczki.

- Na razie wszystko w porządku - odparła policjantka - Nie widzimy niczego podejrzanego.

- Miejcie się na baczności. Ten drań może już tu być.

- Spokojnie, szefie. Złapiemy go.

Nick obserwował salę, stojąc obok Judy. Jego szczególną uwagę przykuwał diament jednej z dam na balu.

- Jak na razie nic się nie dzieje - powiedział lis, biorąc od kelnera kieliszek z szampanem.

- Nie lubię takiej ciszy przed burzą - mruknęła króliczka - A ta paniusia z tym świecidełkiem na szyi aż się prosi o to, żeby ją okraść.

- W sumie niezłe to świecidełko.

- A żebyś wiedział. 32 karaty. Piękne dzieło. Nawet skazy nie widać.

- Jakiej skazy? - zdziwił się Nick.

- No, diamencik ma małą skazę na szlifie czy coś, ale przecież nawet tego nie widać. W każdym razie nie z daleka.

Słowa przyjaciółki nagle poważnie tknęła Bajera.

- No tak... On ma skazę... On ma skazę. Jakim ja byłem idiotą!

Następnie spojrzał na Judy i jęknął:

- Karotka! Musimy się stąd zwijać!

- Ale czemu? O co tu chodzi?! O czym ty mówisz?!

- On wcale tu nie przyjdzie!

- Fantomas? A dlaczego? Wie o zasadzce?

- Oczywiście, że wie, ale nie dlatego tu nie przyjdzie! On wcale nie chce ukraść tego kamienia!

- Jak to?

- Ten diament ma skazę! A mój brat, gdy z nim rozmawiałem ostatnim razem mówił, że nie cierpi niczego, co ma skazę! Teraz już wszystko rozumiem! On nas wykiwał!

- O czym ty mówisz?!

- Teraz już wszystko rozumiem! Chodź, Marchewa! Opowiem ci po drodze!

Nick złapał Judy za rękę i szybko oboje pobiegli przed siebie. Lis prowadził swoją partnerkę do muzeum.

- Gdzie ty mnie prowadzisz?! - jęknęła króliczka - W tej chwili zachciało ci się zwiedzać muzeum?

- Owszem, bo tam właśnie znajduje się rozwiązania naszej sprawy - powiedział Nick - Tam jest nasz cwaniaczek.

- Niby dlaczego tam, a nie tu?

- Bo jest tam.

- A możesz mówić jaśniej?

Nick zatrzymał się na chwilę, po czym powiedział:

- No dobrze... Słuchaj... Fantomas nie weźmie diamentu, który ma skazę. Ale niedawno na wystawę w muzeum został wyłożony ten szmaragd królewskiego rodu.

- No i co?

- Jeszcze niczego nie rozumiesz? On jest cwaniakiem! Celowo kazał swoim ludziom okradać te miejsca, które okradli i pozwolił kilku z nim, aby wpadli. Celowo również zasugerował nam, że mamy wtyczkę. Nie mamy żadnej wtyczki, a on nie chciał wejść na ten bal. Celowo ukradł stroje dygnitarzy z teatru, abyśmy myśleli, że chce się tu wkraść. Już parę razy przecież tak robił. To do niego pasowało. Ale nie... On chce ten szmaragd. Tej nocy, gdy my będziemy go szukać na balu, on już jest w muzeum! Rozumiesz?!

Judy spojrzała na niego z niedowierzaniem, po czym uderzyła się w czoło.

- Matko, jaka ja byłam głupia! To wszystko za łatwo szło! Cóż to za szczwany lis!

- Spokojny, ale nie tak szczwany jak my - zaśmiał się Nick.

Następnie skontaktował się z Bogo i powiedział mu wszystko, co odkrył.

 

***

 

jfpalm

 

Policjanci szybko przyjechali pod muzeum i osaczyli je ze wszystkich stron, aby przestępcy nie mieli jak uciec. Funkcjonariusze wparowali do środka i dość szybko namierzyli złodziei, który właśnie okradali wystawy w muzeum ze wszystkich kosztowności. Wśród nich był tajemniczy lis z maską na oczach.

- Stój, Fantomas! - zawołała Judy - Jesteś aresztowany!

- Chyba w twoich snach! - zaśmiał się przestępca, po czym rzucił się do ucieczki.

Króliczka ruszyła biegiem za nim, a Nick pobiegł za nią, chcąc jej pomóc. Oboje ścigali swego przeciwnika po schodach aż na sam dach. Stamtąd drań nie miał już dokąd uciec.

- Poddaj się, bracie! Nie masz najmniejszych szans! - zawołał Nick.

- To już koniec, Robert! - dodała Judy - Wiemy już wszystko! Jak widzisz, twój plan się nie udał!

- Ano właśnie widzę - powiedziała Fantomas, patrząc na idących z bronią w dłoniach policjantów - Jesteście bardziej cwani niż myślałem.

- Konkretniej to Nick jest - odparła króliczka.

Złodziejaszek zachichotał podle.

- No tak, to w końcu jest u nas rodzinne, nieprawdaż? Twój przyjaciel chyba coś o tym wie.

- Ano wiem, Robert - powiedział Nick - A teraz oddaj mi ten kamień.

- A niby czemu miałbym to zrobić?

- Bo wiesz doskonale, że nam nie uciekniesz! A w ten sposób sobie załatwisz krótszy wyrok.

Nick powoli podszedł do brata i wyciągnął dłoń w jego stronę.

- Oddaj mi szmaragd, Robert. Proszę.

Fantomas zawahał się przez chwilę, po czym położył na dłoni Nicka wyżej wzmiankowany kamień. Chwilę później na dachu zaroiło się od policjantów.

- Nie zbliżajcie się! - zawołał złodziej.

Po tych słowach wskoczył on na murek i zawołał:

- Fantomas jest nieuchwytny!

Następnie przechylił się gwałtownie w dół i spał z dachu. Judy krzyknęła przerażona. Policjanci podbiegli do krawędzi ducha, ale nie zobaczyli nic, nawet leżącego na chodniku ciała. Fantomas zniknął.

 

***

 

II^^

 

Gang Fantomasa został złapany i aresztowany, zaś szmaragd o dziwo Nick zachował dla siebie mówiąc Bogo, że bandyta im go nie oddał. Judy bardzo to zdziwiło, ale postanowiła nie mówić nic i czekać na to, co będzie dalej. Spodziewała się, że jej przyjaciel ma jakiś plan, którym niedługo się podzieli.

Na rano, gdy oboje jechali do pracy, lis powiedział:

- Zanim pojedziemy do pracy, musimy wpaść w dwa miejsca.

Judy chciała już zapytać, o co mu chodzi, ale zmieniła zdanie i postanowiła dać Nickowi się wykazać. Lis tymczasem zabrał ją do jubilera, gdzie wszedł sam i porozmawiał z właścicielem o czymś. Następnie wyszedł zadowolony, wsiadł do auta i kazał jechać Judy do portu. Króliczka skierowała tam ich samochód. Następnie oboje wysiedli z auta i zaczęli chodzić dookoła.

- Dobra, Robert! Wyłaź! Wiem, że tu jesteś! - zawołał Nick.

- Miałeś przyjść sam - odezwał się czyiś głos.

Zza rogu wyszedł Fantomas, ale tym razem bez maski na oczach.

- Wolałem, aby ona była ze mną, abyś nie kombinował niczego - odparł mu Bajer.

Złodziejaszek westchnął głęboko, po czym rzekł:

- No cóż... Cieszę się, że przyszedłeś. Miałem zamiar wyjechać stąd, ale nie umiałem tego zrobić bez pożegnania z rodziną.

- Jakoś nie obchodziła cię rodzina, gdy śladem ojca zostawiłeś mnie i matkę samą.

- Wiesz doskonale, dlaczego to zrobiłem.

- Wiem, ale jakoś do mnie nie dociera, czemu się tak stoczyłeś?

- Ja? A co powiesz o sobie?

- Ja nikogo nie okradałem.

- Może i nie... Ale obaj żyliśmy z naiwności innych.

- Tak... Ale ja się zmieniłem na lepsze, a ty na gorsze. Ja już nie wrócę do dawnej branży. A ty?

- Ja już nie mam wyboru. Zostanę w tym świecie na zawsze.

- No cóż... Tak to już bywa. Dokąd teraz zmierzasz?

- Nie powiem ci, bo twoja przyjaciółka zechce mnie tam ścigać.

Judy uśmiechnęła się do niego delikatnie.

- Wiesz, Hops... Nick mi o tobie opowiadał. Jesteś naprawdę bystrym królikiem.

- A ty niezwykle szczwanym lisem - odparła policjantka - Ale cóż... Jak sam powiedziałeś wczoraj, to u was rodzinne.

- Dokładnie tak. Więc wybaczcie, ale muszę was pożegnać. Dbajcie o siebie nawzajem i obym nigdy więcej nie musiał stanąć na waszej drodze.

To mówiąc Fantomas odwrócił się plecami do rozmówców i ruszył przed siebie.

- Robert!

Złodziej spojrzał na swego brata.

- Słucham?

- Oddaj nam prawdziwy szmaragd.

- Nie mam pojęcia, do czego nawiązujesz.

- Dobrze wiesz. Wtedy na dachu dałeś nam falsyfikat - mówił Nick, podchodząc do niego - Byłem u twego kumpla, jubilera. Jest on paserem, o czym dobrze wiem. Przesłuchałem go i przyznał się, że zrobił dla ciebie podróbkę szmaragdu.

Judy patrzyła na to zaszokowana. Czuła, że naprawdę jest jeszcze bardzo zielona w tych sprawach.

- Bystrzak z ciebie, braciszku - powiedział Fantomas i podał Nickowi coś do ręki.

To był prawdziwy szmaragd. Zadowolony lis obejrzał go pod światło, po czym oddał go przyjaciółce.

- Doskonale. A teraz możesz już iść.

- Iść? - zdziwiła się Judy - Chcesz go wypuścić? Mimo tego, co on ci zrobił?

Nick westchnął głęboko.

- No cóż... Mimo wszystko to jest mój brat i jakoś nie umiem inaczej. Chyba, że ty chcesz go aresztować. Nie będę ci przeszkadzał.

Judy wahała się, co ma zrobić. Czy powinna go aresztować? Czy może jednak puścić wolno? Ostatecznie przecież i tak nie mieli dowodów, że to Fantomas. Jak popełniał przestępstwo, miał w końcu maskę na twarzy. Jego odcisków palców nie mieli, a na szmaragdzie nic nie zostało, bo miał rękawiczki na dłoniach, gdy go kradł i teraz też, gdy go im oddał. Więc cóż... Wsadzenie drania do więzienia było niemożliwe. Och, gdyby nagrywała tę rozmowę, ale nie pomyślała, żeby to zrobić. Dlatego też nie zrobiła nic, gdy Fantomas zaczął iść w kierunku swego statku.

- Hej, braciszku! - zawołał Nick.

Lis złodziej odwrócił się do niego, a policjant rzucił mu fałszywy szmaragd.

- Masz na pamiątkę!

Robert złapał falsyfikat zwinnym ruchem, po czym zaśmiał się lekko.

- Brawo, braciszku. Brawo - powiedział.

Następnie wszedł na pokład statku.

- Nie aresztujesz go? - zapytał Bajer, patrząc na Judy.

- Przemyślałam to sobie i myślę, że to ostatecznie twój brat i szkoda by było sprawiać ci przykrość...

Jej przyjaciel zrobił złośliwą minę. Króliczka westchnęła głęboko.

- No dobra... Nie nagrywałam tej rozmowy ani nie mam żadnych dowodów, że to Fantomas.

- Dokładnie - zaśmiał się Nick - Ale spokojnie. Być może go jeszcze przymkniemy, choć osobiście wolałbym więcej go nie spotkać.

- Więc co teraz robimy? - spytała Judy.

- To proste. Jedziemy do Bogo i oddajemy mu szmaragd.

- Ale niby jak mu wytłumaczysz, skąd my to mamy?

- Coś wymyślimy - zachichotał lis - Chodź, Vilder.

Panna Hops parsknęła śmiechem i ruszyła za swoim partnerem. Czuła się cudownie mogąc widzieć Nicka znowu szczęśliwego oraz rzucającego żartami jak dawniej.

 

<3

 

KONIEC

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz