Brind

Wymysły pana B. Rozdział drugi ,,szef, kawa, i trop"

Informuje, że opowiadanie może zawierać poważne błędy.

 

No dobra, zabezpieczyłem się to teraz możecie czytać, moje ,,piękne dzieło". W tym rozdziale akcja zwolni ale nie martwcie się (kogoś ten fik w ogóle obchodzi?) w kolejnym rozdziale śledztwo zacznie się już na dobre :)

 

 

 

 

 

Nick i Judy podeszli na tył samochodu mając nadzieje, że Wataha i Pręga coś znaleźli ale wilk nie miał

dobrych wieści.

- Nic tam nie było, poza gaśnicą, kołem zapasowym i trójkątem, a ponieważ nasza zmiana się już

kończy to będziemy wracać na komisariat.

-To może chociaż bylibyście tak mili i nas podwieziecie? – spytała Judy z nadzieją w głosie, ale

wilk tylko machnął łapą.

- Wy jeszcze musicie zaczekać na techników, a ja nie zamierzam znowu się spóźnić na śniadanie do

domu - i wraz z partnerem wsiadł do swojego sedana, który piszcząc oponami odjechał do

Sawanny Głównej.

- Po co ja w ogóle pytałam?

Zajęczyca odwróciła się w stronę miejsca wypadku i podeszła do lisa wyczekującego przyjazdu lawety.

- No to jak wracamy, Nick ? Masz jakiś pomysł? - Funkcjonariusz spojrzał na nią i swoim typowym

sarkastycznym tonem, okraszonym cwanym uśmiechem odpowiedział:

- Jest taki jeden sposób. Ty czekasz na autobus przez całą noc, choć i tak wiadomo, że

przyjeżdża dopiero pierwszy kurs porannej linii, natomiast w tym czasie ja zamawiam taxi i wygodnie

docieram do swojego miejsca pracy.

- To w twoim mniemaniu miało być śmieszne?

- Nie, ja po prostu stwierdziłem fakt, bo tak właśnie zamierzam postąpić.

- Na szczęście od stwierdzania faktów mamy techników, a nie ciebie.

Wskazała na żółty pojazd wyjeżdżającą zza rogu, który miał rozdzielić i zabrać ze sobą obydwa wozy

na parking laboratorium kryminalnego Zwierzogrodzkiego departamentu policji.

 

 

 

 

 

Kiedy partnerzy dotarli do komisariatu słońce już świtało, odbijając się od okien i fasad wieżowców

Downtown, niewzruszenie górujących nad całym miastem. Kiedy weszli do budynku policji, powitał

ich wypoczęty i pełen energii głos dyspozytora Clawhausera.

- Dzień dobry, jak się macie po nocnej zmianie?

- Było fajnie, serio. Pościgi, zagadki i tym podobne głupoty, no wiesz, dzień jak co dzień.

Judy, jak zawsze, odpowiedziała na zadane pytanie pełnym optymizmu tonem.

- Wiesz Pazurek, odkryłem właśnie, że nasza karotka uwielbia dwu godzinne wycieczki autobusami

nocnymi. No bo skoro mówi, że było super to chyba to lubi?

- Jasne, ale skoro przy pościgach jesteśmy to szef chce was widzieć jak najszybciej w swoim biurze.

Radziłbym jednak uważać bo nie jest w zbyt dobrym humorze. – mówiąc to wyjął z pudełka

pierwszego pączka i z błogim wyrazem na twarzy wsadził go do ust. Nick i Judy spojrzeli na siebie i

odeszli w stronę windy.

- Tak się zastanawiam, czy widziałaś kiedyś komendanta w dobrym humorze ?

- Nie wiem, ale dobrze ci radze mu tego nie wypominać.

Funkcjonariusze wjechali na pierwsze piętro i przeszli na koniec korytarza, gdzie znajdował się

gabinet szefa.

- Panie mają pierwszeństwo.

Nick cofnął się i dał miejsce Judy. Ta spojrzała na lisa z politowaniem i zapukała. Zza drzwi rozległy się

kroki i po chwili w drzwiach pojawił się potężny bawół afrykański. Bogo zaprosił ich spokojnym

gestem. Zbyt spokojnym. Partnerzy weszli i wdrapali się na krzesło przed biurkiem przy którym

zasiadł komendant. Spojrzał na nich i powoli zaczął:

- Prowadziliście dzisiaj pościg w czasie którego zniszczyliście jeden z najdroższych radiowozów w

mieście. No więc…

- nie zaczyna się zdania od…

Nick nie dokończył bo poczuł łokieć wbijający mu się w żebra.

- Tak więc Wilde, skoro jesteś taki rozgadany to odpowiedz mi jak ty to robisz, że w jednym miesiącu

przeznaczyłeś do kasacji trzy takie pojazdy?

Bogo mówił to spokojnym tonem, jednak policjanci wiedzieli, że im dłużej wydawał się opanowany

tym gorszy był wybuch później.

- No wie szef, przypadkiem się zdarzyło, że akurat on wyhamował a ja…

Komendant wreszcie nie wytrzymał i tak głośno jak tylko umiał, a umiał bardzo głośno, zaczął

krzyczeć na posterunkowego.

- Ty mi tu wciskasz, że przypadkiem skasowałeś trzy wozy! Ty wiesz ile kosztuje jeden samochód!?

Góra mnie za to zabije, a wam prawdopodobnie nic nie zrobi no bo przecież jesteście pode mną!

Obojgu wam obetnę z pensji, a ty Wilde będziesz po każdej zmianie szorował cały komisariat do

odwołania!

- A to da się jeszcze coś obciąć z tego co zarabiamy?

- Zamknij się jeśli nie chcesz dodatkowo myć każdego wozu z osobna! A teraz wyjść!

Oboje zeskoczyli i wybiegli z gabinetu póki jeszcze szef nie zmienił zdania.

- Uf, myślałem, że będzie gorzej, ale sprzątanie chyba nie jest najgorszą karą?

- Ty chyba jeszcze niewiele wiesz o tym budynku.

Nick spojrzał na partnerkę i powoli zapytał:

- Czy wiesz o czymś, czego ja nie wiem?

Judy odwzajemniła spojrzenie i uśmiechając się odpowiedziała:

- A czy ja coś powiedziałam?

Zjechali windą, przeszli przez hal, pożegnali się z Pazurianem, kończącym drugie opakowanie pączków,

i wyszli przed plac główny Zwierzogrodu, na którym powoli przybywało ssaków rozpoczynających

prace lub turystów pragnących zobaczyć to miejsce jeszcze zanim zaroi się obywatelami.

- No karota, zaczął się nowy dzień, masz może jakieś konkretne plany?

- Mój plan dnia wygląda tak: iść do domu, zasnąć, zbudzić się, pójść do pracy.

- Ty serio chcesz stracić cały dzień na spanie?

- No tak.

- Przecież i tak przez pół nocy miałaś głowę w poduszce. Ale skoro chcesz marnować czas to

może daj się chociaż zaprosić na kawę. Akurat pod moim blokiem jest fajna kawiarnia.

- Jak się napiję to nie zasnę.

- No proszę cię karotka, choć ten jeden raz.

Judy spojrzała na niego podejrzliwie, zastanawiając się czy to aby nie jakiś podstęp.

- Dobrze, ale ty stawiasz.

- No i wszyscy są szczęśliwi, brawo za słuszną decyzję.

Weszli do tramwaju, który skrzypiąc i wibrując ruszył w stronę mieszkania lisa.

 

 

 

 

 

 

Przystanek na którym wysiedli znajdował się na szerokiej dwupasmowej ulicy z pasem zieleni i torami

pośrodku. Wzdłuż niej, w pierzei stały stare, co najmniej stuletnie, ceglane budynki

mieszkalne, w parterach natomiast znajdowały się lokale z restauracjami lub sklepami.

- No dobra Nick, to gdzie jest ta twoja kawiarnia?

- Byłaby naprzeciwko nas, gdyby nie to, że stoimy w złą stronę.

Judy odwróciła się i zobaczyła po drugiej stronie jezdni lokal z zielono-białym szyldem o nazwie:

- Bunnybucks? Od kiedy lisy piją kawę w króliczych lokalach?

- Ja tu tylko piję. W żadnym wypadku nie raczę się waszymi „pysznościami”.

Przeszli przez ulicę i weszli do kawiarni wypełnionej najróżniejszymi gatunkami małych ssaków. Najwięcej wśród nich było zajęczaków ale znajdowała się tam też para wydr, grupka lemingów i jeden bóbr. Nikt nie zwrócił uwagi na nowo przybyłych, jednak kiedy szli w stronę lady wyraźnie dało się odczuć podenerwowanie wśród królików przechodzących koło lisa. Za kasą stał szary zając wyraźnie znudzony swoją pracą z opuszczonymi powiekami i brakiem jakiegokolwiek wyrazu na twarzy.

- Cześć John, jak tam ci idzie w pracy?

Nick zagadał do szaraka, a ten głosem znudzonym bardziej nawet niż wyglądał odpowiedział:

- Dzień dobry panie Wilde, z zapałem i radością pana obsłużymy.

- Właśnie widzę, że z zapałem. Tak czy inaczej karota, ja stawiam, ty zamawiaj.

Judy podeszłą i z energią powiedziała:

- No to poproszę dwie kawy z mlekiem i…

- Możemy polecić pani nasze wspaniałe ciasteczka marchewkowe z marchewkową posypką.

- Eee, ja chcę tylko kawę.

- Skoro tak, polecam skorzystać z naszej wspaniałej promocji, kupi pani cztery kubki w cenie dwóch.

Wszystko to mówił oczywiście niezbyt zachęcającym, znudzonym tonem.

- Nie, ja chcę dwie kawy z mlekiem, w cenie dwóch kaw z mlekiem.

- Czy chciała by pani wziąć udział w konkursie organizowanym przez naszą firmę?

Judy zaczęła się już irytować.

- Po prostu daj mi dwie kawy!

- Z pianką czy bez?

- Bez!

Teraz już wszyscy obecni w kawiarni z zainteresowaniem przyglądali się całej scenie.

- słodzona czy nie?

- Nie! Chce zwykła kawę z mlekiem i nic więcej!

- mleko tłuste czy chude?

- Nie obchodzi mnie to! Ja chcę…

- Oto pani zamówienie.

Mówiąc to postawił na ladzie dwa kubki z pięknie pachnącym i ciepłym napojem.

- Cena to 10$. Jeżeli jest pani naszym stałym klientem to może…

- Daj mu te dziesięć dolców i niech się zamknie!

Nick spojrzał na nią wzrokiem kogoś, komu udało się zrobić udany żart i wręczył siedem dolarów

razem z kartą stałego klienta.

- Dziękujemy, życzymy smacznego i zapraszamy ponownie.

Judy zrozumiała, że lis od początku wiedział jak będzie. Zdenerwowana zabrała jeden kubek i

szybko wyszła przed lokal.

- Nie zostaniesz na dłużej karotka?

- Ani mi się śni!

 

 

 

 

Następnego dnia funkcjonariusze spotkali się przed komisariatem, oboje wypoczęci po jednym dniu wolnego.

- Co tam hopsiu? Kawa wczoraj smakowała?

- Lepiej mi nie przypominaj. Rozbudziłeś mnie tak bardzo, że nie mogłam zasnąć do wieczora.

- o to mi mniej więcej chodziło.

Judy spojrzała na lisa i spokojnie powiedziała:

- Kiedy ja ci zrobię kawał to nie będziesz taki zadowolony.

- Nie wątpię, ale i tak było warto, najbardziej podobał mi się ten moment kiedy zaczęłaś na niego wrzeszczeć.

- Ha, ha, ha, bardzo śmieszne.

Ostatnie zdanie powiedziała już lżejszym tonem, sama akcja ją też zaczynała śmieszyć. Zawsze reagowali w ten sposób na kawały które sobie robili, ale w żadnym wypadku nie zaniechała odwetu na partnerze. Weszli do budynku i podeszli do biurka Clawhausera raczącego jak zawsze swe podniebienie donutem. Judy zamachała do geparda i przywitała się z nim.

- Cześć Pazurian, jak leci?

- Caiem niele.

- Lepiej przełknij te pączki bo cię nie rozumiem.

Dyspozytor głośno połknął zawartość ust i się poprawił.

- Całkiem nieźle.

- To fajnie, mamy jeszcze trochę czasu, możemy pogadać.

Gepard przełknął kolejną porcje słodkości i odpowiedział.

- Przed chwilą był tu Adaks, ten technik, i chciał z wami pomówić.

- A gdzie jest teraz?

- Za wami.

Policjanci odwrócili się i zobaczyli, że w ich stronę idzie antylopa w białym kitlu technika policyjnego.

Nick uśmiechnął się i przywitał w typowy dla siebie sposób.

- Dzień dobry Moussteinie, odkryłeś jakąś nową teorie i chcesz się z nami tym podzielić?

Adaks spojrzał na niego z irytacją i odpowiedział:

- Bardzo śmieszne Wilde, naprawdę. Przyszedłem wam przekazać parę dowodów które udało mi się jak na razie znaleźć.

Judy pokazała mu łapkami żeby kontynuował.

- Przejrzałem kamery monitoringu, samego wypadku co prawda nie zarejestrowały ale porównałem obraz z dwóch nagrań i o godzinie czwartej, minut siedem, sekundzie dziesiątej na kamerze zwróconej w stronę Sawanny na chodniku pojawiło się zwierze nie zarejestrowane na nagraniu z kamery odwróconej na Saharę. Po odprawie przyjedźcie do laboratorium, skończymy wtedy sprawdzać sierść którą przyniosłaś Hops i podam wam resztę informacji o sprawcy.

- A można wiedzieć jakie to było zwierzę.

Technik spojrzał na Judy i spokojnym tonem odpowiedział:

- Czarny jaguar.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wciąż nieźle. Ortografia już tak nie razi. Idę czytać kolejny rozdział.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz